Tak, tak, tak, wiemy. Przepraszamy bardzo za zwłokę, naprawdę. Ostatni okres był dla nas szczególnie trudny, dlatego też tak opóźniałyśmy dodanie rozdziału. No i nasza kochana beta, którą pozdrawiam *śle pedalskie serduszka* też miała mase roboty.
Nie mamy pojęcia kiedy będzie trzecia część, więc na razie musicie zadowolić się tym kąskiem.
Enjoy. c:
Patrzył na Erena widocznie urażony, po chwili lekko wysuwając podbródek. Moment mu zajęło dotarcie do tego, co się stało. Przeczesał swoje włosy, prychając coś pod nosem.
- Nie ruszaj się. Straciłeś pamięć, prawda? Nic nie pamiętasz?
Pytając, przekrzywił nieco głowę i sięgnął po spodnie, które leżały złożone na krześle. Naciągnął je na siebie, aby nie przerażać chłopca jeszcze bardziej. Znów podał mu szklankę, wycofując się na krzesło. Jego mina była niemalże urażona, ale spokojna.
Chłopiec obserwował każdy ruch bruneta. Zastanawiał się nad odpowiedzią.
Odebrał szklankę i upił łyk wody. Ręce mu się trzęsły niesamowicie. Był strasznie blady, najprawdopodobniej schudł. Nie pamiętał dlaczego tutaj leży, nie wiedział kim jest osoba, która się na niego wydziera, nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje.
- N-najprawdopodobniej - odparł, oddając szklankę. Prawie ją upuścił, tak trzęsły mu się ręce. - J-jak się nazywasz? Bo ja jestem… Eren. To znaczy, tak mi się wydaję… - złapał się za skroń i masował ją delikatnymi ruchami. Strasznie bolała go głowa. Wzrok ciągle miał wbity w postać przed nim.
Zaczął na siebie naciągać "codzienne" ubranie. Koszula, włożyć w spodnie. Buty. Żabot. Podstawowa uprząż. Robił wszystko w milczeniu, jakby zastanawiając się nad tym wszystkim. Jeśli nie przypomniał sobie Leviego po pierwszej kwestii, to było na prawdę źle. Słysząc jego "tak mi się wydaje", podniósł spojrzenie, patrząc prosto w szmaragdowe oczy.
- Eren Yeager. Lat piętnaście, urodzony trzydziestego marca. Wzrost 170 centymetrów. Zwiadowca. Posiada umiejętność zmiany się w tytana - wyrecytował z pamięci, cały czas wgapiając się w te niebiesko-zielone tęczówki. Podszedł do łóżka, opierając na nim jedną nogę. - Kapral Rivaille. Zapomnisz, a cię zabiję.
Ostatnie zdanie zaakcentował kwaśnym uśmiechem. Wyciągnął rękę do włosów Erena, targając je.
- Masz po sobie sprzątać i wszędzie w kwaterze utrzymywać porządek - dodał jeszcze, usatysfakcjonowany siadając na taborecie po drugiej stronie stołu. Wziął do ręki pióro, zaczął wypisywać zaległe raporty.
Słuchał tego wszystkiego co mówił Kapral i tak na prawdę dalej nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Dobra, wiedział już jak się nazywa, ile ma lat, wzrost, ale jak to zamieniał się w... TYTANA?! T-to znaczy, że był taką samą bestią jak inne tytany? Był załamany. Dobra, był zwiadowcą… BYŁ ZWIADOWCĄ? Przecież to jego marzenie z dzieciństwa! Zaraz zaraz… Kapral Rivaille?! Ten, którego zawsze podziwiał?! Prawdziwy Kapral? No nie mógł uwierzyć w to wszystko. Najdziwniejsze było dla niego to, że on spał z nim w jednym łóżku.
Przypatrywał się delikatnym ruchom ręki bruneta. Pić mu się chciało. Wstał i postanowił sam nalać sobie wody, jednak po chwili wywinął kozła. Nie mógł utrzymać się na nogach. Zaśmiał się lekko i resztką sił podniósł się, kolejny raz czując pulsujący ból skroni.
