piątek, 7 marca 2014

● Tęsknota ~ 2 ●

 Tak, tak, tak, wiemy. Przepraszamy bardzo za zwłokę, naprawdę. Ostatni okres był dla nas szczególnie trudny, dlatego też tak opóźniałyśmy dodanie rozdziału. No i nasza kochana beta, którą pozdrawiam *śle pedalskie serduszka* też miała mase roboty.
Nie mamy pojęcia kiedy będzie trzecia część, więc na razie musicie zadowolić się tym kąskiem. 
Enjoy. c:




Patrzył na Erena widocznie urażony, po chwili lekko wysuwając podbródek. Moment mu zajęło dotarcie do tego, co się stało. Przeczesał swoje włosy, prychając coś pod nosem.
- Nie ruszaj się. Straciłeś pamięć, prawda? Nic nie pamiętasz?
Pytając, przekrzywił nieco głowę i sięgnął po spodnie, które leżały złożone na krześle. Naciągnął je na siebie, aby nie przerażać chłopca jeszcze bardziej. Znów podał mu szklankę, wycofując się na krzesło. Jego mina była niemalże urażona, ale spokojna.

Chłopiec obserwował każdy ruch bruneta. Zastanawiał się nad odpowiedzią.
Odebrał szklankę i upił łyk wody. Ręce mu się trzęsły niesamowicie. Był strasznie blady, najprawdopodobniej schudł. Nie pamiętał dlaczego tutaj leży, nie wiedział kim jest osoba, która się na niego wydziera, nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje.
- N-najprawdopodobniej - odparł, oddając szklankę. Prawie ją upuścił, tak trzęsły mu się ręce. - J-jak się nazywasz? Bo ja jestem… Eren. To znaczy, tak mi się wydaję… - złapał się za skroń i masował ją delikatnymi ruchami. Strasznie bolała go głowa. Wzrok ciągle miał wbity w postać przed nim.
Zaczął na siebie naciągać "codzienne" ubranie. Koszula, włożyć w spodnie. Buty. Żabot. Podstawowa uprząż. Robił wszystko w milczeniu, jakby zastanawiając się nad tym wszystkim. Jeśli nie przypomniał sobie Leviego po pierwszej kwestii, to było na prawdę źle. Słysząc jego "tak mi się wydaje", podniósł spojrzenie, patrząc prosto w szmaragdowe oczy.
- Eren Yeager. Lat piętnaście, urodzony trzydziestego marca. Wzrost 170 centymetrów. Zwiadowca. Posiada umiejętność zmiany się w tytana - wyrecytował z pamięci, cały czas wgapiając się w te niebiesko-zielone tęczówki. Podszedł do łóżka, opierając na nim jedną nogę. - Kapral Rivaille. Zapomnisz, a cię zabiję.
Ostatnie zdanie zaakcentował kwaśnym uśmiechem. Wyciągnął rękę do włosów Erena, targając je.
- Masz po sobie sprzątać i wszędzie w kwaterze utrzymywać porządek - dodał jeszcze, usatysfakcjonowany siadając na taborecie po drugiej stronie stołu. Wziął do ręki pióro, zaczął wypisywać zaległe raporty.

Słuchał tego wszystkiego co mówił Kapral i tak na prawdę dalej nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Dobra, wiedział już jak się nazywa, ile ma lat, wzrost, ale jak to zamieniał się w... TYTANA?! T-to znaczy, że był taką samą bestią jak inne tytany? Był załamany. Dobra, był zwiadowcą… BYŁ ZWIADOWCĄ? Przecież to jego marzenie z dzieciństwa! Zaraz zaraz… Kapral Rivaille?! Ten, którego zawsze podziwiał?! Prawdziwy Kapral? No nie mógł uwierzyć w to wszystko. Najdziwniejsze było dla niego to, że on spał z nim w jednym łóżku.
Przypatrywał się delikatnym ruchom ręki bruneta. Pić mu się chciało. Wstał i postanowił sam nalać sobie wody, jednak po chwili wywinął kozła. Nie mógł utrzymać się na nogach. Zaśmiał się lekko i resztką sił podniósł się, kolejny raz czując pulsujący ból skroni.
- Kapralu Rivaille, ładne są te mundury. Też taki mam? Zawsze chciałem taki nosić! To super! - krzyknął niemal przypatrując się brunetowi. Ten wzrok mu się nie podobał. - Przepraszam, już nic nie mówię. Spojrzał się w stronę Kaprala. Poczuł jak jego policzki zaczynają być gorące. Musiał spytać o jeszcze jedną rzecz.
- K-kapralu... mam pytanie... e... dlaczego leżał pan koło mnie gdy się obudziłem? - ręką podrapał się po włosach. Czy on się kiedyś mył?!
Wypełniał raporty, jeden za drugim. Kartki niemal błyskawicznie pokrywały się wyćwiczonym, pięknym pismem. Jeden, drugi, trzeci... Idiotyczne, składać raporty dziennie, kiedy nawet nie wyjeżdżali na misje. Połowę już wypełnionych odłożył na bok.
- Byłeś w śpiączce równie dziewięć dni...
Wymamrotał, przecierając oczy. Był okropnie zmęczony, nawet ta krótka drzemka w łóżku Erena nie pomogła mu odzyskać choćby jednej czwartej energii. Uniósł wzrok, patrząc na leżące aktualne na ziemi ciało chłopca. Z obojętności charakter spojrzenia zmienił się na coś w rodzaju dezaprobaty. Był dziwnie przestraszony tym entuzjazmem. Bo w końcu... on nigdy nic takiego nie czuł. Z resztą, mało czuł emocji zaliczanych do grona tych pozytywnych. Z głośnym westchnięciem wstał, pomagając mu wrócić na materac.
Niemal się zarumienił.
- Miałeś już nic nie mówić. - rzucił, siadając obok i opierając się jednym bokiem o ścianę. Dopiero zdał sobie sprawę, jaki był padnięty. - Siedzę tu dwadzieścia cztery godziny na dobę od dziewięciu dni. Prawie nie śpię. Zabronisz mi? Z resztą, zamknij mordę, wszyscy dookoła śpią. Wykąpiesz się jutro rano, tymczasem idź już się połóż.
Wszystko mamrotał na tyle głośno, żeby Eren go usłyszał, kończąc mały wykład dyskretnym ziewnięciem. Myśl, która wybijała się spośród morza innych stanowiła jedno słowo - spać.

Dziewięć dni... aż tak długo go nie było? Ale dlaczego? Co się stało? Chciał wiedzieć wszystko, jednak pomyślał, że zadawanie pytań w takiej chwili byłoby nietaktowne. Tak na prawdę cholernie chciało mu się spać, mimo, że spał ponad dziewięć dni, to po prostu chciał zamknąć oczy i wszystko przemyśleć.
- D-dobrze, już idę spać, przepraszam za kłopot. - wymamrotał, wskakując pod kołdrę. Zerkał co chwilę w stronę Kaprala, zarumienił się na samą myśl o tym, co chce teraz powiedzieć, a raczej zaproponować.
- K-kapralu.. może p-położy się pan k-koło mnie? W-w końcu był tu pan przez t-tyle czasu w-więc nie z-zrobi mi to żadnej r-różnicy - wyszeptał, spoglądając w stronę bruneta. Myślał, że spali się ze wstydu.
Nie zwracał już ma młodzieńca uwagi, po prostu szybko ściągnął spodnie, składając je i odkładając na krzesło. Napił się jeszcze łyk chłodnej cieczy, nieco z obrzydzeniem, w końcu nie pił ze swojego kubka. To było złe, przynajmniej według niego. Choć może nie tyle złe, co niehigieniczne, ale cóż.
Rzucił okiem na młodzieńczą, zarumienioną twarz, a kąciki ust zadrgały niczym przy szyderczym uśmiechu.
- A myślałeś, że po cholerę się rozbieram?
Nie miał po co tłumaczyć, że ma kwaterę obok Erwina, a ta blond-szuja od razu pobiegłaby rozgłosić wieść, że Levi ma kochankę, czy coś w tym rodzaju i to dlatego go nie ma w nocy mimo tego, że doskonale wie, co Levi robi i gdzie się znajduje. Wpełzł pod kołdrę obok chłopca, zadowolony z tego ciepła które pod nią panowało. Nie musiał się chociaż martwić o brud, dzięki pomocy wyżej wspomnianego dowódcy zmieniał ją codziennie, tak samo jak ubranie Erena. Nie robił tego z własnej woli... to chyba oczywiste i nikogo nie trzeba w tym upewniać. Wąskie łóżko nie dawało im zbyt wiele przestrzeni, ba, nie dawało im jej wcale. Stykali się niemal całymi bokami ciał.
- ...Eren?
Wyszeptał po pięciu minutach takiego leżenia. Nagle chęć snu od niego uciekła.

Poczuł przyjemne ciepło, gdy brunet położył się koło niego. Miał ochotę przytulić się do niego i zasnąć, lecz to byłoby dziwne i... oboje są facetami. Trząsł się trochę. To było dla niego dosyć nowe. Wszystko zaczynało od nowa być dla niego nowe, przynajmniej ludzie, których wcześniej znał.
- T-tak? - wzdrygnął się, gdy usłyszał swoje imię wypowiedziane tak spokojnym tonem. Z tego co zdążył już zauważyć, Kapral nie należał do przyjemniejszych osób. Zamrugał kilkanaście razy, patrząc ciągle w stronę bruneta.
Przymknął oczy, zastanawiając się, co właściwie chciał powiedzieć. Dziwnie byłoby mu rzec cokolwiek z uczuciami, ale... Obrócił się przodem do Erena, głowa Kaprala znalazła się pomiędzy ramionami współdzielącego łóżko chłopca.
- ... Tęskniłem.
Wymamrotał w końcu, zamykając oczy całkowicie. Sekundę później zaczął oddychać spokojnie, równomiernie. Jednak nie spał, grał. Wstydził się tego co właśnie zrobił i właściwie sam nie mógł uwierzyć w to, że powiedział coś tak idiotycznego.

Oczy rozszerzyły się pod wpływem wyznania. Ciągle coś mu nie pasowało. Śpi z nim w łóżku. Potem znów się kładzie koło niego, a na końcu wyznaje, że za nim tęsknił. Coś mu tu nie pasowało. Czy oni... NIE. Nie, nie byli parą no nigdy w życiu no to przecież nie możliwe. Wyciągnął rękę na powierzchnie i położył na tali bruneta.
- To dziwne, ale się cieszę, mimo, że pana nie pamiętam. Dobranoc - szepnął, zamykając oczy.
Będzie chyba żałował wszystkiego, co powiedział. Nie znał go, przynajmniej teraz, może wcześniej tak, jednak teraz był dla niego zupełnie obcą osobą.
Zdecydowanie to, co powiedział do normalnych słów, które można od Kaprala usłyszeć nie należało i to zdecydowanie. Czy faktycznie z anim tęsknił? Nie wiedział sam. W końcu Eren nic dla niego nie znaczył. Mógł za nim tęsknić tylko z powodu tego, że nie miał się nad kim "bardziej" znęcać. Wzdrygnął się więc na ten delikatny dotyk, wyprężając się przy nim. Na chwilę był więc wytrącony z rytmu spokojnego oddechu. Nie było sensu, żeby dalej sen udawać.
- Umrzyj we śnie.
Odchrząknął, obracając się na drugi bok. Nie zrzucił jego ręki przez cały czas. W końcu było mu tak ciepło. Tak, to oczywiście był jedyny powód.

Nie słyszał już ostatniego zdania Kaprala, ponieważ od dobrej minuty spał... i to porządnie. Nie widać było po nim zmęczenia, a czuł się jakby nie spał tydzień, a przecież spał. Cholernie denerwujące uczucie.
Budził się jeszcze ze dwa razy. Brunet ciągle przy nim był, również spał. Widać było, że był zmęczony. Nic dziwnego. Siedzieć przy Erenie dziewięć dni.. .nie lada wyzwanie.
Wstał nad ranem, rześki, wypoczęty i gotowy na dalsze poznawanie świata. Wysunął się powoli z łóżka, by nie zbudzić Kaprala i podszedł do okna. Uchylił je lekko, wpuszczając chłodne, orzeźwiające powietrze. Chwilę potem przyjrzał się swojemu ciału. I ogólnie sobie. Miał ubraną tylko białą, dość długą koszulę, do ud. No i bokserki. Co oni z nim zrobili…
Wzrok znów przeniósł w stronę okna. Wiatr delikatnie bujał brązowymi kosmykami włosów Erena.
Spał spokojnie, dziwnie spokojnie jak na niego. Nawet jeśli był śmiertelnie wycieńczony, zawsze jeszcze wstawał w nocy się napić, odetchnąć świeżym powietrzem. Nie tym razem, jak widać. Przespał cudownie całą noc, bez zbędnego wiercenia się. Nie pamiętał, co mu się śniło, nigdy nie pamiętał. Choć tyle się nie zmieniło.
Targnęła nim nagła fala zimna, szybko otworzył oczy, nie czyniąc jednak gwałtownych ruchów. Patrzył na Erena, na brązowe, czesane teraz przez wiatr włosy. Naciągnął kołdrę pod nos.
- Zamknij to bo wylecisz. Piździ jak cholera.
Mruknął, opatulając się kołdrą i odwracając na drugi bok.

Spojrzał się w stronę bruneta i lekko uśmiechnął. Cóż, miłe to nie było, ale będzie musiał się przyzwyczaić, że Kapralowi nigdy nic nie pasuje.
- Dzień dobry. - mruknął, zamykając okno. Przeciągnął się, chwiejąc się na nogach. Jego kondycja nie była jeszcze najlepsza. Będzie musiał doprowadzić się do porządku. Usiadł na skraju łózka, uprzednio nalewając sobie wody do kubka.
- Dobrze pan spał? - zapytał, upijając łyk cieczy. Eren nie zdawał sobie sprawy z wielu rzeczy. Będzie poznawał wszystko od nowa do czasu, aż przypomni sobie co się wtedy wydarzyło. Minie dużo czasu zanim wróci do normalności.
Wymruczał coś, przechodząc w stan półsnu. Nigdy nie było mu tak ciepło. Było to całkiem... przyjemne. To chyba było sławetne ciepło drugiej osoby, którego Kapral doznał tej nocy po raz pierwszy.
- Nie pierdol głupot.
Rzucił beznamiętnie, powoli rozgrzebując się z nakrycia. W końcu trzeba było wstać, rozpocząć nowy dzień... od kubka kawy i zjechania kogoś w pierwszej godzinie przynajmniej cztery razy. Zrzucając nogi na podłogę przetarł oczy dłońmi zaciśniętymi w piąstki.

