sobota, 18 stycznia 2014

● Tęsknota ~ 1 ●

Siedmiu zabitych, czternaście osób rannych. Takie szkody przyniosła trzysta czterdziesta wyprawa za mur, która odbyła się wczoraj. Nigdy nie udało im się wrócić w całości. Zawsze ktoś umierał, albo zostawał ranny. Jednak każdy z nich poświęcił się. Poświęcił się dla dobra świata, przepłacając to własnym życiem. W tej czternastce był również Eren. Kiedy ponad siedmiu, piętnastometrowych tytanów rzuciło się na cały oddział, chłopak nie umiał zrobić nic oprócz przemienienia się. Poradził sobie z nimi doskonale, jednak po tak męczącej walce nie był zdolny do jakiegokolwiek ruchu. Oddział uciekł, tak jak kazał mu Eren. Kiedy siedział pod drzewem, próbując nabrać choć trochę sił, został zaatakowany. Jeden dziesięciocentymetrowy rzucił się na niego, rozdzierając całą skórę tytana i wyciągając Erena. W ostatnim momencie pojawił się, najprawdopodobniej znikąd Kapral Rivaille. Zabił tytana, lecz nie zdążył złapać Erena, którego ciało opadło na ziemię z wielkim hukiem. Żył, jednak jego puls był ledwie wyczuwalny.
 Od kilku dni chłopak leżał w śpiączce. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co się wokół niego dzieje, jednak czuł obecność ludzi. Nikt nie wiedział ile to wszystko jeszcze potrwa. Mówiąc wprost - Eren był im potrzebny, nic więcej. 
Wszedł do pokoju Erena. Sam kazał go tam położyć. Był niemalże uczulony na sale przeznaczone opiece lekarskiej, a cóż tu mówić - chciał się opiekować chłopcem. Nie, źle to ujął. Nie chciał się nim opiekować, w zasadzie sam nie pamiętał, jakiej wymówki wtedy użył. Położył na stoliku obok łóżka kawę, książkę i dokumenty, które miał wypełnić. Dodatkowo znalazły tam swoje miejsce również różne lekarstwa. Przekrzywił głowę, schylając się i głaszcząc Erena po włosach. Nie budził się już cztery dni i dziewięć godzin. Kapral liczył czas. Coraz mniej go Yegerowi pozostało. 
 Jak codziennie, zmierzył mu puls i sprawdził, czy stan się nie zmienił. Był zaniepokojony, w końcu powinna przejść natychmiastowa regeneracja, powinien obudzić się maksymalnie po dniu, albo chociaż… albo chociaż... Rivaille po prostu chciał dać sobie jakieś wymówki, co prawda dosyć pesymistyczne, ale już takim był człowiekiem i tyle. Pochylił się, wargami muskając czoło młodzieńca. Chwilę potem usiadł na krześle, wyciągnął przed siebie nogi i zatracił się w lekturze książki, popijając przy tym kawę. Czytał na głos, jakby miał nadzieję, że Eren go jednak usłyszy. 
Śniły mu się tragiczne rzeczy przez ten cały czas. Ciągle, wszędzie, zawsze śmierć. Śmierć jego matki śniła mu się chyba już ze sto razy. Tak bardzo pragnął się obudzić. To było dla niego dziwne, czuł czyjąś obecność. Chciał się odezwać, ale po prostu nie mógł. Spał. Był w tej cholernej śpiączce od kilku dni. Nie mógł wytrzymać swojej słabości. Tak łatwo dał się pokonać. To było dla niego wstrząsające. 
 Często w głowie słyszał głos Kaprala. Wołał go. Nazywał go po imieniu. Wołał go takim spokojnym dla ucha tonem. To w ogóle nie było do niego podobne. Miał ochotę się uśmiechnąć. Tak promiennie, jak robił to w dzieciństwie, gdy nie musiał się martwić o to, czy przetrwa następny dzień, czy zginie na polu walki. Miał wiele szczęścia. Gdyby Kapral nie przybył na czas, najprawdopodobniej Eren teraz oglądałby świat od spodu. Teraz pozostało wszystkim tylko czekać. Mieć cholerną nadzieje, że Eren Jeager, ich wybawiciel powróci, aby dalej nieść im pomoc i mieszkać w lochach. 
Czarnowłosy siedział, z przymkniętymi oczami i głową opartą o ścianę. Książkę odłożył na stolik czując, że jest wycieńczony, a nie chciał robić niepotrzebnego rabanu nieprzemyślanym zachowaniem. Był tak bardzo zmęczony... Każdy dzień spędzał, albo przy nieprzytomnym ciele Erena, albo ćwicząc. Jeśli jeszcze pod uwagę wziąć, że była jesień, a pogoda nie dopisywała można było się spodziewać, że do najprzyjemniejszych zajęć to nie należało. Ale musiał to robić, potrzebował jakiejś odskoczni od czarnych myśli. Przebudził się na tyle, aby jasno myśleć. Zostawił więc podwładnego na moment, ruszając do swojego pokoju. Widząc go, kilka widzianych przezeń po raz pierwszy osób uciekło w boczne korytarze. Tak było zawsze. Nikt nie wiedział, że kapral tak na prawdę był po prostu - prócz tego, że gruboskórnym, bez sercowym dziadem – najzwyczajniej w świecie samotny. Będąc w swojej kwaterze umył się, przebrał, spakował do torby ubrania służące mu za piżamę i wyszedł, pieczołowicie zamykając drzwi. Działał jak robot, bezmyślnie. Po powrocie do kwatery Erena zamknął wejście od środka, szybko zmienił ubrania na nocne, czyli w zasadzie bokserki i luźną koszulę, podobną do koszul Erenowych. Usiadł na łóżku obok nieruchomego ciała, nakrył nogi kołdrą i wznowił czytanie. Lewą dłoń trzymał na miękkich włosach, co chwilę sprawdzając temperaturę ciała nieprzytomnego. Odruchowo również go głaskał, nie zdając sobie jednak z tego sprawy. Wiedział, że nie zaśnie. Po prostu nie mógł tego zrobić. 