- Kapralu Rivaille, ładne są te mundury. Też taki mam? Zawsze chciałem taki nosić! To super! - krzyknął niemal przypatrując się brunetowi. Ten wzrok mu się nie podobał. - Przepraszam, już nic nie mówię. Spojrzał się w stronę Kaprala. Poczuł jak jego policzki zaczynają być gorące. Musiał spytać o jeszcze jedną rzecz.
- K-kapralu... mam pytanie... e... dlaczego leżał pan koło mnie gdy się obudziłem? - ręką podrapał się po włosach. Czy on się kiedyś mył?!
Wypełniał raporty, jeden za drugim. Kartki niemal błyskawicznie pokrywały się wyćwiczonym, pięknym pismem. Jeden, drugi, trzeci... Idiotyczne, składać raporty dziennie, kiedy nawet nie wyjeżdżali na misje. Połowę już wypełnionych odłożył na bok.
- Byłeś w śpiączce równie dziewięć dni...
Wymamrotał, przecierając oczy. Był okropnie zmęczony, nawet ta krótka drzemka w łóżku Erena nie pomogła mu odzyskać choćby jednej czwartej energii. Uniósł wzrok, patrząc na leżące aktualne na ziemi ciało chłopca. Z obojętności charakter spojrzenia zmienił się na coś w rodzaju dezaprobaty. Był dziwnie przestraszony tym entuzjazmem. Bo w końcu... on nigdy nic takiego nie czuł. Z resztą, mało czuł emocji zaliczanych do grona tych pozytywnych. Z głośnym westchnięciem wstał, pomagając mu wrócić na materac.
Niemal się zarumienił.
- Miałeś już nic nie mówić. - rzucił, siadając obok i opierając się jednym bokiem o ścianę. Dopiero zdał sobie sprawę, jaki był padnięty. - Siedzę tu dwadzieścia cztery godziny na dobę od dziewięciu dni. Prawie nie śpię. Zabronisz mi? Z resztą, zamknij mordę, wszyscy dookoła śpią. Wykąpiesz się jutro rano, tymczasem idź już się połóż.
Wszystko mamrotał na tyle głośno, żeby Eren go usłyszał, kończąc mały wykład dyskretnym ziewnięciem. Myśl, która wybijała się spośród morza innych stanowiła jedno słowo - spać.
Dziewięć dni... aż tak długo go nie było? Ale dlaczego? Co się stało? Chciał wiedzieć wszystko, jednak pomyślał, że zadawanie pytań w takiej chwili byłoby nietaktowne. Tak na prawdę cholernie chciało mu się spać, mimo, że spał ponad dziewięć dni, to po prostu chciał zamknąć oczy i wszystko przemyśleć.
- D-dobrze, już idę spać, przepraszam za kłopot. - wymamrotał, wskakując pod kołdrę. Zerkał co chwilę w stronę Kaprala, zarumienił się na samą myśl o tym, co chce teraz powiedzieć, a raczej zaproponować.
- K-kapralu.. może p-położy się pan k-koło mnie? W-w końcu był tu pan przez t-tyle czasu w-więc nie z-zrobi mi to żadnej r-różnicy - wyszeptał, spoglądając w stronę bruneta. Myślał, że spali się ze wstydu.
Nie zwracał już ma młodzieńca uwagi, po prostu szybko ściągnął spodnie, składając je i odkładając na krzesło. Napił się jeszcze łyk chłodnej cieczy, nieco z obrzydzeniem, w końcu nie pił ze swojego kubka. To było złe, przynajmniej według niego. Choć może nie tyle złe, co niehigieniczne, ale cóż.
Rzucił okiem na młodzieńczą, zarumienioną twarz, a kąciki ust zadrgały niczym przy szyderczym uśmiechu.
- A myślałeś, że po cholerę się rozbieram?
Nie miał po co tłumaczyć, że ma kwaterę obok Erwina, a ta blond-szuja od razu pobiegłaby rozgłosić wieść, że Levi ma kochankę, czy coś w tym rodzaju i to dlatego go nie ma w nocy mimo tego, że doskonale wie, co Levi robi i gdzie się znajduje. Wpełzł pod kołdrę obok chłopca, zadowolony z tego ciepła które pod nią panowało. Nie musiał się chociaż martwić o brud, dzięki pomocy wyżej wspomnianego dowódcy zmieniał ją codziennie, tak samo jak ubranie Erena. Nie robił tego z własnej woli... to chyba oczywiste i nikogo nie trzeba w tym upewniać. Wąskie łóżko nie dawało im zbyt wiele przestrzeni, ba, nie dawało im jej wcale. Stykali się niemal całymi bokami ciał.