Odwrócił się w stronę Kaprala z miną zdziwienia, jednak po chwili na jego twarz wstąpił uśmiech. Nie wiedział jaki był dla niego zanim stracił pamięć, jednak postanowił nie reagować na to co mówi do niego Kapral. A jak już będzie reagował, to tylko uśmiechem. Nawet jak miałby leżeć poturbowany.
- To się cieszę, ja również dobrze spałem. - Wstał z zamiarem ubrania się, jednak nie miał w co. Najprawdopodobniej powinien dostać mundur, lecz tu takowego nie widział. Cyba nie będzie paradował w samej koszulki i bokserkach. - Um, Kapralu, dostanę mundur? Albo cokolwiek? Bo trochę czuje się nagi - zapytał odwracając się przodem do bruneta.
Próbował obudzić swój mózg. Zazwyczaj po przebudzeniu działał z pewną specyficzną rutyną, teraz jednak musiało się to zmienić z paru powodów. Po pierwsze - nie był we własnym pokoju, co wszystko komplikowało. Po drugie, Eren się obudził, a to był najważniejszy argument. Odgarnął włosy do tyłu, na niewiele o się jednak zdało, wróciły bowiem do zwyczajowego ułożenia. Popatrzył lekceważąco na młodzieńca.
- Najlepiej jeszcze to ściągnij, będziesz świecił dupą przed oddziałem. - Kącik ust wygiął się w ironii. - Widzisz coś takiego jak szafa? Mądrzy ludzie tam czasem zaglądają.
Mimo całego sarkazmu, patrzenie na tyłek Erena nie byłoby takim złym pomysłem. W zasadzie, to nie tylko na cztery litery chłopaka było miło patrzeć, ale nigdy tego nie przyzna, nawet przed sobą. Szybko przebrał się, naciągając na siebie świeże ciuchy, nie dopinając ich jednak do końca. Zaraz i tak wskoczy pod prysznic. Zwyczajnie był zbyt wielkim leniem, żeby się nadwyrężać.
- Zaczekaj chwilę.
Rzucił na odchodne, wychodząc z pomieszczenia. Wrócił po piętnastu minutach. Jego twarz cała stężała ze złości. Przeszło mu po krótkiej chwili, a przynajmniej z zewnątrz, bowiem przybrał standardowy, obojętny wyraz.
- Nikogo nie ma. Wyszli. Wszyscy.
Oznajmił beznamiętnie, jakby go to nie obchodziło.

Westchnął cicho i kolejny raz się uśmiechnął, podchodząc do szafy. Rzeczywiście, był tam jego mundur. Ładnie powieszony. Był prasowany, czy mu się zdaje?
Przyjrzał mu się chwilę i uśmiechnął się sam do siebie. Był idealny. Taki jak zawsze mu się marzył. Znak zwiadowców. Pogładził lekko materiał i po chwili zaczął się ubierać. Zrzucił z siebie koszulę, ukazując całe, praktycznie całe ciało. Nie miał się czego wstydzić. Przynajmniej nie widział powodów do wstydu przy Kapralu.
Ubrał się cały i przyglądał się sobie przez chwilę. Nie zwrócił uwagi, kiedy Kapral wyszedł z pomieszczenia. Dopiero jak wrócił i usłyszał słowo " wszyscy " spojrzał na niego dość rozkojarzonym wzrokiem. Przeczesał włosy ręką i westchnął cicho.
- Gdzie? - zapytał, podchodząc do okna. Miał nadzieję, że kogoś ujrzy, jednak nikogo nie widział. Trochę posmutniał.
Ponownie tego dnia zmierzył wzrokiem posturę młodzieńca.
- Co ty odpieprzasz? Zdejmuj mundur i idź się umyć.
Z obrzydzeniem odsunął się od niego. Oparł się o framugę otwartych drzwi. Sam nie miał pojęcia, gdzie wyszła reszta. Nie zamierzał jednak przyznać się do niewiedzy.
- Tam, gdzie Cię nie ma. Nie dziwię im się, cuchniesz.
Zmarszczył nieco nos, przywołał go gestem dłoni po czym zaprowadził do "pryszniców", w których skład wchodziło wiaderko z wodą.
- Jeśli chcesz... kh, pomogę ci się umyć.
Rzucił z ociąganiem, jednak jakby od niechcenia.

- A...zapomniałem - rzekł, nie odwracając się w stronę przełożonego. Gdy tak stał i patrzył w okno, poczuł nieprzyjemny ból głowy. Pomasował skronie palcami, jęcząc lekko.
W pewnym momencie obraz mu się rozmazał. Próbował się utrzymać na nogach, jednak z ciężkim hukiem opadł na podłogę. Jakieś obrazy przelatywały mu przed oczami. Tak jakby sobie coś przypominał.
- Siedmiu piętnastometrowych - wyjęczał przez ból. Otworzył szeroko oczy i próbował się podnieść, lecz bez skutku, z powrotem opadł na podłogę.
- Por-radz-dze sob-bie. - Podparł się na dłoniach próbując wstać. Ból był straszny. Co chwilę jakieś obrazy i... piętnastometrowe tytany. Zajęczał przeciągle kolejny raz upadając na podłogę i łapiąc się za głowę.
Patrzył na Erena, nie wiedząc co robić. Już po chwili chude, ale silne ręce Kaprala głaskały delikatnie kręcone włosy. Kapral szybko jednak tracił cierpliwość.
- Uspokoisz się kurwa, czy nie? - rzucił, dając mu delikatnie z otwartej dłoni w policzek. Opamiętał się nieco dopiero po chwili. Ryzykując ubrudzenie białych spodni, ukląkł przy nim, głowę kładąc mu na swoje kolana. - Już dobrze... - wymamrotał jakoś bez przekonania. Mimo wszystko znów nad sobą panował, albo chociaż starał się to robić. Długie palce delikatnie przemykały pomiędzy kosmykami włosów.

Oddech Erena był przyśpieszony i nierówny. Nie mógł się uspokoić. Ból głowy jeszcze bardziej mu to utrudniał.
Czując ból w okolicy policzka, zadrżał lekko i wstrzymał oddech na około pięć sekund. Podniósł się gwałtownie, gdy poczuł dotyk rąk Kaprala. Próbował opanować drżenie całego ciała. Zachwiał się lekko na nogach i zaczął zdejmować ubranie. Nie było to jednak proste, ręce mu się trzęsły.
- P-przepraszam... - wymamrotał, kierując się w stronę łazienki. Powoli, podpierając się co chwilę, dotarł tam i usiadł na podłodze. Nie miał siły.
Obserwował dziwne starania Erena. Skro czuł się źle, to po jaką cholerę teraz wstawał? Podniósł się niemal automatycznie, gdy tylko ciężar na nogach zniknął. Ruszył za nim powoli, z lubością obserwując, jak młodzieniec stara się jednak do łazienki dojść. Szyderczy uśmiech wykwitł na jego twarzy, ręce zostały spleciona na klatce piersiowej. Prychnął, kiedy Eren znalazł się za drzwiami pomieszczenia. Przystanął przed wejściem. Zastanawiał się, co ma zrobić. Gdyby tam wszedł i w ogóle dotknął go, pomógł w jakiś sposób.... nie, to nie było w jego stylu. Jednak niemalże żal mu się w sercu obudził, kiedy tylko na niego spojrzał. Czyżby w Kapralu jednak zaczęły tworzyć się ludzkie uczucia, odruchy? Westchnął. Na misji musiał błyskawicznie podejmować decyzje, od których zależał los wyprawy i wszystkich jego ludzi. Teraz nie mógł zdecydować, a miał tylko dwie drogi. Pójść, czy zostać? W końcu przełamał się. Wszedł do łazienki.
Spojrzał z góry na siedzącego Erena, kucnął koło niego. Po chwili ociągania ręka Kaprala ułożyła mu się na ramieniu. Nie mówił nic, po prostu wpatrywał się gdzieś w bok. Dalej nie był pewny, czy jego decyzja była słuszna.

Siedział na zimnej podłodze ze spuszczoną głową. Ciągle próbował wyrównać oddech. Ból głowy mu nie przeszedł, lecz teraz zareagował trochę spokojniej. Będzie musiał się przyzwyczaić. Drżącymi rękoma próbował rozpinać guziki koszuli. W myślach przeklinał sam siebie, że nie może sobie poradzić nawet z tym. Czuł się taki zbędny. Od kiedy się obudził czuł się zbędny, jednak jakoś tego nie okazywał. Po prostu tłumił w sobie emocje, które w najbliższym czasie go przerosną.
Na dotyk nie zareagował przez dłuższą chwilę. Przeniósł drżącą dłoń na odpowiedniczkę Kaprala i uśmiechnął się lekko. Potrzebował teraz czyjejś bliskości.
- Dziękuję - mruknął tylko i ponownie zaczął rozpinać guziki koszuli.
Chwycił palce chłopca pomiędzy swoje, nie pozwalając mu na rozebranie się samodzielne. Oparł o podłogę teraz również kolana, klękając i sam pomógł mu w pozbyciu się białej koszuli. Wstał, odkładając ją na mały regał wiszący na ścianie po czym zniknął, po chwili wracając z wiadrem wody i szmatką.
- Nie ruszaj się.
Rzucił jakby obojętnie, jednak zarumienił się niemal niezauważalnie, spoglądając na jego nagie plecy. Wrócił do pozycji poprzedniej, namoczył szmatę i zaczął przejeżdżać nią po skórze chłopca, centymetr po centymetrze.

Zarumienił się w chwili dotyku. Skinął lekko głową w odpowiedzi i spuścił głowę. Po plecach przechodziły mu ciarki, kiedy czuł zimną szmatę przejeżdżającą mu po skórze. Czuł się dziwnie. Nie dość, że nie mógł się sam umyć, więc musiał korzystać z pomocy, to jeszcze dotykał go mężczyzna. I to jego przełożony. Kapral Rivaille.
Serce chłopaka biło jak oszalałe. Sam Eren nie wiedział, co się dzieje. Łomotanie w klatce piersiowej było uciążliwe i wstydliwe dla młodego chłopaka. Rumieniec na twarzy powiększył się, a sam Eren dostał gęsiej skórki.
Po kilku minutach odwrócił się przodem do Kaprala i spojrzał mu w oczy, lekko się uśmiechając.
Sam Kapral był zarumieniony, co zdecydowanie nie było częstym zjawiskiem. Mimo prób zachowania kamiennej twarzy trudno mu było ukryć gorąco policzków. Specyficzne uczucie zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, że nie pierwszy raz pomagał się myć osobie tej samej płci. Nie to, że był zboczeńcem, o tym trzeba napomknąć, lecz bardziej przez jego jakże wysoko rozwiniętą empatię do innych ludzi.
 Mruknął coś pod nosem, dochodząc do dołu jego pleców, w tym momencie Eren zmienił pozycję. Popatrzył mu w oczy, był zażenowany tym, co zaraz mogło się stać.
 - Czemu się gapisz? - rzucił dla odmiany.

Popatrzył chwilę w zimne oczy przełożonego. Rumieniec nie znikał mu z twarzy. Podrapał się po głowie. W sumie to nie wiedział czemu akurat w tym momencie musiał zmienić pozycje. Zachcianka? Czy jakaś potrzeba popatrzenia na Kaprala? Kolejny raz przeszły go ciarki.
- Nie wiem - odpowiedział po chwili i ponownie się uśmiechnął. - Mam ściągać spodnie? - nie wiedział, a raczej nie chciał wiedzieć, czy jego dolne partie ciała również będą myte przez kaprala. 
- Bo nie... - nie dokończył. Przez krótką chwilę stracił świadomość. Ciało chłopaka opadłoby na zimną posadzkę. Najprawdopodobniej.
Nie, żeby nie zauważył różowych wypieków na twarzy podwładnego. W zasadzie dosyć trudno było je przegapić, dosyć wyraźnie odróżniała się od lekko opalonej skóry chłopaka. Skończył czyścić mu barki, dziwnie delikatnie jeśli spojrzeć na jego usposobienie.
 - Co, może mam Ci jeszcze dupę w kiblu wycierać? Dół sobie sam umyj. - warknął, wciskając mu w ręce szmatkę. Chwilę później westchnął, reagując na omdlenie niemal błyskawicznie i łapiąc ciało chłopca, nim spotkało się z ziemią. Położył sobie jego głowę ponownie na kolanach, bawiąc się włosami. Zastanawiał się przy tym, jak mógłby go obudzić. Czekać? Za długo i nie wiadomo, kiedy się obudzi. Polać lodowatą wodą? Tak, to było już lepsze, jednak nie bardzo chciało się Kapralowi to realizować.

Chłopak był nieprzytomny przez dobre kilka minut. Oczy otworzył dopiero wtedy, kiedy poczuł coś miękkiego pod głową. Przez chwilę gapił się na twarz Kaprala z pół przymkniętych powiek. To jak teraz wyglądali, było przekomiczne, jednak Eren nie chciał tego komentować. Nawet nie miał na to siły. Podniósł się lekko do siadu.
- Znów mnie pan uratował. Dziękuję. - Uśmiechnął się lekko i zaczął ściągać spodnie. Na twarzy chłopaka znów pojawił się lekki rumieniec. Ta cała sytuacja była dla młodego Erena dość krępująca. Spojrzał w stronę przełożonego i spuścił wzrok.
- Nie chciałbym pana wyganiać, ale no muszę umyć się i ten... - W dłoni miętolił szmatkę, którą wcześniej wręczył mu Kapral.
Wyrwał się z zamyślenia widząc jak Eren uchyla powieki, odrywając palce od włosów młodzieńca. Nie chciał jednak otwierać ust, jakby w ogóle nie miał siły na strzelanie swoimi niezbyt przyjemnymi zdaniami. Niemal popchnął go, „pomagając” wstać.
- Gdybyś umarł obcięliby mi pensję – rzucił, wytrzepując spodnie z niewidzialnego dla oka przeciętnego człowieka brudu. Oparł się plecami o ścianę, patrząc kpiąco na Erena.
- Pojebało Cię? Jak się wywalisz tutaj, to będę za niedopilnowanie takiego idioty przewalone do końca służby. Myj się po prostu - warknął, również zaczynając ściągać koszulę. Wypadałoby się wykąpać, dziwnie czuł się z tym, że nie zrobił tego parę godzin wcześniej.

- Jak zwykle miły. - Uśmiechnął się niemal niewidocznie i ściągnął spodnie, które położył na czymś co przypominało szafkę, ale na pewno nią nie było. Stojąc w samych bokserkach przed przełożonym czuł się strasznie skrępowany. Rumieniec na twarzy pogłębił się jeszcze bardziej.
Odwrócił się tyłem i ściągnął bieliznę. Po skórze przeszedł go zimny dreszcz, zadrżał lekko. Po chwili zaczął myć się w okolicy miejsc intymnych i skórze nóg. W pewnym momencie oparł się o ścianę i jedną ręką próbował myć się dokładnie, jednak niezbyt mu to wychodziło.
Zignorował słowa, za które normalnie Eren musiałby wysprzątać całą Kwaterę własną szczoteczką do zębów. Poskładane w kostkę spodnie położył obok odzienia tytana, tam również, idealnie złożone, wylądowały kapralowe koszula, żabot i bokserki. Chwilę później wyjął jeszcze z pobliskiej szafki ręczniki. Jeden rzucił chłopcu, drugi przewiązał sobie w biodrach. Bez zbytniego zwracania uwagi na towarzysza, sam zaczął się myć. Ruchy wyuczone, szybkie i dokładne, co zdecydowanie działało na korzyść Kaprala, który nienawidził wszechobecnego zimna. Chwilę później stał z powrotem przy swoich ubraniach, wycierając wilgotną skórę. Zerknął na Erena.
- Długo Ci to jeszcze zajmie? - warknął i zaczął się ubierać.