Czuł, że niedługo się obudzi. Wyczuwał to gdzieś głęboko w sobie. Miał dosyć tego cholernego leżenia i bezczynnego czekania aż wróci. Chciał już działać, być na treningu Kaprala, dostać porządny wycisk, a nawet masę wyzwisk. Po prostu chciał być wśród żywych. 
Zastanawiało go, jak radzi sobie Mikasa i Armin. Cholernie z nimi tęsknił. Bał się o nich. Nie wiedział, czy wyszli z tego cało.. Głowę miał ciężką. Sny krwawe, pełne bólu i śmierci najbliższych. Nawet nie zdał sobie sprawy, jak po jasnym policzku popłynęła łza. Przecież to było niemożliwe. Podczas śpiączki nie mogło dziać się coś takiego. Ale jednak... po prostu żył. 
Ziewnął przeciągle, nawet nie fatygując się by zasłonić usta dłonią. Nikt go nie widział, mógł pozwolić sobie na tak mało wyrafinowane zachowanie. Skończył kolejny rozdział i odłożył książkę na bok. Upił łyk kawy. Tak będzie wyglądała cała jego noc, prześpi się może godzinę, o ile w ogóle. Odgarnął z czoła brązowe, lekko kręcone włosy, pochylając się i całując delikatnie przed chwilą odsłonięte miejsce. Zaczął, jak co wieczór, zadawać sobie pytanie: "Dlaczego właściwie to robię?". Nie mógł znaleźć na nie żadnego sensownego wytłumaczenia. Na pewno nie było to obudzenie się ludzkich uczuć, widział to po minach współpracowników. Jak co wieczór nie potrafił uzasadnić, co niezmiernie go irytowało. 
Podnosząc głowę, ujrzał spływająca kroplę i wyszeptał coś, co brzmiało podobnie do "co do kurwy", jednak zrobił to zbyt cicho, żeby ktokolwiek to zrozumiał. Starł łzę kciukiem, chwilę później całując Erenowy czubek nosa. 
 Eren czuł, że to już... że to stanie się zaraz. Wróci. Wróci do żywych, wróci do bliskich mu osób. Znów weźmie udział w treningu, znów nasłucha się wyzwisk... Znów będzie w domu. Miał ochotę skakać ze szczęścia... Przecież nie powinien być świadomy tego, kiedy się obudzi. Jakaś magia, lub coś… I to, że czuł bliskość ludzi... Był ciekaw kto się nim zajmował przez ten cały czas... Na pewno podziękuje tej osobie jak tylko będzie mógł... Był tak bardzo szczęśliwy i smutny jednocześnie. Obudź się, obudź się, obudź się, obudź się. Ciągle powtarzał to w myślach, jakby miało zadziałać. 
Wrócił do poprzedniej pozycji, cały czas obserwując, czy mały incydent się już nie powtórzy. Westchnął. Może to była tylko jego projekcja, złudzenie spowodowane wymęczeniem organizmu? Przetarł oczy, splatając ręce na piersi i patrząc gdzieś w dal. Chwilę później wzrok mu się zamglił, zasnął. Po godzinie nieświadomie zjechał ciałem niżej, znajdując się pod kołdrą razem z Erenem. Pięść miał zaciśniętą na jego koszuli, na twarzy widniał grymas jakby smutku? Mimo wszystko wyglądał jak dziecko uczepione ulubionego pluszaka, nie dałby go wtedy puścić. Jednak za zobaczenie takiego widoku oskalpowałby żywcem. Było to najbardziej wstydliwe, co w życiu zrobił, jednak jeśli obudziłby się w tej pozycji pocieszyć mógł się faktem iż robił to wszystko nieświadomie. 
Zaczynał czuć niebezpieczny ból głowy. To.. to znaczy, że powracał do żywych? Wrócił? Po tylu dniach... wrócił. Jednak przez długi czas nie potrafił otworzyć oczu. Tak jakby ciągle spał. Bo spał, lecz nie był już w śpiączce. Był to zwykły sen. Znów miał sny. Krzyk matki, bezradność, osierocenie... ból. Przez jego głowę przewijały się tysiące obrazów nędzy i rozpaczy. Dlaczego tylko takie okrutne... Przecież miał wspomnienia, inne niż to wszystko co widział.
W pewnym momencie czuł, jakby jego czaszka była kruszona na miliony małych kawałeczków. Ból był nie do wytrzymania... nie mógł już dłużej. Otworzył oczy i jego pierwszym dźwiękiem był przeraźliwy krzyk. Krzyczał, choć nie wiedział do końca dlaczego. Nawet nie zorientował się, że ktoś z nim jest. Zaczął płakać. - Pomocy - wyszeptał przez szloch, łapiąc się za głowę. 
 Poderwał się od razu i odruchowo przy krzyku, zwłaszcza tak blisko jego ucha. Wypuścił rękę jak do uderzenia. Zaciśnięta pięść zatrzymała się jednak centymetr przed twarzą młodzieńca, a jej właściciel opanował się. Na zmęczone i spięte oblicze kaprala wstąpiła ulga, jakby zrzucił z siebie niebywały ciężar. Po chwili jednak się ogarnął. Na twarzy zagościło zwyczajowa obojętność, jak gdyby nie siedział z nim... tak właściwie, to od ilu dni? Sam nie wiedział, ale na stoliku piętrzyła się sterta przynoszonych co wieczór raportów, czekających na wypełnienie. 
- Zamknij mordę. Rzucił tylko, odrzucając kołdrę i wstając. Sięgnął po dzbanek napełniony wodą, nalał ciecz do kubka i podał go Erenowi. Usiadł na skraju łóżka, nadal nie do końca rozbudzony. Przetarł oczy i poprawił "fryzurę". 
- Jak się czujesz? Dodał już nieco czulej, wyciągając dłoń do twarzy bruneta, głaszcząc nią delikatnie jasne policzki. 
Oczy Erena rozszerzyły się tak bardzo, że o mało gałki oczne mu nie wypadły. Przysłuchiwał się głosowi osoby, która jak gdyby nigdy nic spała z nim w łóżku. Usta mu drżały. Odepchnął dłoń, która próbowała go dotknąć. Odsunął się na skraj łóżka, jęcząc cicho, ponieważ dalej odczuwał ból. Mimo to, jego wyraz twarzy nie zmienił się. 
- K-kim ty jesteś?