- ...Eren?
Wyszeptał po pięciu minutach takiego leżenia. Nagle chęć snu od niego uciekła.
Poczuł przyjemne ciepło, gdy brunet położył się koło niego. Miał ochotę przytulić się do niego i zasnąć, lecz to byłoby dziwne i... oboje są facetami. Trząsł się trochę. To było dla niego dosyć nowe. Wszystko zaczynało od nowa być dla niego nowe, przynajmniej ludzie, których wcześniej znał.
- T-tak? - wzdrygnął się, gdy usłyszał swoje imię wypowiedziane tak spokojnym tonem. Z tego co zdążył już zauważyć, Kapral nie należał do przyjemniejszych osób. Zamrugał kilkanaście razy, patrząc ciągle w stronę bruneta.
Przymknął oczy, zastanawiając się, co właściwie chciał powiedzieć. Dziwnie byłoby mu rzec cokolwiek z uczuciami, ale... Obrócił się przodem do Erena, głowa Kaprala znalazła się pomiędzy ramionami współdzielącego łóżko chłopca.
- ... Tęskniłem.
Wymamrotał w końcu, zamykając oczy całkowicie. Sekundę później zaczął oddychać spokojnie, równomiernie. Jednak nie spał, grał. Wstydził się tego co właśnie zrobił i właściwie sam nie mógł uwierzyć w to, że powiedział coś tak idiotycznego.
Oczy rozszerzyły się pod wpływem wyznania. Ciągle coś mu nie pasowało. Śpi z nim w łóżku. Potem znów się kładzie koło niego, a na końcu wyznaje, że za nim tęsknił. Coś mu tu nie pasowało. Czy oni... NIE. Nie, nie byli parą no nigdy w życiu no to przecież nie możliwe. Wyciągnął rękę na powierzchnie i położył na tali bruneta.
- To dziwne, ale się cieszę, mimo, że pana nie pamiętam. Dobranoc - szepnął, zamykając oczy.
Będzie chyba żałował wszystkiego, co powiedział. Nie znał go, przynajmniej teraz, może wcześniej tak, jednak teraz był dla niego zupełnie obcą osobą.
Zdecydowanie to, co powiedział do normalnych słów, które można od Kaprala usłyszeć nie należało i to zdecydowanie. Czy faktycznie z anim tęsknił? Nie wiedział sam. W końcu Eren nic dla niego nie znaczył. Mógł za nim tęsknić tylko z powodu tego, że nie miał się nad kim "bardziej" znęcać. Wzdrygnął się więc na ten delikatny dotyk, wyprężając się przy nim. Na chwilę był więc wytrącony z rytmu spokojnego oddechu. Nie było sensu, żeby dalej sen udawać.
- Umrzyj we śnie.
Odchrząknął, obracając się na drugi bok. Nie zrzucił jego ręki przez cały czas. W końcu było mu tak ciepło. Tak, to oczywiście był jedyny powód.
Nie słyszał już ostatniego zdania Kaprala, ponieważ od dobrej minuty spał... i to porządnie. Nie widać było po nim zmęczenia, a czuł się jakby nie spał tydzień, a przecież spał. Cholernie denerwujące uczucie.
Budził się jeszcze ze dwa razy. Brunet ciągle przy nim był, również spał. Widać było, że był zmęczony. Nic dziwnego. Siedzieć przy Erenie dziewięć dni.. .nie lada wyzwanie.
Wstał nad ranem, rześki, wypoczęty i gotowy na dalsze poznawanie świata. Wysunął się powoli z łóżka, by nie zbudzić Kaprala i podszedł do okna. Uchylił je lekko, wpuszczając chłodne, orzeźwiające powietrze. Chwilę potem przyjrzał się swojemu ciału. I ogólnie sobie. Miał ubraną tylko białą, dość długą koszulę, do ud. No i bokserki. Co oni z nim zrobili…
Wzrok znów przeniósł w stronę okna. Wiatr delikatnie bujał brązowymi kosmykami włosów Erena.