Zerkał co chwilę przez ramię w stronę Kaprala, który również zaczął się myć. Rumieniec ciągle nie schodził z twarzy chłopaka. Czuł się strasznie dziwnie. Głowa mu pulsowała, ciało drżało, a do tego wszystkiego musiał myć się w obecności przyłożonego. Sytuacja Erena wyglądała beznadziejnie. Odwrócił się lekko, gdy usłyszał pytanie.
- J-już kończę - wymamrotał i zaczął się wycierać.
Zastanowił się przez chwilę i przewiązał sobie ręcznik w biodrach. Odwrócił się do kaprala.
- M-mam jakąś czystą bieliznę...lub coś? - zapytał cicho, spuszczając wzrok.
Skończył zapinanie koszuli, naciągnął spodnie. Rzucił Erenowi przeciągłe spojrzenie, mierząc całą nagą posturę chłopca wzrokiem. Właściwie, to młodzieniec nie był źle zbudowany… brakowało mu mięśni, jednak tragedii nie było. Kapral przeczesał mokre, kruczoczarne włosy. Drgnął pod wpływem impulsu i wyciągnął z szafki na ręczniki grzebień. Przejechał nim po swych krótkich włosach, doprowadzając je do ustalonego szyku. Podniósł wzrok na młodzieńca.
- Jak sobie nie wziąłeś, to nie masz - mruknął z westchnięciem. Wyszedł z pomieszczenia, żeby wrócić parę minut później z parą bokserek i skarpetkami. Rzucił je chłopcu.
- Chodź tu, pomogę ci - mruknął z wyczekiwaniem. Zmarszczył na chwilę brwi i zamknął oczy, skutki braku snu zaczęły się mocniej przebijać przez jego świadomość.

Westchnął cicho na odpowiedź, ale już po chwili miał w dłoni wszystko, co potrzebne. Uśmiechnął się w geście podziękowania i zaczął zakładać czyste bokserki i skarpetki. Moment później ubrał spodnie i koszulę.
- Poradziłem sobie jakoś – wyszeptał i przeczesał włosy dłonią. Znów było mu słabo, ale nie chciał dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, więc podreptał w stronę Kaprala i stanął naprzeciw niego.
- Co teraz? - zapytał i uśmiechnął się lekko. Chyba robił to zbyt często, jak na jego sytuacje.
Odsunął się o krok, znów przesuwając spojrzeniem po chłopcu, tym razem bardziej krytycznie. Chwile potem otwartą dłonią trzepnął go w głowę.
 - Gówno, a nie poradziłeś - warknął tylko zsuwając mu spodnie do ziemi, przy czym do takiego opuszczania materiału musiał posłużyć się własna nogą. Nim jednak Eren zdążył zareagować, rzucił:
 - Ubrałeś bokserki na lewą stronę, ściągaj to.

 Spojrzał wyczekująco, po chwili sięgając też po grzebień. Stanął na palcach, zaczynając go czesać.
- Aaaał - jęknął cicho i złapał się za głowę. Spiorunował Kaprala wzrokiem, lecz po chwili stał się dość poważny.
- J-jak to na lewą stronę?
Spojrzał w dół i rzeczywiście, stwierdził, że źle je założył. Westchnął cicho i poczekał, aż Kapral skończy zajmować się jego włosami. Robił to dość delikatnie, dotyk był przyjemny, a sam Kapral wyglądał słodko stojąc na palcach. Chłopak miał ochotę się uśmiechnąć, ale w ostatnim momencie sobie darował.
Po skończonej czynności przez Kaprala, odwrócił się tyłem i ściągnął bieliznę, odwracając ją na prawidłową stronę i z powrotem zakładając. Ubrał również spodnie.
Opadł na całe stopy, drewniany grzebień cały czas pozostawał w jego ręku. Odsunął się o krok, pozwalając Erenowi się ubrać. Kiedy tamten wrócił na poprzednie miejsce, Rivaille ponownie podszedł i zaczął go poprawić. Wyciągnął koszulę ze spodni, zapiął rozporek. Nie krępował się tego robić, mimo że wyczuł coś w rodzaju specyficznego podniecenia ze strony nic nie pamiętającego Erena.
 - Tsk, pochyl się - mruknął, samemu próbując się trochę podwyższyć, stając na palcach. Po chwili jednak stracił równowagę, zmęczenie wzięło górę i spadł całym ciężarem na Erena. Wymamrotał coś i próbował się podnieść, jednak był tak zmęczony, że niemalże nie miał siły na samodzielne stanie.

Czuł się jak małe dziecko, którego od podstaw trzeba wszystkiego uczyć i pomagać praktycznie we wszystkim. Denerwowało go to, że był od kogoś zależny. Chciał pokazać, że mimo tego co się stało, i mimo tego, że praktycznie nic nie pamięta, jednak do czegoś się nadaję. Ale jak na razie nie miał takiej możliwości. 
Pochylił się lekko do przodu i złapał szybko małe ciało spadające w jego stronę. Wręcz przytulił. Poczuł się dziwnie zaniepokojony i wystraszony.
- K-kapralu? Wszystko w porządku? - zapytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Westchnął cicho i wziął przełożonego na ręce. Mimo, że niski, to nie był wcale taki lekki, jednak Eren resztką sił, którą posiadał, zaniósł Kaprala na łóżko i lekko położył na śnieżnobiałej pościeli. Ściągnął mu koszulę i spodnie. Zakręcił się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, co mógłby mu założyć. W końcu znalazł szafkę, w której leżały idealnie poskładane białe koszule. Wyciągnął jedną z nich i podszedł do łóżka. Kapral spał, wyglądał na strasznie zmęczonego. Nie było się czemu dziwić, skoro spędzał w jego pokoju cały czas, kiedy Eren spał.
Delikatnie założył śnieżnobiały materiał na ramiona bruneta i zapiął guziki. Ułożył mu poduszkę i przykrył kołdrą. Dłonią ostrożnie pogłaskał czoło przełożonego, nawet nie wiedział dlaczego. Po prostu jakoś...tak. Przysunął cicho krzesło do łóżka, odwracając je w przeciwną stronę, siadając i patrząc w stronę okna.
Czuł wszystko co się działo wokół niego. Czuł, że nie upadł na kamienną posadzkę, lecz w ramiona Erena, że został przeniesiony do łóżka. Czyjego łóżka, gdzie teraz był? Wiedział, że w pewnej chwili jego skóra została odsłonięta, jednak nie mógł nic zrobić. Czuł też czyjąś obecność. Kto to był? Erwin, Eren, Hanji? Nic nie słyszał, jakby został nagle odcięty, nie mógł się obudzić z nieplanowanego snu. Widocznie jego organizm był tak wyczerpany, że nie odpowiadał na rozkazy mózgu. Obudził się dopiero po około godzinie, początkowo jednak nawet nie otwierając oczu. Obrócił się na bok i wyciągnął rękę w stronę, gdzie według niego powinna się znajdować noga pilnującej go osoby. Chwilę później poczuł ciepło materiału spodni, uchylił lekko powieki i można powiedzieć że niemal się trochę zdziwił, widząc przy łóżku Erena.
 - Co tu robisz? – mruknął wiecznie znudzonym i obojętnym tonem, podnosząc się na przedramieniu.

Przez ten cały czas, jak siedział w pokoju razem ze śpiącym Kapralem, sam zdążył przysnąć. Niezbyt twardym snem, ale jednak. Mimo, że spał przez ten cały czas, kiedy był w śpiączce, to jego organizm również potrzebował porządnego, prawdziwego snu. Ale odkąd się obudził, dzieją się same dziwne rzeczy, więc nawet nie ma jak się dobrze wyspać. Dopiero gdy poczuł dotyk dłoni na swojej nodze, otworzył oczy i spojrzał w stronę bruneta. Przez chwilę zdziwionym i zatroskanym wzrokiem obserwował bacznie twarz przełożonego. Obrócił cicho krzesło w stronę Kaprala i przysunął się bardziej.
- Czekam aż się pan obudzi.
Mruknął coś pod nosem, odkrywając się.
- Tsk, kto Ci pozwolił mnie rozbierać? - warknął, patrząc na swoje nagie nogi. Moment później jednak westchnął i spojrzał na Erena. Po chwili namysłu, jakby nieco niepewnie wyciągnął dłoń, kładąc ją na twarzy chłopca. Rzadko można było zobaczyć Kaprala w stanie tak dalekim od normalności, choć i tak ledwo widocznym. Pogładził kciukiem policzek Erena, robiąc to dziwnie delikatnie jak na niego.
- Dalej nic nie pamiętasz, prawda? - Głos mu niezauważalnie zadrżał, zaczął wpatrywać się w oczy młodzieńca.

- Przepraszam. - Wzrok wbił w podłogę i westchnął cicho, rumieniąc się. Dopiero, gdy poczuł dłoń na swoim policzku, spojrzał na Kaprala pytającym wzrokiem. Ciało mu lekko drżało.
- Niewiele. Mam tylko jakieś przebłyski, tak jak wtedy - odpowiedział cicho, przyglądając się kobaltowym tęczówkom. Eren nie wiedział, co dokładnie miał na myśli jego przełożony, więc powiedział to, co wie. Bo przecież miewa tylko jakieś przebłyski, które współgrają z omdleniami i bólem głowy.
Przez parę sekund Kapral wydawał się niemal zawiedziony, zraniony. W końcu jednak zastanowił się chwilę, po tym czasie błyskawicznie znalazł się na kolanach Erena, siedząc na nim okrakiem i nadal trzymając w dłoni jego podbródek. Pochylił się ku niemu i musnął jego usta swoimi, na początku delikatnie, trwało to mniej niż chwilę. Następnie jednak przyciągnął go do dłuższego pocałunku, przymykając lekko oczy i przechylając głowę. Język kaprala wdarł się pomiędzy wargi Erena, poznając jego jamę ustną. Wszystko skończyło się równie gwałtownie, jak się zaczęło. Rivaille wstał, chwytając swoje spodnie i ruszył ku drzwiom pokoju.
 - Może teraz sobie coś przypomnisz.

niedziela, 16 lutego 2014

Notka informacyjna.

Dobry wieczór wszystkim czytelnikom. 
Postanowiłam napisać tę o to notkę informacyjną, ponieważ kilka osób pisało już do mnie o kontynuację " Tęsknoty". Sprawa ma się następująco; Nie mam pojęcia kiedy ukarze się kolejny rozdział. Jest w totalnej rozsypce. Przez jakiś czas miałyśmy przestój z pisaniem, nie wiem jak będzie teraz.
Z kolei ja bardzo chcę skończyć to opowiadanie. Można powiedzieć, że się "wkręciłam". 
Nie wiem jak będzie z Rogaczem, nie chcę pisać w jej imieniu, jednak jeśli sprawy dalej będą się tak toczyły, będę zmuszona poszukać nowego Kaprala, co będzie nie lada wyzwaniem. Przyzwyczaiłam się jednak do stylu pisania Rogacza.
Cóż, ja jednak mam w planach napisanie jeszcze kilku opowiadań z innymi pisarkami. Najprawdopodobniej założę nowego bloga, albo przejmę tego na własność, jeśli Rogacz się wycofa. Ale cóż, wszystko wyjdzie w praniu. Na pierwszy ogień pewnie poszedłby one-shot " MidoTaka". Od jakiegoś czasu piszę o tej parze i też nieźle się wkręciłam.
I tutaj mam małą prośbę do was. Jeśli chcielibyście przeczytać tego one-shota, napisanego przeze mnie i inną pisarkę, napiszcie w komentarzu. Wtedy będę miała pewność, że jednak są fani tego pairingu. ^^
No i cóż, myślałam nad dodaniem tutaj swoich miniaturek, ale nie jestem pewna, czy nadają się do publikacji. Chyba muszę je dać do przejrzenia mądremu oku Ell. c: 
Dobra, bez zbędnego pitu pitu. Jeśli mielibyście jakieś pytania do mnie, lub coś, możecie mnie złapać tutaj. 
GG - 39907340. 
Email: nunu.shintarou@gmail.com 
Lub napisać w wiadomości na facebooku( linki z zakładce " o autorkach " )
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, miłej nocy. c:
* Trochę słodyczy od Nezumi ^^ *