 Witajcie! >3< 
Jesteśmy już z pierwszym rozdziałem wprowadzającym. 
Nie będę się tutaj rozpisywała. Po prostu zapraszam do czytania. 
Zostawcie po sobie komentarz - one serio pomagają. c:

18 komentarzy:

  1. długo czekałam na ten rozdział, ale w końcu jest ><
    bardzo mi się podoba ta historia :D i jeszcze to zakończenie... nic, tylko czekać na następny :3 piszcie jak najszybciej ^^
    // Ayakashi I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy!
      postaramy się napisac ten drugi rozdział. c:

      Usuń
  2. Świetne *_* <3 Kiedy będzie następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!
    Jesteście wspaniałe, czekam na kolejny. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Super *.* czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie,nie mogę się doczekać następnych rozdziałów <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy pięknie! cieszymy się, że się podoba.^^

      Usuń
  6. Kiedy możemy się spodziewać kolejnego rozdziału? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiem, że nie mam pojęcia. Drugi rozdział jest w kompletnej rozsypce..
      Postaramy się szybko go napisać, lecz nie obiecujemy..

      Usuń
    2. Proszę, niech powstanie drugi rozdział!
      Nie róbcie mi tego! :3

      Usuń
  7. Opowiadanie zapowiada się mega. :)
    A odnośnie muzyki, kiedyś był iny utwór. Można poznać tytuł? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podoba,czekam na kolejne.
    Paula.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak zwrócę uwagę na: "Kiedy ponad siedmiu, piętnastocentymetrowych tytanów rzuciło się na cały oddział, chłopak nie umiał zrobić nic oprócz przemienienia się." -> Tam powinno być chyba "piętnastometrowych". :D

    Bardzo miło się czyta, i czekam na kolejne. :)

    Zero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eren nawet z piętnastocentymetrowym by sobie nie poradził. / Kapral Levi

      Usuń

© Szablon wykonała Chan Lee dla Land of Grafic
© Obrazek pochodzi z zerochan © Tekstury od Yassmine.