Spał spokojnie, dziwnie spokojnie jak na niego. Nawet jeśli był śmiertelnie wycieńczony, zawsze jeszcze wstawał w nocy się napić, odetchnąć świeżym powietrzem. Nie tym razem, jak widać. Przespał cudownie całą noc, bez zbędnego wiercenia się. Nie pamiętał, co mu się śniło, nigdy nie pamiętał. Choć tyle się nie zmieniło.
Targnęła nim nagła fala zimna, szybko otworzył oczy, nie czyniąc jednak gwałtownych ruchów. Patrzył na Erena, na brązowe, czesane teraz przez wiatr włosy. Naciągnął kołdrę pod nos.
- Zamknij to bo wylecisz. Piździ jak cholera.
Mruknął, opatulając się kołdrą i odwracając na drugi bok.
Spojrzał się w stronę bruneta i lekko uśmiechnął. Cóż, miłe to nie było, ale będzie musiał się przyzwyczaić, że Kapralowi nigdy nic nie pasuje.
- Dzień dobry. - mruknął, zamykając okno. Przeciągnął się, chwiejąc się na nogach. Jego kondycja nie była jeszcze najlepsza. Będzie musiał doprowadzić się do porządku. Usiadł na skraju łózka, uprzednio nalewając sobie wody do kubka.
- Dobrze pan spał? - zapytał, upijając łyk cieczy. Eren nie zdawał sobie sprawy z wielu rzeczy. Będzie poznawał wszystko od nowa do czasu, aż przypomni sobie co się wtedy wydarzyło. Minie dużo czasu zanim wróci do normalności.
Wymruczał coś, przechodząc w stan półsnu. Nigdy nie było mu tak ciepło. Było to całkiem... przyjemne. To chyba było sławetne ciepło drugiej osoby, którego Kapral doznał tej nocy po raz pierwszy.
- Nie pierdol głupot.
Rzucił beznamiętnie, powoli rozgrzebując się z nakrycia. W końcu trzeba było wstać, rozpocząć nowy dzień... od kubka kawy i zjechania kogoś w pierwszej godzinie przynajmniej cztery razy. Zrzucając nogi na podłogę przetarł oczy dłońmi zaciśniętymi w piąstki.
Odwrócił się w stronę Kaprala z miną zdziwienia, jednak po chwili na jego twarz wstąpił uśmiech. Nie wiedział jaki był dla niego zanim stracił pamięć, jednak postanowił nie reagować na to co mówi do niego Kapral. A jak już będzie reagował, to tylko uśmiechem. Nawet jak miałby leżeć poturbowany.
- To się cieszę, ja również dobrze spałem. - Wstał z zamiarem ubrania się, jednak nie miał w co. Najprawdopodobniej powinien dostać mundur, lecz tu takowego nie widział. Cyba nie będzie paradował w samej koszulki i bokserkach. - Um, Kapralu, dostanę mundur? Albo cokolwiek? Bo trochę czuje się nagi - zapytał odwracając się przodem do bruneta.
Próbował obudzić swój mózg. Zazwyczaj po przebudzeniu działał z pewną specyficzną rutyną, teraz jednak musiało się to zmienić z paru powodów. Po pierwsze - nie był we własnym pokoju, co wszystko komplikowało. Po drugie, Eren się obudził, a to był najważniejszy argument. Odgarnął włosy do tyłu, na niewiele o się jednak zdało, wróciły bowiem do zwyczajowego ułożenia. Popatrzył lekceważąco na młodzieńca.
- Najlepiej jeszcze to ściągnij, będziesz świecił dupą przed oddziałem. - Kącik ust wygiął się w ironii. - Widzisz coś takiego jak szafa? Mądrzy ludzie tam czasem zaglądają.