sobota, 18 stycznia 2014

● Tęsknota ~ 1 ●

Siedmiu zabitych, czternaście osób rannych. Takie szkody przyniosła trzysta czterdziesta wyprawa za mur, która odbyła się wczoraj. Nigdy nie udało im się wrócić w całości. Zawsze ktoś umierał, albo zostawał ranny. Jednak każdy z nich poświęcił się. Poświęcił się dla dobra świata, przepłacając to własnym życiem. W tej czternastce był również Eren. Kiedy ponad siedmiu, piętnastometrowych tytanów rzuciło się na cały oddział, chłopak nie umiał zrobić nic oprócz przemienienia się. Poradził sobie z nimi doskonale, jednak po tak męczącej walce nie był zdolny do jakiegokolwiek ruchu. Oddział uciekł, tak jak kazał mu Eren. Kiedy siedział pod drzewem, próbując nabrać choć trochę sił, został zaatakowany. Jeden dziesięciocentymetrowy rzucił się na niego, rozdzierając całą skórę tytana i wyciągając Erena. W ostatnim momencie pojawił się, najprawdopodobniej znikąd Kapral Rivaille. Zabił tytana, lecz nie zdążył złapać Erena, którego ciało opadło na ziemię z wielkim hukiem. Żył, jednak jego puls był ledwie wyczuwalny.
 Od kilku dni chłopak leżał w śpiączce. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co się wokół niego dzieje, jednak czuł obecność ludzi. Nikt nie wiedział ile to wszystko jeszcze potrwa. Mówiąc wprost - Eren był im potrzebny, nic więcej. 
Wszedł do pokoju Erena. Sam kazał go tam położyć. Był niemalże uczulony na sale przeznaczone opiece lekarskiej, a cóż tu mówić - chciał się opiekować chłopcem. Nie, źle to ujął. Nie chciał się nim opiekować, w zasadzie sam nie pamiętał, jakiej wymówki wtedy użył. Położył na stoliku obok łóżka kawę, książkę i dokumenty, które miał wypełnić. Dodatkowo znalazły tam swoje miejsce również różne lekarstwa. Przekrzywił głowę, schylając się i głaszcząc Erena po włosach. Nie budził się już cztery dni i dziewięć godzin. Kapral liczył czas. Coraz mniej go Yegerowi pozostało. 
 Jak codziennie, zmierzył mu puls i sprawdził, czy stan się nie zmienił. Był zaniepokojony, w końcu powinna przejść natychmiastowa regeneracja, powinien obudzić się maksymalnie po dniu, albo chociaż… albo chociaż... Rivaille po prostu chciał dać sobie jakieś wymówki, co prawda dosyć pesymistyczne, ale już takim był człowiekiem i tyle. Pochylił się, wargami muskając czoło młodzieńca. Chwilę potem usiadł na krześle, wyciągnął przed siebie nogi i zatracił się w lekturze książki, popijając przy tym kawę. Czytał na głos, jakby miał nadzieję, że Eren go jednak usłyszy. 
Śniły mu się tragiczne rzeczy przez ten cały czas. Ciągle, wszędzie, zawsze śmierć. Śmierć jego matki śniła mu się chyba już ze sto razy. Tak bardzo pragnął się obudzić. To było dla niego dziwne, czuł czyjąś obecność. Chciał się odezwać, ale po prostu nie mógł. Spał. Był w tej cholernej śpiączce od kilku dni. Nie mógł wytrzymać swojej słabości. Tak łatwo dał się pokonać. To było dla niego wstrząsające. 
 Często w głowie słyszał głos Kaprala. Wołał go. Nazywał go po imieniu. Wołał go takim spokojnym dla ucha tonem. To w ogóle nie było do niego podobne. Miał ochotę się uśmiechnąć. Tak promiennie, jak robił to w dzieciństwie, gdy nie musiał się martwić o to, czy przetrwa następny dzień, czy zginie na polu walki. Miał wiele szczęścia. Gdyby Kapral nie przybył na czas, najprawdopodobniej Eren teraz oglądałby świat od spodu. Teraz pozostało wszystkim tylko czekać. Mieć cholerną nadzieje, że Eren Jeager, ich wybawiciel powróci, aby dalej nieść im pomoc i mieszkać w lochach. 
Czarnowłosy siedział, z przymkniętymi oczami i głową opartą o ścianę. Książkę odłożył na stolik czując, że jest wycieńczony, a nie chciał robić niepotrzebnego rabanu nieprzemyślanym zachowaniem. Był tak bardzo zmęczony... Każdy dzień spędzał, albo przy nieprzytomnym ciele Erena, albo ćwicząc. Jeśli jeszcze pod uwagę wziąć, że była jesień, a pogoda nie dopisywała można było się spodziewać, że do najprzyjemniejszych zajęć to nie należało. Ale musiał to robić, potrzebował jakiejś odskoczni od czarnych myśli. Przebudził się na tyle, aby jasno myśleć. Zostawił więc podwładnego na moment, ruszając do swojego pokoju. Widząc go, kilka widzianych przezeń po raz pierwszy osób uciekło w boczne korytarze. Tak było zawsze. Nikt nie wiedział, że kapral tak na prawdę był po prostu - prócz tego, że gruboskórnym, bez sercowym dziadem – najzwyczajniej w świecie samotny. Będąc w swojej kwaterze umył się, przebrał, spakował do torby ubrania służące mu za piżamę i wyszedł, pieczołowicie zamykając drzwi. Działał jak robot, bezmyślnie. Po powrocie do kwatery Erena zamknął wejście od środka, szybko zmienił ubrania na nocne, czyli w zasadzie bokserki i luźną koszulę, podobną do koszul Erenowych. Usiadł na łóżku obok nieruchomego ciała, nakrył nogi kołdrą i wznowił czytanie. Lewą dłoń trzymał na miękkich włosach, co chwilę sprawdzając temperaturę ciała nieprzytomnego. Odruchowo również go głaskał, nie zdając sobie jednak z tego sprawy. Wiedział, że nie zaśnie. Po prostu nie mógł tego zrobić. 
Czuł, że niedługo się obudzi. Wyczuwał to gdzieś głęboko w sobie. Miał dosyć tego cholernego leżenia i bezczynnego czekania aż wróci. Chciał już działać, być na treningu Kaprala, dostać porządny wycisk, a nawet masę wyzwisk. Po prostu chciał być wśród żywych. 
Zastanawiało go, jak radzi sobie Mikasa i Armin. Cholernie z nimi tęsknił. Bał się o nich. Nie wiedział, czy wyszli z tego cało.. Głowę miał ciężką. Sny krwawe, pełne bólu i śmierci najbliższych. Nawet nie zdał sobie sprawy, jak po jasnym policzku popłynęła łza. Przecież to było niemożliwe. Podczas śpiączki nie mogło dziać się coś takiego. Ale jednak... po prostu żył. 
Ziewnął przeciągle, nawet nie fatygując się by zasłonić usta dłonią. Nikt go nie widział, mógł pozwolić sobie na tak mało wyrafinowane zachowanie. Skończył kolejny rozdział i odłożył książkę na bok. Upił łyk kawy. Tak będzie wyglądała cała jego noc, prześpi się może godzinę, o ile w ogóle. Odgarnął z czoła brązowe, lekko kręcone włosy, pochylając się i całując delikatnie przed chwilą odsłonięte miejsce. Zaczął, jak co wieczór, zadawać sobie pytanie: "Dlaczego właściwie to robię?". Nie mógł znaleźć na nie żadnego sensownego wytłumaczenia. Na pewno nie było to obudzenie się ludzkich uczuć, widział to po minach współpracowników. Jak co wieczór nie potrafił uzasadnić, co niezmiernie go irytowało. 
Podnosząc głowę, ujrzał spływająca kroplę i wyszeptał coś, co brzmiało podobnie do "co do kurwy", jednak zrobił to zbyt cicho, żeby ktokolwiek to zrozumiał. Starł łzę kciukiem, chwilę później całując Erenowy czubek nosa. 
 Eren czuł, że to już... że to stanie się zaraz. Wróci. Wróci do żywych, wróci do bliskich mu osób. Znów weźmie udział w treningu, znów nasłucha się wyzwisk... Znów będzie w domu. Miał ochotę skakać ze szczęścia... Przecież nie powinien być świadomy tego, kiedy się obudzi. Jakaś magia, lub coś… I to, że czuł bliskość ludzi... Był ciekaw kto się nim zajmował przez ten cały czas... Na pewno podziękuje tej osobie jak tylko będzie mógł... Był tak bardzo szczęśliwy i smutny jednocześnie. Obudź się, obudź się, obudź się, obudź się. Ciągle powtarzał to w myślach, jakby miało zadziałać. 
Wrócił do poprzedniej pozycji, cały czas obserwując, czy mały incydent się już nie powtórzy. Westchnął. Może to była tylko jego projekcja, złudzenie spowodowane wymęczeniem organizmu? Przetarł oczy, splatając ręce na piersi i patrząc gdzieś w dal. Chwilę później wzrok mu się zamglił, zasnął. Po godzinie nieświadomie zjechał ciałem niżej, znajdując się pod kołdrą razem z Erenem. Pięść miał zaciśniętą na jego koszuli, na twarzy widniał grymas jakby smutku? Mimo wszystko wyglądał jak dziecko uczepione ulubionego pluszaka, nie dałby go wtedy puścić. Jednak za zobaczenie takiego widoku oskalpowałby żywcem. Było to najbardziej wstydliwe, co w życiu zrobił, jednak jeśli obudziłby się w tej pozycji pocieszyć mógł się faktem iż robił to wszystko nieświadomie. 
Zaczynał czuć niebezpieczny ból głowy. To.. to znaczy, że powracał do żywych? Wrócił? Po tylu dniach... wrócił. Jednak przez długi czas nie potrafił otworzyć oczu. Tak jakby ciągle spał. Bo spał, lecz nie był już w śpiączce. Był to zwykły sen. Znów miał sny. Krzyk matki, bezradność, osierocenie... ból. Przez jego głowę przewijały się tysiące obrazów nędzy i rozpaczy. Dlaczego tylko takie okrutne... Przecież miał wspomnienia, inne niż to wszystko co widział.
W pewnym momencie czuł, jakby jego czaszka była kruszona na miliony małych kawałeczków. Ból był nie do wytrzymania... nie mógł już dłużej. Otworzył oczy i jego pierwszym dźwiękiem był przeraźliwy krzyk. Krzyczał, choć nie wiedział do końca dlaczego. Nawet nie zorientował się, że ktoś z nim jest. Zaczął płakać. - Pomocy - wyszeptał przez szloch, łapiąc się za głowę. 
 Poderwał się od razu i odruchowo przy krzyku, zwłaszcza tak blisko jego ucha. Wypuścił rękę jak do uderzenia. Zaciśnięta pięść zatrzymała się jednak centymetr przed twarzą młodzieńca, a jej właściciel opanował się. Na zmęczone i spięte oblicze kaprala wstąpiła ulga, jakby zrzucił z siebie niebywały ciężar. Po chwili jednak się ogarnął. Na twarzy zagościło zwyczajowa obojętność, jak gdyby nie siedział z nim... tak właściwie, to od ilu dni? Sam nie wiedział, ale na stoliku piętrzyła się sterta przynoszonych co wieczór raportów, czekających na wypełnienie. 
- Zamknij mordę. Rzucił tylko, odrzucając kołdrę i wstając. Sięgnął po dzbanek napełniony wodą, nalał ciecz do kubka i podał go Erenowi. Usiadł na skraju łóżka, nadal nie do końca rozbudzony. Przetarł oczy i poprawił "fryzurę". 
- Jak się czujesz? Dodał już nieco czulej, wyciągając dłoń do twarzy bruneta, głaszcząc nią delikatnie jasne policzki. 
Oczy Erena rozszerzyły się tak bardzo, że o mało gałki oczne mu nie wypadły. Przysłuchiwał się głosowi osoby, która jak gdyby nigdy nic spała z nim w łóżku. Usta mu drżały. Odepchnął dłoń, która próbowała go dotknąć. Odsunął się na skraj łóżka, jęcząc cicho, ponieważ dalej odczuwał ból. Mimo to, jego wyraz twarzy nie zmienił się. 
- K-kim ty jesteś?

 Witajcie! >3< 
Jesteśmy już z pierwszym rozdziałem wprowadzającym. 
Nie będę się tutaj rozpisywała. Po prostu zapraszam do czytania. 
Zostawcie po sobie komentarz - one serio pomagają. c:

sobota, 11 stycznia 2014

Sowia poczta.

Witajcie kochani! 
Tak wiemy, że długo nic już nie dodajemy, ale.. jest szkoła, najtrudniejszy okres i nie mamy czasu napisać czegokolwiek. Musicie nam wybaczyć. ;w;  
Ale mam również dobrą wiadomość. Dzięki jednej z fanek, zaczęłyśmy pisać EreRiv. Będzie to odpowiadanie na kilka rozdziałów, tym razem. 
Nie będę zdradzać szczegółów, ale powiem, że może być ciekawie. c: 
Dopiero zaczęłyśmy pisać, nawet nie ma jeszcze gotowego rozdziału pierwszego, ale niedługo spodziewajcie się kolejnej notki. ^^ 
Tymczasem - trzymajcie się ciepło! 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

[M] EreRiv - one shot.

Okularnica to idiotka. Erwin to idiota. Wszyscy dookoła niego to idioci, a zwłaszcza dzieciak-tytan. Był przeciwko jakimkolwiek imprezom świątecznym, w pracy już szczególnie. Jednak nie, bo przecież jeśli Smith coś powie, to to słowo jest święte. Tego dnia rano, szóstego grudnia dokładniej, połowa oddziału przystąpiła do losowania. Z osobą której imię będzie zapisane na świstku papieru mają spędzić resztę dnia. To jeszcze by wytrzymał. Jednakże co gorsza, trzeba było tej osobie usługiwać i być dla niej miłym, a te dwa punkty zostały spisane specjalnie dla niego. To wszystko jakoś, cierpiąc bo cierpiąc, ale jeszcze by wytrzymał gdyby nie osoba, którą wylosował - Eren. Młodszy kapral zwyczajowym krokiem przemieszczał się korytarzami siedziby oddziału w poszukiwaniu wyżej wymienionego i wszystko byłoby normalnie, gdyby zamiast żabotu pod jego szyją nie została zawiązana wielka, czerwona kokarda. W końcu stanął przed drzwiami kwatery młodzieńca i zapukał w szorstkie drewno z trudnością powstrzymując się przed zwykłym wkroczeniem do środka.
 Dziecko tytan. Bezwartościowe gówno. Zbawiciel świata. Eren nie mógł zliczyć ile posiada już ksywek. Był przyzwyczajony, że praktycznie dla wszystkich jest niczym. Czuł się normalnie. Jego jedyną misją było to, aby wybić wszystkie tytany. Zaprowadzić porządek na świecie. I przy okazji, samemu nie zginąć. Wszyscy pokładali w nim wielkie nadzieje, a on nie wiedział czy da rade. W sumie to miał to gdzieś. Niby jest silny. Bez sensu, bez sensu. Brunet leżał na swoim dosyć małym łóżku patrząc w sufit pustym wzrokiem. Dzisiaj odbyło się to całe losowanie mikołajkowe. Można uznać to za dobrą zabawę. W końcu ktoś będzie mu usługiwał przez calutki dzień. Mogłaby to być Petra. O boże, pragnął tego. Wzdrygnął lekko słysząc pukanie. Wstał, ogarnął się trochę i cicho zaprosił gościa do środka.
Otworzył, spokojnie wchodząc o środka pomieszczenia po czym lekkim kopnięciem zamknął wejście. Splótł ręce na klatce piersiowej jak to miał w zwyczaju, patrząc na obiekt swojej nienawiści. 
- Witaj... Yeager - rzekł, przechodząc przez pomieszczenie i siadając na twardym, drewnianym krześle pod oknem. Rzucił młodzieniaszkowi spojrzenie spode łba, czekał na... kh, "polecenia" swojego jednodniowego towarzysza. Na szczęścia jutro będzie mógł porządnie skopać mu tyłek i wyładować irytację. 
Eren stał jak kołek bez możliwości żadnego ruchu. Kapral go wylosował. To nie będą mikołajki. To będą zdechłomikołajki. Jak on ma rozkazywać swojemu przełożonemu? Przecież to jest nierealne. Nie umiał tak. Boże, gdyby mógł to zabiłby wszystkich odpowiedzialnych za tą szopkę.
 - Ah... e no to... no tak.. no więc... cholera. Nie mógł wydusić z siebie jakiegoś porządnie złożonego zdania. Był zaskoczony. Chciało mu się śmiać. Jak to on ma rozkazywać dla kaprala.
- E no to kapralu... no więc może....jasna cholera, no! Nie umiem tak po prostu panu rozkazywać, sir. W tym momencie wolałby być zjedzony przez tytana. Był na pozycji tego dnia nieco wyższej od Leviego, ale nie potrafił tego wykorzystać. Czuł zażenowanie.
Zmierzył go obojętnym wzrokiem. Musiał dotrzymywać towarzystwa temu baranowi do końca. I być miły. Do końca doby. Czyli, że czas do północy spędzi szlajając się za nim, ośmieszając go miłymi tekstami. Oczywiście, że będą one miłe. Już nie mógł się doczekać, aż wyjdą z tej klitki, w głowie miał już przygotowanych parę jakże miłych słów. 
- Wyrażaj się, kochaniutki. Ostatnie słowo na początku nie chciało mu przejść przez gardło, jednak kiedy w końcu je wymówił, uśmiechnął się niemalże przymilnie. Ach, jednak zabawa która się zapowiadała nie będzie tak nudna, jak sądził na początku. Palce lewej ręki dotknęły śliskiego materiału wstążki związanej na szyi, oczy cały czas miał utkwione w idio...Erenie, oczywiście. 
Miał cholerną ochotę się roześmiać. Wiedział, że bycie miłym dla niego przyniesie kapralowi nieco trudności, ale podobało mu się to. Patrzył na niego tymi obojętnymi oczyma. Prosił się o mały wpierdol. Nigdy nie lubił kaprala za jego postawę. Za to jak gardzi innymi, jak patrzy na nich z góry.
 - Hahahahhahahaa! - Eren roześmiał się na całe pomieszczenie. Nie mógł się powstrzymać. Śmiał się przez dłuższą chwilę, aż w końcu uspokoił się aby nabrać trochę powietrza. Spojrzał na kaprala, który pewnie czeka na wyjaśnienia. To tak cholernie śmieszne.
- Wybacz mi sir, ale w tej wstążce wyglądasz komicznie. Jestem dość zdziwiony, że dał się pan wrobić w te całe mikołajki. Ale nic, zapowiada się śmieszny dzień, nie sądzi pan?
No i chyba pożałował tego co zrobił chwilę temu. Mikołajki mikołajkami, ale Levi chyba nie da mu się tak.. poniżać? Jeśli można to tak nazwać.
- Dobrze, spełnia dziś pan wszystkie moje życzenia. Będę musiał to jakoś przeboleć. Bo wie pan, to dość trudne, rozkazywać swojemu przełożonemu, sir. Eren ciągle patrzył na Leviego. W tej chwili spojrzał na niego nieco innym wzrokiem niż zawsze. Zrobiło mu się gorąco. Rozpiął koszule i zdjął szelki. Dzisiaj mógł być niewychowanym dzieciakiem. Lubił to.
Szarooki patrzył na podwładnego jak na idiotę, którym dla niego w zasadzie był. Nie ściągał wstążki, jedynie miął materiał między palcami. W zasadzie to nie czekał na wyjaśnienia jego zachowania, bowiem wpatrywał się spokojnie za okno w Hanji, którą "zajmował się" aktualnie Erwin. Uśmiechnął się na samą myśl o tym, co kobieta może dla niego wymyślić. Mimo, że nią gardził, czasem niemalże imponowały mu jej pomysły mimo, że były szalone. Rzucił na Erena ostre, karcące spojrzenie. 
- Gdybym nie dał się wrobić, nie dostałbym wypłaty. Tak, zaprawdę śmieszny dzień... Mruknął pod nosem, zaś Eren oberwał spojrzeniem które przysłowiowo mogłoby zabijać. Następnego dnia nie da Erenowi żyć i niech ten się tego spodziewa. Nie słuchał go zbytnio, a jedynie wstał i odwiesił marynarkę na krześle. Przeszedł się po pokoju, rozglądając się po pomieszczeniu, jednakże bez zainteresowania. Wrócił na "swoje" miejsce pod oknem. - Nie przyzwyczajaj się za bardzo. Wlepił wzrok w monotonny widok za szybą. Wszystko było lepsze od oglądania rozbierającego się chłopca. Cóż, kapral w swojej płci nie gustował i raczej to się nie miało zmienić. 
Eren poczuł, że wzrok Leviego przeszył go na amen. Wredny, pieprzony, stary, gnojek. No, nienawidził go. Spojrzał na swojego przełożonego wzrokiem słodkiego pieska. Wiedział, że jutro będzie miał połamane wszystkie kości, ale jak się bawić, to się bawić.
 - Dobrze, kapralu. Na początek poproszę masaż. Brunet rozłożył się tyłem na łóżku, uprzednio zdejmując koszulę i buty. Nie miał się czym chwalić, bo jego ciało nie było zbyt wysportowane, ale pracował nad tym.
 - Oh, kapralu, zaczekaj moment! Włączę muzykę, będzie przyjemniej. Zielonooki wstał i podszedł do gramofonu. Włożył jego ulubioną płytę ze spokojną muzyką, po czym z powrotem położył się na łóżko.
 Jego mina nie zmieniła się, jednak w środku odbijało się pytanie "co do jasnej cholery?". Jednak cóż, jeśli chciał masaż, to kapral jako jednodniowy podwładny ma spełnić jego życzenie, nieprawdaż? Śledził go tylko rozleniwionym wzrokiem i zdziwił się, widząc tu gramofon. Skrzywił się tylko nieco. Musiał przyznać, ze miło czasem posłuchać czegoś odmiennego od jęków czy krzyków. Jutro mu to zarekwiruje. 
- Jak pan sobie życzy. Powoli wstał z siedziska, podwijając mankiety koszuli. Podszedł do łóżka i nim Eren w ogóle zdążył zaprotestować, wskoczył na nie, następnie przenosząc się na plecy chłopaka. Oczywiście, nie zdjął butów. Zaczął ugniatać plecy chłopaka, szczególną uwagę zwracając na kręgosłup. Nie trzeba chyba dodawać, że starał się opierać cały ciężar na obcasach. 
Eren poczuł wbijające się kawałki metalu w kręgosłup. Ból. Ogromny ból przeszył całe jego ciało. Nie tak to sobie wyobrażał. Wytrzymał jeszcze chwilę w takiej pozycji. Przewrócił się na plecy zrzucając kaprala na łóżko. Wstał gwałtownie i stanął jak najdalej od łóżka. Krew spływała ciurkiem z pleców chłopaka. Dotknął ręką pokaleczonych miejsc. Krew. Krew na palcach. Nawet dziś. Nawet dziś. Upadł na kolana, niezbyt zdolny do jakiegokolwiek ruchu.
- Aż tak bardzo mnie nienawidzisz, Heichou? Aż tak bardzo?! Zacisnął pięści. Ból nie ustąpił. Zakręciło mu się w głowie, nie dał po sobie poznać, że ledwo utrzymuje przytomność. Krew sączyła się nieokiełznanie. Spojrzał w stronę swojego przełożonego oczami pełnymi bólu. Nie tylko bólu fizycznego ale także psychicznego.
- Za co? Za co, do cholery!?  
Nie spadł na łóżko, jak można się było spodziewać, tylko po prostu zeskoczył na ziemię, kiedy Eren wstawał. Usiadł na twardym materacu, spuszczając w dół mankiety, potem zaś spojrzał na swoje przybrudzone krwią podeszły butów. Chwycił to, co miał najbliżej pod ręką, w tym przypadku koszulkę Erena i wytarł nią szkarłatną ciecz, nie zwracając uwagi na jęki. 
- Ja nienawidzę Cię? Och kochanie, trzeba było mówić, że mam ściągnąć buty, ja tylko wykonuję polecenia. W jego głosie słychać było pogardę. Lekceważącym wzrokiem objął posturę chłopca. Może faktycznie był nieco za ostry? Jeśli dalej będzie tak piszczał, wszyscy się zlecą, a kapral tego nie chciał. 
- Zamkn... przestań proszę już piszczeć i połóż się na łóżku. Polecił, zaś sam wstał z materaca i wskazał nań ruchem ręki. Jego głos był jak zwykle beznamiętny i opanowany, jednak nieco bardziej stanowczy niż zwykle. 
Eren dalej mocno krwawił. Wiedział, że jego rany szybko się zagoją dzięki mocy tytana, jednak ten ból był straszny. Plecy całe we krwi. Brunet resztką swoich sił podniósł się do pozycji stojącej. Zachwiał się lekko na nogach i podszedł wolnym krokiem do drzwi, które potem przekręcił na klucz.
 - Nie chcesz aby ktoś się zjawił, mam rację? Nie chcesz żeby zobaczyli jakim dupkiem jesteś. Bo jesteś nim. I wiem, że jutro mi tego nie darujesz i mnie pobijesz, lub zabijesz, ale nie interesuje mnie to. Eren kolejny raz dzisiejszego dnia roześmiał się tak głośno, że ledwo słyszał swoje myśli. Mimo swojego stanu, nie chciał się poddać. - Jesteś dupkiem, Heichou. Poza tym, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Uciekasz. Ale proszę bardzo, położę się na tym pieprzonym łóżku i rób ze mną co chcesz. Mam to gdzieś. Chłopak wolnym krokiem podszedł do łóżka. Spojrzał na swoją zakrwawioną koszule, nie przejął się tym zbytnio. Położył się brzuchu ukazując obraz pleców. Szaleńczo spływająca posoka na pościel dodawała mu obrzydliwego uroku dziecka poszkodowanego przez los. Syknął lekko i wtulił się w miękką poduszkę.
Obserwował każdy ruch chłopaka. Próbował udawać silnego i odważnego, kogoś, kto się nigdy nie złamie? Błąd. Na pewno nie zyskał sobie tym sympatii kaprala. Wzruszył ramionami patrząc, jak młodzieniec zamyka drzwi. 
- Wszyscy wiedzą, więc nie obchodzi mnie to. A jutro będzie dzień jak co dzień. Ponownie wskazał dłonią łóżko. Niech tamten wykona polecenie jak najszybciej, bo Heichou sam go na nie zaciągnie. Nie dziwił tym obłąkańczym śmiechem, jednak nagle znalazł powód, żeby złożyć skargę na Erena jako na chorego psychicznie. 
- Och, oczywiście, bo przecież to ja jestem tchórzem, który nie zabił ani jednego tytana własnymi rękami. Brunet w końcu położył się, a kapral podszedł do jednej z szafek i wyjął apteczkę. W każdym pomieszczeniu w Kwaterze znajdowała się apteczka, nigdy nie wiadomo, co się stanie. Była skromna, bo skromna, ale była. Wyjął z niej gazę i powrócił do Erena, siadając mu okrakiem na pośladkach. Pochylił się do pleców młodzieńca i po chwili namysłu zaczął lizać pojedyncze rany, które nie chciały się goić. Ach, już sekundę przed rozpoczęciem zabiegu nie mógł się doczekać reakcji chłopca. 
Eren prychnął tylko słysząc uwagi zesłane z ust kaprala. Nie miał nawet najmniejszej ochoty mu się odgryźć. Marzył teraz o ciepłej kąpieli i kogoś do przytulenia. Właśnie, potrzebował miłości. Cholernie potrzebował miłości. Niby była Mikasa, ale on traktował ją jak siostrę. Nic więcej. Otworzył szeroko oczy i odruchowo przewrócił się na brzuch czując obcy język na swoich plecach. Syknął lekko gdy przejechał plecami po szorstkim materiale kołdry. Spojrzał na przełożonego dużymi oczyma. Usta miał lekko rozchylone. Patrzył w siwe tęczówki Leviego. Tak chłodne.
- H-heichou.....
Uniósł się nieco, ułatwiając mu przeturlanie. Reakcja iście niebiańska, cudowna. Tak piękny wyraz twarzy, kapral uwielbiam go widzieć, choć niekoniecznie u akurat tej persony. - Tak? Spytał jakby nigdy nic się nie stało, jakby lizanie czyichś pleców było całkowicie normalne. Zdecydowanym ruchem ręki przywrócił go do poprzedniego ułożenia, ponownie schylając się nad ranami. Z niektórych już unosiła się gorąca para, jednak Rivalle zajął się tymi, których nie objął jeszcze proces uleczania. W końcu ślina odkażała, prawda? Pomijając to, że temu chłopcu nie było to potrzebne. Dla pewności, że ten nie spróbuje się przeturlać ponownie, przytrzymywał jego barki dłońmi. 
Eren został przywrócony po poprzedniej pozycji. Zdenerwował się. Był tak wkurzony, nie panował nad sobą. Nie warząc na ból i inne okoliczności wyrwał się z uścisku kaprala i przewrócił ich tak, że teraz Heichou był na dole. Eren patrzył na niego dużymi zielonymi oczyma próbując wyrównać oddech. Ręka bruneta przyciśnięta do klatki piersiowej Leviego niebezpiecznie ześlizgnęła się niżej. Nie zwracał na to uwagi. Patrzył na przełożonego oczami pełnymi pogardy. 