Mimo całego sarkazmu, patrzenie na tyłek Erena nie byłoby takim złym pomysłem. W zasadzie, to nie tylko na cztery litery chłopaka było miło patrzeć, ale nigdy tego nie przyzna, nawet przed sobą. Szybko przebrał się, naciągając na siebie świeże ciuchy, nie dopinając ich jednak do końca. Zaraz i tak wskoczy pod prysznic. Zwyczajnie był zbyt wielkim leniem, żeby się nadwyrężać.
- Zaczekaj chwilę.
Rzucił na odchodne, wychodząc z pomieszczenia. Wrócił po piętnastu minutach. Jego twarz cała stężała ze złości. Przeszło mu po krótkiej chwili, a przynajmniej z zewnątrz, bowiem przybrał standardowy, obojętny wyraz.
- Nikogo nie ma. Wyszli. Wszyscy.
Oznajmił beznamiętnie, jakby go to nie obchodziło.
Westchnął cicho i kolejny raz się uśmiechnął, podchodząc do szafy. Rzeczywiście, był tam jego mundur. Ładnie powieszony. Był prasowany, czy mu się zdaje?
Przyjrzał mu się chwilę i uśmiechnął się sam do siebie. Był idealny. Taki jak zawsze mu się marzył. Znak zwiadowców. Pogładził lekko materiał i po chwili zaczął się ubierać. Zrzucił z siebie koszulę, ukazując całe, praktycznie całe ciało. Nie miał się czego wstydzić. Przynajmniej nie widział powodów do wstydu przy Kapralu.
Ubrał się cały i przyglądał się sobie przez chwilę. Nie zwrócił uwagi, kiedy Kapral wyszedł z pomieszczenia. Dopiero jak wrócił i usłyszał słowo " wszyscy " spojrzał na niego dość rozkojarzonym wzrokiem. Przeczesał włosy ręką i westchnął cicho.
- Gdzie? - zapytał, podchodząc do okna. Miał nadzieję, że kogoś ujrzy, jednak nikogo nie widział. Trochę posmutniał.
Ponownie tego dnia zmierzył wzrokiem posturę młodzieńca.
- Co ty odpieprzasz? Zdejmuj mundur i idź się umyć.
Z obrzydzeniem odsunął się od niego. Oparł się o framugę otwartych drzwi. Sam nie miał pojęcia, gdzie wyszła reszta. Nie zamierzał jednak przyznać się do niewiedzy.
- Tam, gdzie Cię nie ma. Nie dziwię im się, cuchniesz.
Zmarszczył nieco nos, przywołał go gestem dłoni po czym zaprowadził do "pryszniców", w których skład wchodziło wiaderko z wodą.
- Jeśli chcesz... kh, pomogę ci się umyć.
Rzucił z ociąganiem, jednak jakby od niechcenia.
- A...zapomniałem - rzekł, nie odwracając się w stronę przełożonego. Gdy tak stał i patrzył w okno, poczuł nieprzyjemny ból głowy. Pomasował skronie palcami, jęcząc lekko.
W pewnym momencie obraz mu się rozmazał. Próbował się utrzymać na nogach, jednak z ciężkim hukiem opadł na podłogę. Jakieś obrazy przelatywały mu przed oczami. Tak jakby sobie coś przypominał.
- Siedmiu piętnastometrowych - wyjęczał przez ból. Otworzył szeroko oczy i próbował się podnieść, lecz bez skutku, z powrotem opadł na podłogę.
- Por-radz-dze sob-bie. - Podparł się na dłoniach próbując wstać. Ból był straszny. Co chwilę jakieś obrazy i... piętnastometrowe tytany. Zajęczał przeciągle kolejny raz upadając na podłogę i łapiąc się za głowę.
Patrzył na Erena, nie wiedząc co robić. Już po chwili chude, ale silne ręce Kaprala głaskały delikatnie kręcone włosy. Kapral szybko jednak tracił cierpliwość.
- Uspokoisz się kurwa, czy nie? - rzucił, dając mu delikatnie z otwartej dłoni w policzek. Opamiętał się nieco dopiero po chwili. Ryzykując ubrudzenie białych spodni, ukląkł przy nim, głowę kładąc mu na swoje kolana. - Już dobrze... - wymamrotał jakoś bez przekonania. Mimo wszystko znów nad sobą panował, albo chociaż starał się to robić. Długie palce delikatnie przemykały pomiędzy kosmykami włosów.