- Czego ty ode mnie chcesz, co? Twoje zachowanie nie jest normalne. Jeżeli myślisz, że ja dam się poniżać dzisiejszego dnia gorzej niż zawsze to jesteś w błędzie. Jeśli tak to wszystko ma dalej wyglądać opuść mój pokój i nie wykonuj tej całej pieprzonej zabawy! Nie bawi mnie to, wręcz boli. Pozycja bruneta wydawała się dziwna. Leżał na swoim przełożonym, jedną ręka przytrzymując mu nadgarstek a drugą trzymał pod brzuchem. Głowa blisko twarzy Leviego, ich nosy prawie się stykały. Po całej przemowie odsunął się trochę i oparł lekko głowę o jego klatkę piersiową, aby się uspokoić.
Nie opierał się, w końcu miał być dziś jego hm... sługą? Patrzył mu w oczy prowokującym spojrzeniem. Jeśli zacząłby robić sprośne rzeczy, to kapral ma kolejny powód do wywalenia go z jednostki mimo, że był im potrzebny. Drgnął, czując dotyk. W zasadzie, to dawno nie czuł, żeby w ogóle musnęła go czyjaś skóra bez woli kaprala. Zerknął na dłoń leżącą na jego torsie. 
- Och, boli małego chłopczyka? Biedny, poszkodowany tytanik. Nie mogę nie brać w tym udziału, bo mnie wywalą. Prychnął lekceważąco, na usta wstąpił drwiący uśmieszek. Choć fakt, miał ochotę wyjść z pomieszczenia i oddać się lekturze bezsensownych dzieł chorych na umyśle poetów, nie miał prawa tego zrobić. W końcu co oddział począłby bez niego? Przekręcił nieco dłonie, które znajdowały się w niewygodnej pozycji. Zdziwił się jednak tym, że Eren niemalże przytulił się do niego. Nie czuł tego od... w zasadzie, to nikt go nie przytulał, nigdy, przez całe życie. Wyszarpnął jedną rękę z uścisku, kładąc ją na głowie zielonookiego w imitacji uspokajającego gestu. 
Poniżał go. Manipulował nim. Gardził nim. Eren nie chciał być tak traktowanym. Chciał czuć ciepło. Czuć, że jest naprawdę komuś potrzebny, ze nie jest tylko głupią marionetką. Poczuł dłoń kaprala na swojej głowie. Tak de facto, to nie wiedział, czy to wszystko ma sens. Czy on jest na prawdę na tyle silny psychicznie, żeby dać rade. Nie chciał się poddawać. Podniósł lekko głowę i spojrzał w stronę Leviego spokojnym wzrokiem. - Nie miej mi tego za złe, przepraszam, ale potrzebuje tego. Eren rozluźnił uścisk i ułożył się tak, że jego głowa leżała na klatce piersiowej przełożonego. - Poleżmy tak chwilę, proszę. Chłopak przymknął oczy. Zapomniał już o bólu pleców, czy o wcześniejszych zdarzeniach.
Dzieciak był dziwniejszy, niż Rivaille sądził na początku, jednak w sumie to nie był taki zły. Nie, żeby nagle w małym ciele obudziło się poczucie winy czy współczucie, o nie. Po prostu jakoś... po prostu. 
- Masz zaburzenia psychiczne? Spytał ni stąd, ni zowąd. Mimo, że głos miał zwyczajowy to, jeśli by się wsłuchać w te trzy słowa, wyczuć można było również nutkę ciekawości. Dłoń niemalże samowolnie zaczęła błądzić po głowie Erena, to głaszcząc go, to drapiąc. Levi podłożył sobie drugą rękę pod głowę, żeby móc obserwować przyspieszony proces leczenia, który właśnie odbywał się na plecach młodzieńca. Szare oczy błądziły między kłębami pary z niemalże zafascynowaniem, przykrytym maską obojętności. Wewnątrz było nieco jak Hanji, jednak nie przyznałby tego przed samym sobą, a co dopiero przed inną osobą. 
Eren odpłynął na chwile, rozkoszując się chwilą. Leżenie na jednym łóżku z Levim na pewno nie było normalne. Jakby teraz ktoś ich zobaczył, kapral zabiłby go i powiedział, że Eren go to tego zmusił. Przecież nie są homoseksualni, prawda? Gdy usłyszał pytanie kaprala zaśmiał się lekko i zaczął gładzić jego dłoń. Delikatnie. Otoczenie było zamglone. Jego ciało dochodziło do wcześniejszego stanu. Lubił to w sobie. - Możliwe, że jestem chory psychicznie. Nie robiono mi żadnych badań. Eren przysunął się bardziej do bruneta i mocniej się w niego wtulił.
- Heichou, powiedz mi...Co ty tak naprawdę czujesz, co?
Leżenie na jednym łóżku to jedno, a leżenie na kapralu to drugie, od tego trzeba zacząć. Dłoń zjechała z głowy bruneta na jego kark, potem błądziła chwilę po linii kręgosłupa, przejeżdżając po zagojonej skórze. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości. Tamten był młody, jednak nigdy nie zdobędzie żadnej blizny, żadnego fizycznego defektu. No a przynajmniej dopóki będzie miał moce tytana, jakkolwiek inaczej by ich nie nazwać. Wzdrygnął się na dotyk. Nie był przyzwyczajony. - Niektórym by się przydało. Mruknął, czyniąc aluzje co do poniektórych osobników, którym niekoniecznie był Eren. Na jego pytanie prychnął jedynie. 

- Ja? A czy ja mogę coś czuć? Przymknął oczy, niemal rozkoszując się tym chwilowym ciepłem, które go ogarnęło. 
Eren podniósł głowę i spojrzał na kaprala. No tak, beznadziejnie bezuczuciowy dupkowaty kapral. Szkoda mu się go trochę zrobiło. Ciekawe czy miał jakąś laskę.
- Musisz coś czuć, Heichou. Miłość na przykład. Kochasz kogoś, kapralu? Brunet dalej delikatnie gładził jego dłoń zataczając kółeczka. Miał idealnie porcelanową skórę. Eren uwielbiał ten odcień. Położył głowę z powrotem i spojrzał w sufit.
- Bo wiesz ja kogoś kocham. Skrycie, rozumiesz. Dziwne uczucie, jednak trochę się z nim borykam, ale daje rade. Trochę boli, trochę dokucza. Jak mój wcześniejszy ból pleców. Chłopak zaśmiał się, ale jego uśmiech szybko znikł. Szybko podniósł głowę i spojrzał na Leviego.
- Kochasz? Odpowiedz.
Odchrząknął w odpowiedzi. W normalnych okolicznościach młodzież po takim pytaniu musiałaby wyczyścić całą siedzibę, każdy skrawek podłogi i ściany, szczoteczką do zębów. Jednak dzisiaj nic nie było normalne. - Nie. Odpowiedź krótka, ale jakże zdecydowana. Nie wiedział, co znaczy kochać lub być kochanym. Któż by się zadurzył w kimś takim? Nikt. W kim by się zadurzył ktoś taki? W nikim. Zagadka roku rozwiązana. - W kim jesteś zakochany? Spytał bardziej z przeczucia "że tak trzeba" niż przez to, że na prawdę był ciekaw. Nie obchodziło go, co robią współpracownicy, dopóki w miarę dobrze nie pracowali i nie sprzątali po sobie. - Nie, nie kocham. 
Eren nie był zdziwiony odpowiedzią. Dobrze wiedział jak odpowie. Chciał się tylko upewnić czy dobrze myśli. Zrobiło mu się go trochę szkoda. Popatrzył na Leviego smutnymi oczami. Nie potrafił sobie wyobraźić jak on się czuje. Chociaż sam nie miał nikogo, ale kochał. Od dawna. To bydle.
- Nie chciałbyś? To całkiem fajne uczucie, kochać kogoś. Popatrz ile jest plusów. Budzisz się każdego ranka obok osoby, którą kochasz. Przytulacie się. Czujesz, że jesteście przy sobie blisko. Całujecie. Pogłębiacie swoją miłość. Eren uśmiechnął się lekko. Tak jak teraz o tym pomyślał, na prawdę chciał być kochany. Chciał zaznać tych wszystkich plusów.
- Boję się wyznać to osobie, którą kocham. To związek niemożliwy. Nigdy by się nie udało. Samo myślenie o tym boli, ale ja nic na to nie poradzę. Takie jest życie. Bolesne i bezlitosne. Chłopak przejechał palcem po klatce piersiowej przełożonego dochodząc do linii jego ust. Przetarł je lekko i znów gładził dłoń kaprala. Chciał go skarcić za to, że zwraca się do niego na "ty". Pragnął również uderzyć go w tą słodkawą mordę za próbowanie zmiękczenia kamienia jakim było serce tymi swoimi wielkimi oczyma. - Co mnie to? Żałosne uczucie. Tak na prawdę jednak nie chciał przyznać, że nigdy tego nie czuł. Nigdy żadna osoba go nie pocałowała nigdzie indziej, niż w policzek. Do listy zrobionych w życiu rzeczy nie mógł też zaliczyć spania z inną osobą na jednym posłaniu. Nie było na świecie persony, która chciałaby darzyć uczuciem "to". Powrócił z dłonią na głowę młodzieńca. - Nie chcesz to nie mów. Jednak w takim razie... jutro wyznasz to przed całym oddziałem, o tak. Już się cieszył na myśl, jakim poniżeniem może być to dla Erena. Palec chłopca nakreślił swym dotykiem linię pod której skórę kaprala co chwilę dotykały jakby elektryczne kopnięcia. Zacisnął wargi. Za takie ruchy szatyn jutro umrze. 
- Jesteś paskudny, Heichou. Nie, twoje zachowanie jest paskudne. Chłopak wstał i usiadł okrakiem na udach kaprala. Popatrzył na niego, po czym pochylił się nad nim i lekko musnął usta. Nie miał w sumie nic do powiedzenia. Rekacje mógł przewidzieć, znów będzie bolało, ale musiał.
- A co jeśli kocham takie wielkie bydle, które lubi mnie poniżać? Co wtedy zrobisz, Heichou? Chłopak lekko oparł głowę o jego klatkę piersiową, drugą gładził dłoń. Ah, jak cudownie. Czekam na siarczystego, kapralu. Albo nie, na kopniaka. Dobrze, że Levi nie słyszy co on myśli. Umarłby.
Syknął, bowiem prawie cały ciężar wyższego z tej dwójki przeniósł się na nieszczęsnego kaprala w jednym, dwóch miejscach. Trzeba przy tym było wiedzieć, że tamten mało nie ważył. Na początku obojętnie patrzył na zbliżającą się, jeszcze dziecięcą twarz. Kiedy jednak ich wargi się styknęły, oczy kaprala otworzyły się dwa razy szerzej, niż zazwyczaj, a mało osób widziało go w tym stanie. 
- Cóż mogę zrobić, kiedy dziś mam być dla Ciebie... miły? Rzucił, próbując naprędce ukryć zaskoczenie. Cholera, nie mógł nawet go odepchnąć bo zapewne poleciałby poskarżyć. Tak w zasadzie to się go nie bał, ani wywalenia z pracy również, jednak cóż, lepiej być ostrożnym... prawda? Zabrał dłoń, nie chcąc tego dotyku. Chociaż, cholera, jednocześnie był dosyć podniecający... 
- Hihi, kapralu, ale kłamczuszek z ciebie. Nie grzecznie tak. Nie dostaniesz prezentu jak będziesz kłamał. Mikołaj nie daje prezentów niegrzecznym kapralkom. Eren zakpił trochę z przełożonego ale nie oto mu chodziło. Czując jak Levi zabiera dłoń spojrzał na niego podejrzliwie. Objął ją ponownie i lekko pocałował. 

- boski...tak.. idealny. Dobrze wiedział, że mówi to nagłos. Nie przejmował się tym. Zbliżył się do ust kaprala i złożył na nich tym razem bardziej namiętny pocałunek. Złapał go za nadgarstek rękę kładąc koło głowy. Po głowie chodziły mu różne myśli. Jutro wszystko wróci do normy. Dostanie porządny łomot. Nie zbyt się tym przejmował.W sumie to miał to gdzieś. Mógłby go nawet zabić, nie byłby zły. To wszystko to tylko szopka, która odstawiał. Chyba trochę bez sensu.
- Jesteś....
Gdyby był kotem, zjeżyłby się w tym momencie. I mimo, iż zwierzęciem nie był, to można było zauważyć jak jego wargi lekko drgnęły, jakby zaraz miał warknąć. Zacisnął dłoń w pięść i kiedy twarz młodzieńca była bliżej, lekko ruszył nią w przód. 

- Och wiem. To wszystko już powoli przekraczało granicę moralności. Rzucił okiem za okno.Niedługo nie będzie się mógł powstrzymywać, a zostało jeszcze jakieś plus-minus dziesięć godzin tego dnia. Zamyślił się nad tym, jednak wszystko przerwało ponowne zbliżenie ich twarzy, ust. Zacisnął wargi, nie dając się. 
- Tak, jestem, nie widać? Rzucił niby to beznamiętnie, jednak ze słyszalnym pomrukiem zdenerwowania, kiedy tamten już się od niego oderwał. 
- Mogę kh... dać ci...kh... pocało...wać się, jeśli dasz mi spokój do końca tego dnia. Kapralowi z Erenie podobało się jedno - można było go torturować do woli, zostawić dwa kroki od śmierci, jednak ten po jakimś czasie i tak się zregeneruje i zabawę będzie można zacząć od nowa. 
 - Mhm, to dość kusząca propozycja, sir. Eren pochylił się i zamruczał mu do ucha, po czym znów namiętnie go pocałował. Tak do końca to sam nie wiedział co robi. Kochał go. I co mógł z tym zrobić? Nic. Levi dalej traktował go jak bezwartościowe gówno, jak śmiecia. Mimo to, próbował.
- Jesteś...mój. Jesteś mój, Heichou. Tylko mój. Znów pocałunek, tym razem dłuższy. Ręka Erena powędrowała na udo Leviego, drugą trzymał jego rękę. Zaczął obdarowywać jego szyję krótkimi, lecz czułymi pocałunkami, schodząc niżej. Nie wiedział, na co może sobie pozwolić. Chciał się z nim kochać. Tu i teraz. Marzenie.
 - Cały jestem kuszący, ale jeszcze raz się tak przybliżysz a... Nie dokończył, w końcu nie mógł go obrażać. Cholerne kh... zasady. Balansował na granicy wylecenia w pracy a bycia "zgwałconym" przez podwładnego. Na początku Eren sprawiał wrażenie bardziej zniechęconego tym, że to kapral go miał. Albo udawał wtedy, albo udaje teraz. Jednak czy był aż takim masochistą, żeby teraz jedynie odgrywać zakochanego? Ponownie odwrócił głowę, kiedy młodzieniec próbował go pocałować. - Och oczywiście, już lecę. W końcu nie miał jak uciec w którąś ze stron, wiec zacisnął wargi, niemalże tak mocno jak powieki. Dreszcz znów go przejął przy dotyku nogi. Cholera, nawet nie wiedział, że po tylu latach jazdy konnej jego skóra w tych okolicach była tak wrażliwa. Chwilę później niespodziewanie jęknął, kiedy usta Erena dotknęły szyi kaprala. "Kurwa" pomyślał jedynie, niemal wstydząc się tego odruchu. 
- Hihi, jaki niegrzeczny kapralek. No weź się trochę rozluźnij, nie bądź taki. Eren wsadził rękę pomiędzy jego nogi, dalej całując szyję. Miał na niego taką wielką ochotę, że sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że to wszystko jest bez sensu. Jutro nastanie, a on zamknie się w lochach i nie wyjdzie do końca życia ze wstydu. 

- Nie uciekaj ode mnie Heichou. Nie, nie uciekniesz ode mnie. Dzisiaj jesteś mój, malutki kapralku. - Chłopak zaczął się dobierać do ubrań Leviego. - Sam się rozbierzesz, czy może pomóc? Bardziej zamruczał niż powiedział. Był cały czerwony i spocony. Jego rany już się wyleczyły, mógł się trochę zabawić. Mimo tego, jak sie wszystko toczyło nie chciał mówić Leviemu o swoich uczuciach. To byłoby dla niego zarośnie wstydliwe. Przecież jest jeszcze niedojrzały, według kaprala.
 - Sam jesteś kapralek. Wyrzucił z siebie tylko, zaciskając usta, aby kolejne jęknięcie czy pomruk wydobyło się z nich. Następnego dnia Eren zginie... nie, jednak nie będzie jedynie torturowany tak, jak jeszcze nigdy, potem się zregeneruje, a kapral znowu będzie miał zabawę. Nawet nie myślał o tym, że może mu się to spodobać. Można powiedzieć, że na jego czoło wstąpiła żyłka słysząc wyrażenie "malutki". Wzrok zmienił się na iście morderczy. Już prędzej da się teraz zgwałcić niż pozwoli na siebie mówić malutki. Wyszarpał rękę z uścisku i zdzielił Erena po twarzy. Z obrzydzeniem spojrzał na jego oblicze. Przypominał teraz starego, grubego zboczeńca z tą różnicą, że był on jeszcze i raczej niezbyt gruby. 
- Kurna nie. Warknął, niemal tracąc panowanie. Och, jak jedno malutkie słówko potrafi zepsuć nastrój, nieprawdaż? Po namyśle i tak go nie wywalą, był zbyt zajebisty. Próbował zepchnąć z siebie chłopca nie zważając, że jest dwa razy cięższy, jednak w zasadzie, to drobne ciało Leviego gromadziło więcej siły. 

 Piekący ból, który poczuł na swoim policzku przeszył bruneta. Spojrzał na kaprala, którzy przeszywał go morderczym wzrokiem. Jego dotychczasowa aura zniknęła. Pojawiła się żądza mordu. Miał ochotę go po prostu zabić. Ale nie mógł. Nie potrafiłby nawet mu oddać. Złapał go mocno za koszule i położył głowę na jego klatce piersiowej. Poczuł spływającą łze. Kurwa. Nie mógł się teraz rozryczeć. Ale tak bardzo go pragnął, że nie mógł sobie z tym poradzić. Nie podnosząc głowy, powiedział coś co chciał powiedzieć od dawna.
- Kocham cię, Heichou. I co? Powiesz, że gówno wiem, że jestem niczym i nic nie rozumiem? Że sobie z ciebie żartuje? Że takie dziecko jak ja nie ma uczuć? Że ja nie potrafię kochać? Eren wszystko mówił przez łzy. Nie miał odwagi spojrzeć mu w oczy. Był teraz w takiej żałosnej sytuacji. Ale musiał mu wszystko powiedzieć, nie mógł już tego kryć. - Nie wiem, jak to się stało, że się w tobie zakochałem. Może dlatego, że jesteś dla mnie wzorem do naśladowania? Może dlatego, że spędzam z tobą dużo czasu? Nie mam pojęcia. Ale jesteś dla mnie ważny. Cholernie ważny.
Słuchał całego tego wywodu Erena z lekceważącym wyrazem twarzy. Wygniecie mu koszulę i jeszcze ją zmoczy tymi żałosnymi łzami. Odsunął od siebie jego łeb i ręce. - Gówno mnie to obchodzi. Możesz się nawet starać, możesz próbować, ale nazwiesz mnie małym czy kurwa malutkim, a po prostu zginiesz. Odepchnął go od siebie znów, jednak niestety najwyraźniej miał zbyt mało siły. Jedno słowo, a takie konsekwencje. Zgiął nogę w kolenie i kopnął chłopca w krocze, chwilę później doprawiając to uderzeniem go w podbródek. Wygramolił się spod niego i stanął obok łóżka, spuszczając mankiety koszuli, jednak przy każdej ręce najpierw parę sekund przyglądał się starym bliznom. Dłuższe, krótsze, mniej lub bardziej odznaczające się od jego skóry. Czy się ich brzydził? Nie, dla niego były to niemalże łupy wojenne, nagrody po starciach z tytanami. Zamiast życia oddawał samego siebie. Jednak kiedy zobaczył nieskalane ciało Erena poczuł ukłucie zazdrości. Jego ciało było takie nieskazitelne, czyste. Levi spojrzał jeszcze na bruneta i odszedł od mebla do krzesła, sięgając po swoją marynarkę. 
Zwinął się w kłębek czując ból w kroczu. Wił się z bólu przez dłuższą chwile. Z jego ust wydobyła się krew. Znów. Cholera jasna. Eren rozumiał dlaczego Levi się tak zachował. Boże, jaki z niego idiota. Miał ochotę zapaść się pod ziemie i nigdy już nie wyjść. Żenująca sytuacja.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam! Na prawdę przepraszam. Już nigdy tak nie powiem, przepraszam. Brunet resztką sił podniósł się do pozycji siedzącej i starł krew z ust. Spojrzał w stronę kaprala i spuścił głowę. Nie wiedział co teraz się stanie. Był przygotowany na najgorsze.
- Wybacz mi, proszę... Wstał z łóżka i złapał Leviego za rękę. - Proszę, sir...
Chwilę patrzył z pogardą na bruneta, potem podchodząc do drzwi i naciskając klamkę. Zamknięte, no tak. Spojrzał jeszcze na Erena, kiedy ten tak przepraszał. W sumie... czy zrobiło mu się go szkoda? Głupio, bardzo głupio było mu przyznać, ale tak. Przy ponownym dotknięciu, nieco gwałtownym, Levi wzdrygnął się. Teraz zaczął się zastanawiać, jak to jest być w łóżku z innym mężczyzną, choć nie był przekonany do tego, że było to dobre miejsce i czas na tego typu myśli. 
- Być może wybaczę, jeśli nie powiesz nikomu o tym, co tu się stało lub się stanie. Oznajmił, nie patrząc na drugą osobę, a na własną koszulę. Pognieciona. Właśnie znalazł kolejną karę dla Erena - wyprasowanie wszystkich jego koszul. 
Na usta bruneta wkradł się lekki uśmiech. Nie był pewien, czy da się przeprosić. Jezu, jaki był szczęśliwy. Podszedł do Leviego i objął go w pasie. - Nigdy nie pisnę słówka, sir. Oznajmił, po czym przytulił się do jego szyi. Poczuł zapach lawendowego żelu pod prysznic, którym Heichou zawsze się myje. Z wypiekami na twarzy wciągnął zapach i lekko ucałował mu szyje. Aż miał teraz ochotę zabić jakiegoś tytana ze szczęścia. Roznosiło go. Nie mógł uwierzyć, że Levi mu wybaczył. Przecież on nigdy nie wybacza. Jakim był szczęściarzem. Cóż, można powiedzieć, że nawet był najlepszy. Nie, nie przesadzajmy.
- Zrobię co tylko będziesz chciał. Zawsze, sir.
 Jeśli to wszystko faktycznie miałoby zostań między nimi, to w zasadzie nie zaszkodzi spróbować. Miał tylko nadzieję, że osoba pokroju Hanji, Petry czy innej kobiety czyli Erwina nie stoi właśnie pod drzwiami czy ścianą i ich nie podsłuchuje. Naparł na ciało chłopaka aby cofnął się i usiadł na łóżku, a na jego twarzy oprócz niezmiennego wyrazu twarzy można było widzieć lekki rumieniec. Usiadł podwładnemu na kolanach okrakiem, wcześniej znów odwieszając marynarkę na oparcie krzesła. Pewnym ruchem złapał jego twarz, jednak zamiast zadania mu ból, pochylił się lekko i pocałował jego policzek. Teraz to on przejmie inicjatywę, w każdym razie nie widzi mu się rola samego siebie na dole. 
Czuł, że rumieni się jeszcze bardziej. Teraz był czerwony jak burak. Popchnięcie na łóżko, ciężar na kolanach, pocałunek w policzek. I teraz to już zwariował. Był pewien, że Heichou chce przejąć inicjatywę, więc się nie opierał. Ale tak bardzo chciał go teraz pocałować, że nie mógł wytrzymać i wpił się w usta przełożonego. Były zabójczo miękkie i smaczne, pięknego koloru malin. Cudowne. Ręce oparł na jego barkach, rozkoszując się chwilą bycia blisko z kapralem.
Odchylił głowę, przymykając oczy, jednak chwilę później ponowie został przyciągnięty do podwładnego. Nie opierał się przed tym pocałunkiem. W zasadzie nie był taki zły. Wargi Erena zmakowały krwią, były szorstkie, jednak były ciepłe i jakby idealne do pocałunków. Choć w zasadzie, to nie tylko do całowania... Na samą myśl Levi zarumienił się jeszcze bardziej. Oderwał się od niego na chwilę, aby zaczerpnąć powietrza, przy czym spojrzał za okno, co w zasadzie weszło w jego nawyk dosyć szybko. Odwrócił się ponownie do podwładnego, a jego oczy zalśniły, jakby ktoś w końcu tchnął w nie... życie? Wcześniej matowe i znudzone, teraz jakby lekko się ożywiły. Chude ręce splotły się na szyi Erena, a ich właściciel znów przyciągnął chłopca do siebie w celu ponownego złączenia ich w pocałunku, tym razem nieco bardziej namiętnym.
Zaczął obdarowywać jego szyję pocałunkami, co chwile ssąc ją i przygryzając. Dobrał się do koszuli przełożonego, której szybko się pozbył. Ułożył się w takiej pozycji, by podziwiać jego umięśniony i gładki tors. Zaczął lizać każdy zakamarek rozkoszując się zapachem żelu pod prysznic. Przeczesał jego włosy ręką i znów połączył ich w brutalnie namiętnym pocałunku.
Cholera, nie robił tego od tak dawna z kobietą, a z mężczyzną miał być to jego pierwszy raz. Coraz bardziej się rumienił, czując niemały ucisk w bokserkach. Dłonie kaprala przemieściły się na włosy Erena, przyciskając jego głowę do swojej szyi. Spojrzał tylko na koszulę i przerwał na chwilę, wyginając ciało w łuk porwał ją z podłogi i położył na krześle obok marynarki. W końcu to nie mogło się pobrudzić. Położył się pod wpływem chłopca choć średnio mu się podobało, że znalazł się na dole. Chwilę później zapomniał o tym, kiedy to miękki język zaczął ślizgać się po niezabliźnionej skórze. Jęczał co chwilę pod wpływem przyjemności, już nawet nie próbował się hamować. Z przyjemnością oddał pocałunek. Cholera, dobrze się dobrali. Kapral i tytan byli niewyżyci. Eren chwilę potem miał w połowie zsuniętą koszulę, zaś kiedy na chwilę się od siebie oderwali, ta wylądowała na krześle razem z białą koszulką kaprala. Ręce tego drugiego zaczęły błądzić po nieznanym ciele, napawając się tą czystością jego skóry. Była taka cudowna. Gładka, bez żadnych blizn czy innych śladów, pamiątek. W końcu palce zaczęły przesuwać się niebezpiecznie blisko granicy spodni, żeby chwilę później rozpiąć je ruchem niemalże wyuczonym kontaktami z płcią przeciwną.
Oderwał się na chwile od kaprala i cicho zaśmiał.
- Nawet w takiej sytuacji dbasz o czystość? Ale to nic, to w tobie uwielbiam najbardziej. - Czując jak jego spodnie zsuwają się na podłogę, nie zostawał dłużny. Ściągnął spodnie Leviego i odłożył je na krzesło, gdzie leżała reszta rzeczy. Przy okazji podniósł swoje i również tam umieścił. 

- Żeby się nie pobrudziły. - Powiedział z nutą śmiechu w głosie i znów zaczął lizać tors kochanka, zawadzając o sutki, które lekko przygryzał. Językiem powrócił w stronę twarzy kaprala i szybkim ruchem wsadził go do ust bruneta penetrując jego wnętrze, zaś drugą ręką zjechał do okolicy majtek i lekko masował naprężoną już męskość Leviego. W powietrzu rozpływał się czysty erotyzm. Spocone ciała kochanków motywowały ich jeszcze bardziej. Eren czuł, że mógłby robić to z nim cały czas. Bez przerwy. Był szaleńczo zakochany, a po takich wydarzeniach jego uczucie się tylko pogłębi. Oderwał się na chwilę od bruneta i spojrzał mu głęboko w szare tęczówki. Szaleńczo tańczące ogniki,których nigdy nie widział. Objął jego rękę i lekko ucałował.
- Kocham cię, kapralu. - Powiedział, po czym pozbył się jego bokserek. Objął w dłoń naprężoną męskość Leviego i lekko masował, aby za chwile włożyć ją sobie do ust i rozkoszując się chwilą. Ssał i masował penisa kochanka. Drugą ręką błądził po jego idealnym torsie, co chwilę zahaczając o sutki.
Warknął coś pod nosem, jednak tym razem nie zamierzał psuć chwili. Może to było głupie, być pedantycznym w takich warunkach, jednak nic na to nie poradzi. W końcu chciał, żeby było w tym coś idealnego. Tak, czystość była idealna. Dlatego podziwiał Erena. Nie, nie jego. Jego skórę. O tak, ona była tak cudowna... Drobne dłonie z długimi palcami kaprala prześlizgnęły się w górę torsu Erena, chwilę później go puszczając, aby mógł posprzątać. Kapral niemalże uśmiechnął się, widząc to. Dobrze się czuł kiedy widział że ktoś sprząta, że nie musi odwalać całej roboty. Zanim młodzieniec przywarł do jego klatki piersiowej, przyciągnął jego usta na chwilę do swoich.
- Tak w nagrodę. - Usprawiedliwił się, sekundę później z jękiem opadając na poduszki. Nigdy by nie powiedział, że ma tak delikatne uda, a co dopiero sutki. Usta miał otwarte, a ciało wygięte w delikatny łuk. Chwilę później jego usta zaczęły być pieszczone od środka, co było tak dziwnym i specyficznym uczuciem, że nie mógł powstrzymać się przed lekkim zmarszczeniem brwi. Czując dotyk na materiale ledwo zakrywających jego erekcję, Niemal odruchowo poruszył biodrami, domagając się więcej pieszczot w tamtych okolicach, a przy tym zajęczał głucho wprost w usta Erena. Wplótł palce w miękkie kosmyki włosów partnera, lecz kiedy ten się odsunął, ręce zsunęły się lekko na jego idealny kark. Boże, dlaczego on jego wcześniej nie widział, dlaczego nie zdawał sobie sprawy, jaką czystość codziennie upokarzał. Nie, żeby było mu teraz szkoda, jednak ach...! Przecież powinien wiedzieć. Na słowa Erena jego policzki stały się nieco czerwieńsze, choć myślał, że już bardziej być nie mogą. Zapewne policzki i grzbiet nosa wyglądały teraz niczym świeżo poparzone, przynajmniej on sam sobie tak to wyobrażał.
- Każdy mnie kocha. - Zdołał tylko rzucić zanim jęknął z rozkoszy. Opadł na poduszkę, teraz jęczał już prawie co sekundę. Żadna kobieta nie doprowadziła go do takiego stanu. Dosłownie, żadna. Już chciał położyć mu rękę na głowie, kiedy palce tamtego napotkały stwardniałe sutki kaprala. Małe ciało wygięło się jeszcze bardziej, a sam właściciel tak zakrztusił, że przez pierwsze kilka sekund nie mógł oddychać. 

- Eren...- Wychrypiał tylko, zakrywając dłonią oczy 
Widząc jaką rozkosz sprawia to kapralowi Eren posunął się o krok dalej.
- Ja cie kocham najmocniej ze wszystkich. Najbardziej cię pragnę. Dla mnie jesteś idealny. Dla nikogo więcej. - Kiedy Eren skończył zajmować się męskością Leviego przesunął jego ciało tak aby miał większy dostęp do niżej partii ciała. Twarz chłopaka była cała zaczerwieniona z podniecenia. Przysunął się i całował namiętnie usta wybranka. Jego dłoń powędrowała do wejścia kaprala. Na początek jeden palec. Ruszał nim powoli, aby nie skrzywdzić Leviego. Potem drugi. Jego usta znów namiętnie zaczęły lizać i gryźć tors wybranka. Dwa palce drugiej dłoni włożył mu do ust. Sam wydobył z siebie krótki jęk, mimo że on tu pieścił, a nie był pieszczony. Poruszał palcami przez dłuższy czas. Wyjął je i seksownie oblizał. Znów przywarł do ust kaprala. Szaleńczo smaczne usta. Ssał i zagryzał. Jednym, szybkim i płynnym ruchem wszedł w niego lekko przy tym jęcząc. Ah, uwielbiał ten stan. Czekał na dalsze wskazówki. Nie wiedział, czy Levi jest gotowy, aby Eren mógł się w nim poruszać. Nie chciał go skrzywdzić. Był dla niego niczym skarb. Nie mógł go stracić.
Patrzył w szmaragdowe oczy, uśmiechając się delikatnie. Przyjemność sprawiały mu te słowa bo wiedział, że są mówione prosto z rozszalałego serca chłopca, a takie ponoć trafiają najmocniej. Pogłaskał go po włosach, siląc się na czułość. W końcu on nie miał takich uczuć, potrafił je tylko udawać, grać niczym aktor teatralny, przedstawiając swój talent przed innymi na co dzień. Młodzieniec skończył z nim na dole, jednak nie dał mu dojść, czym kapral był cholernie niezadowolony i wyrażał to w krótkich warknięciach. Objął jednak ciało Erena, nie protestując przy pocałunku. Czując, że coś znalazło się w środku drobnego ciała, kapral jęknął z bólu prosto w usta Erena, a z jego oczu poleciały pojedyncze łzy. Cholera nie sądził, że było to tak bolesne! Dłonie prześlizgnęły się krzywym torem po gładkich plecach, pozostawiając za sobą czerwone pręgi wyrobione przez paznokcie. Kiedy do pierwszego doszedł drugi palec, kapral krzyknął, zaś jego usta zostały otwarte, oczy przymrużył i zasłonił przedramieniem, żeby tamten nie widział, jak spod powiek czarnowłosego wylatują drobne łezki. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że bolało, ale zarazem podniecało. Jego penis już chwilę później ponownie był naprężony. Ze zdziwieniem kapral mógł przyznać, że jego biodra wolno poruszały się. Spomiędzy warg Leviego co chwilę wylatywały krótkie jęki, dopóki i w jego ustach nie znalazły się palce, powodując krótkie zakrztuszenie się. Początkowo tylko je gryzł, potem zaczął lizać i ssać, sprawnie operując językiem. Otworzył na chwilę oczy, nie czując już rozdzierającego ucisku przy końcu pleców.
- Ohydne.- Zdążył powiedzieć, nim ponownie usta zostały zatkane, tym razem ustami kochanka. Ugryzł go, czując w sobie coś grubszego i dłuższego niż palce Erena. Splótł mu ręce na szyi, a nogi za plecami, tym samym nabijając się na jego członka do końca. 

- Er... - Wyjęczał przy tym, podciągając się na jego szyi i jakby przytulając. A raczej imitując przytulenie. Wolał jednak, żeby zrobili to wszystko na siedząco, kiedy to on będzie na górze. 
- Heichou... - Zdołał tylko wydusić, po czym zaczął powoli się w nim ruszać. Nie zaprzestawał pieszczotom. Co chwile gładził, lizał i ssał tors Leviego, zahaczając o usta. Atmosfera przepełniona erotyzmem tylko go pobudzała. Z chwilą zaczął poruszać się szybciej. Zwalniał co jakiś czas, aby szybko nie dojść, chociaż już tak mało brakowało. Chciał się z nim kochać wieczność. Zatrzymał się w pewnym momencie i spojrzał na Leviego. Wziął jego dłoń i przyłożył sobie do klatki piersiowej. Przyśpieszone bicie serca. Wszystko czynił z miłości do przełożonego.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, tak szaleńczo cię kocham, Heichou! -  Raczej wykrzyczał, niż powiedział. Miał tylko nadzieje, że nikt ich nie podsłuchuje. Mieli by kłopoty. Ale w tym momencie to nie było najważniejsze. Znów zaczął się w nim poruszać. Zwiększał tępo, by po chwili zwolnić. Pochylił się nad nim i zaczął całować każdy zakamarek jego torsu i twarzy. Obojczyki. O taaaak. Były przecudowne.
Nie chciał znaleźć się pod nim, jednak nie miał siły by protestować, kiedy ten zaczął się poruszać. W takiej pozycji zdjął nogi, rozszerzone układając po obu stronach ciała Erena. Puścił też jego szyję, aby parter mógł zająć się pieszczeniem pozabliźnianej, bladej skóry Leviego. Sam jeszcze nie doszedł, choć był już tego blisko, do czego stymulowało go wcześniejsze niedokończone przez chłopca obciąganie. Zdziwiony tym brakiem jakiegokolwiek ruchu, otworzył oczy na cienkie szparki, które chwilę później rozszerzyły się. Dotknął ciała młodzieńca, czując oszalały puls pod skórą. Gorącą skórą. Przez chwilę zaczął myśleć, przez co tamten jest tak rozpalony, przerwał jednak słysząc to wyznanie. Nie mógł odpowiedzieć. W zasadzie nie wiedział, co do niego czuł, po prostu było mu teraz... przyjemnie? Jak nie było od miesięcy. Uszy nieco drażnił jego krzyk, ale byli w takim amoku, że mógł mu to wybaczyć. Uśmiechnął się lekko, pobłażliwie, głaszcząc chłopięce włosy. Sekundę potem przestał, ponieważ tamten powrócił do przerwanej czynności. Levi jęczał co chwilę dziwiąc się, że potrafi jeszcze utrzymać wytrysk. 
Wyszedł z niego aby zając się jego męskością. Ponownie wziął penisa do ust i szaleńczo ssał i masował. Tym razem chciał go doprowadzić do istnego orgazmu. Drugą ręką błądził po jego ciele. Zamyślił się na dłuższą chwile zwalniając ruchy. Tak na prawdę to mówił to wszystko prosto z serca. Nie usłyszał odpowiedzi. Nie mógł wyczekiwać, że Levi rzuci mu się w ramiona i powie, że też go kocha, jednak niepewność się z nim nie rozstawała. Wybudził się jakby z transu i przyśpieszył ruchy warg i dłoni. Trzy palce drugiej ręki wsadził w jego anus. Ruszał nim szybko i zaborczo, sprawiając kochankowi istną przyjemność. Tak jak teraz myślał, to sam chciałby być tak pieszczonym.
- Dobrze ci? Zapytał masując penis Leviego, po czym pochylił się nad nim i namiętnie ucałował. W pewnym momencie poczuł maź spływającą mu po palcach ręki. Zlizał wszystko dokładnie i wziął kaprala na ręce po czym usiadł i usadził go sobie na kolanach.
Młody był dobry, to kapral musiał przyznać. Był w zasadzie hm... ciekaw, czy wcześniej jeszcze na kimś trenował. Kiedy o tym pomyślał, coś go ukuło. Oho, czyżby zazdrość? Pod wpływem tej emocji jego ręka opuściła się na łeb Erena, zmuszając do szybszego poruszania nim. Szybszego i głębszego. Niemal nie pozwolił mu przestać, nawet na tą jedną chwilę. Jęknął czując, że jest blisko, a chwilę później niemal krzyknął, czując palce tam, gdzie chwilę wcześniej był penis Erena. Wygiął się w lekko łuk, zaciskając ręce na kocu, głowę odchylając w tył. Przyjemnie. Ba, cudownie. Jednak nawet pod przymusem by się do tego nie przyznał. Nie odpowiedział więc na pytanie chłopaka. Własnymi palcami zaczął szczypać i drażnić swoje sutki, żeby szybciej wykończyć. Chwilę później poczuł, że dłużej nie wytrzyma.
- Ere... Wychrypiał jednak nie dokończył,bo doszedł, a sperma wylała się z niego na młodzieńca. Kapral opadł niemal bez sił. Nigdy nie czuł się jaki wykończony, nigdy. Dosłownie. Gdy został przeniesiony na kolana Erena, zrobił się jakby... jeszcze mniejszy. Oplótł kochanka rękoma, przytulając się ściśle. Nagle zrobiło się mu przeraźliwie zimno i mimo, że w normalnych warunkach wolałby umrzeć z zimna niż się do niego przytulić, jednak to nie były normalne warunki, jak chyba stwierdził już wcześniej. Przysunął się jeszcze bliżej, stykając ich członki i nogi splatając za plecami chłopaka. 

Eren sapnął ciężko. Był cholernie zmęczony. Ale jaki zadowolony. Już od dawna pragnął Leviego. Jego ' marzenie  w końcu się spełniło. Teraz zastanawiał się nad tym co będzie dalej. Wszystko wróci do normy. Heichou dalej będzie się nad nim znęcał, mimo tego, co między nimi zaszło. Nie chciał tego. Tak bardzo nie chciał go stracić, nie mógł o tym myśleć, więc szybko wygonił te myśli i przytulił się do torsu kochanka.
- Kocham cię. - Jego ton głosu był słaby, ale pełen szczęścia. Bo był szczęśliwy. Tak bardzo, jak nigdy przedtem. Wstał i położył Leviego na łóżku i ucałował w usta, a sam usiadł na skrawku materaca i spuścił głowę. Uśmiechnął się pod nosem.
- Co teraz będzie? - Jego ton stał się.. smutniejszy?
Przytulał się do gorącego ciała, drżąc z zimna. O ile jeszcze chwilę temu było mu gorąco, teraz ostudził się nieco i zetknął z okropnie chłodnym  powietrzem. Złożył głowę na Erenowym ramieniu, nadal próbując uspokoić oddech. W końcu jednak wziął głowę i zaczął delikatnie skubać skórę na szyi... partnera? Kochanka? Sam nie mógł tego zdefiniować. Jeszcze rano był idiotycznym podwładnym. Słysząc wyznanie, niemal zachłysnął się powietrzem, jako odpowiedź zostawiając mu na szyi małą malinkę, której chwilę później nie było widać. Ręce przejechały po jego kręgosłupie. Przy zmianie pozycji mruknął niezadowolony, znów zimno. Przejechał mu po ustach językiem, po chwili oderwał się i wpełznął pod koc. Położył się bokiem, z głową na poduszce.
- Nie wiem. - Odparł zgodnie z prawdą. 

Eren zmarszczył brwi i zacisnął pięści, po czym wstał.
- Tak myślałem. - Odparł i sięgnął po koszule aby narzucić ją sobie na ramiona. Zrobiło się tu chłodno. Lewą ręką rozmasował sobie bolące ramie. Nie miał pojęcia czemu siedział tyłem do twarzy Leviego. Przecież uwielbiał na niego patrzeć. Ta cała sytuacja nie dawała mu spokoju. Odwrócił się w stronę łóżka. Popatrzył chwilę na Leviego i szybko położył się koło niego. Gładził mu policzek i wpatrywał się prosto w oczy kochanka.
- Nie chce żeby było jak przedtem. Nie jest już tak samo między nami. Chyba, że ty to widzisz inaczej niż ja. Moim zdaniem nie była to jednorazowa przygoda. Teraz, kiedy wiesz co do ciebie czuje nie mógłbym znieść wcześniejszej sytuacji. To byłoby dla mnie za dużo. Wybić tytanów i żyć w niespełnionej miłości.
- Heichou, zakochaj się we mnie! -  Krzyknął po chwili podnosząc się i łapiąc bruneta za twarz.
 Śledził wzrokiem Erena. Cholera, jaki on był idealny, idealny! Chciał do niego podejść, jednak zrezygnował gdy tylko odchylił nieco materiału i wniknęło pod niego niezagrzane powietrze. Po założeniu koszulki przez chłopca odwrócił wzrok i sięgnął po swoją bieliznę, zakładając ją naprędce pod przykryciem. Odsunął się, robiąc chłopakowi miejsce którego i tak ledwo starczyło. Okrył go, chwilę później przysuwając się i dotykając jego torsu swoim. Patrzył w górę, w szmaragdowe oczy. Niemal uśmiechnął się na jego wywód. Niemal. Zdziwił się, że w ogóle był do tego zdolny. Westchnął tylko. 
- Gdybym zmienił nastawienie do ciebie, reszta zaczęłaby coś podejrzewać. To nie byłoby normalne. - podciągnął się, żeby krótko musnąć usta podwładnego, na koniec lekko przygryzając mu wargę. Pokręcił głową, słysząc te słowa. 
- Czy ja jestem maszyną, która może się zakochać we wszystkich od tak? - Wyszarpnął głowę, odwracając ją w bok. 
Eren opadł ciężko na poduszkę. No tak, w sumie miał racje, jednak to tak nie działało.
 - Wiem, że na wszystko potrzeba czasu. Rozumiem to. Nie jestem chyba aż tak.. ułomny. - Ostatnie słowo podkreślił. Cholera, nie wiedział co miał robić. To była dość trudna sytuacja. Teraz, kiedy się do siebie zbliżyli wszystko się pogorszyło. Chciało mu się wyć, a zarazem był szczęśliwy i miał ochotę się uśmiechać. Prychnął lekko i przerzucił Leviego tak, że ten teraz na nim leżał. Objął go i pocałował.
- Mimo to postaram się na ciebie poczekać. Choćby rok, dwa. Będę czekał. A w tym czasie będę starał się abyś się we mnie zakochał. No, jak nie zginę. Ale cóż, wszystko może się zdarzyć. - Uśmiechnął się lekko i pogładził włosy kaprala. Nikomu go nie odda.
- No nie wiem. Prychnął rozbawiony. - Podciągnął sobie nakrycie niemal pod nos. Mruczał coś nieszczęśliwy, gdy ponownie go przenosili. Czuł się jak kot, którego co chwilę gdzieś noszą, odstawiają w inne miejsca. Fuknął niezadowolony, jednak nie ruszył się z niego, w końcu było mu ciepło. Podciągnął kołdrę tak, żeby zakrywała ich do głowy, a raczej jego do głowy, bowiem ułożył ją na obojczyku Erena. 
 - Możesz czekać. Ale może to nic nie dać. - Przekręcił łeb, gryząc miejsce na którym przed chwilą się opierał. Z fascynacją przyglądał się przyspieszonemu procesowy leczenia. Na koniec splótł ich dłonie. Nie miał ochoty się nigdzie ruszać i postara się o to, żeby tak się nie stało.

~~~
Witamy! >w< Z góry, a w zasadzie to z dołu z mojej strony miejcie przeprosiny za zcukrzenie *istnieje takie słowo?* Kaprala. Gomene! (>^<) 
Myślę jednak, że nie jest to takie złe... poza tym są seksy czyli to, co Nezumi kocha najbardziej.

Poza tym projekt miał się ukazać parę dni po Mikołajkach, ale jestem leniwą dupą, a dodatkowo internet mi siadł i cóż... (>^<)
W każdym razie jednak - wszystkim czytelnikom życzymy Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! I niech los zawsze Wam sprzyja~
© Szablon wykonała Chan Lee dla Land of Grafic
© Obrazek pochodzi z zerochan © Tekstury od Yassmine.