Oddech Erena był przyśpieszony i nierówny. Nie mógł się uspokoić. Ból głowy jeszcze bardziej mu to utrudniał.
Czując ból w okolicy policzka, zadrżał lekko i wstrzymał oddech na około pięć sekund. Podniósł się gwałtownie, gdy poczuł dotyk rąk Kaprala. Próbował opanować drżenie całego ciała. Zachwiał się lekko na nogach i zaczął zdejmować ubranie. Nie było to jednak proste, ręce mu się trzęsły.
- P-przepraszam... - wymamrotał, kierując się w stronę łazienki. Powoli, podpierając się co chwilę, dotarł tam i usiadł na podłodze. Nie miał siły.
Obserwował dziwne starania Erena. Skro czuł się źle, to po jaką cholerę teraz wstawał? Podniósł się niemal automatycznie, gdy tylko ciężar na nogach zniknął. Ruszył za nim powoli, z lubością obserwując, jak młodzieniec stara się jednak do łazienki dojść. Szyderczy uśmiech wykwitł na jego twarzy, ręce zostały spleciona na klatce piersiowej. Prychnął, kiedy Eren znalazł się za drzwiami pomieszczenia. Przystanął przed wejściem. Zastanawiał się, co ma zrobić. Gdyby tam wszedł i w ogóle dotknął go, pomógł w jakiś sposób.... nie, to nie było w jego stylu. Jednak niemalże żal mu się w sercu obudził, kiedy tylko na niego spojrzał. Czyżby w Kapralu jednak zaczęły tworzyć się ludzkie uczucia, odruchy? Westchnął. Na misji musiał błyskawicznie podejmować decyzje, od których zależał los wyprawy i wszystkich jego ludzi. Teraz nie mógł zdecydować, a miał tylko dwie drogi. Pójść, czy zostać? W końcu przełamał się. Wszedł do łazienki.
Spojrzał z góry na siedzącego Erena, kucnął koło niego. Po chwili ociągania ręka Kaprala ułożyła mu się na ramieniu. Nie mówił nic, po prostu wpatrywał się gdzieś w bok. Dalej nie był pewny, czy jego decyzja była słuszna.
Siedział na zimnej podłodze ze spuszczoną głową. Ciągle próbował wyrównać oddech. Ból głowy mu nie przeszedł, lecz teraz zareagował trochę spokojniej. Będzie musiał się przyzwyczaić. Drżącymi rękoma próbował rozpinać guziki koszuli. W myślach przeklinał sam siebie, że nie może sobie poradzić nawet z tym. Czuł się taki zbędny. Od kiedy się obudził czuł się zbędny, jednak jakoś tego nie okazywał. Po prostu tłumił w sobie emocje, które w najbliższym czasie go przerosną.
Na dotyk nie zareagował przez dłuższą chwilę. Przeniósł drżącą dłoń na odpowiedniczkę Kaprala i uśmiechnął się lekko. Potrzebował teraz czyjejś bliskości.
- Dziękuję - mruknął tylko i ponownie zaczął rozpinać guziki koszuli.
Chwycił palce chłopca pomiędzy swoje, nie pozwalając mu na rozebranie się samodzielne. Oparł o podłogę teraz również kolana, klękając i sam pomógł mu w pozbyciu się białej koszuli. Wstał, odkładając ją na mały regał wiszący na ścianie po czym zniknął, po chwili wracając z wiadrem wody i szmatką.
- Nie ruszaj się.
Rzucił jakby obojętnie, jednak zarumienił się niemal niezauważalnie, spoglądając na jego nagie plecy. Wrócił do pozycji poprzedniej, namoczył szmatę i zaczął przejeżdżać nią po skórze chłopca, centymetr po centymetrze.
Zarumienił się w chwili dotyku. Skinął lekko głową w odpowiedzi i spuścił głowę. Po plecach przechodziły mu ciarki, kiedy czuł zimną szmatę przejeżdżającą mu po skórze. Czuł się dziwnie. Nie dość, że nie mógł się sam umyć, więc musiał korzystać z pomocy, to jeszcze dotykał go mężczyzna. I to jego przełożony. Kapral Rivaille.
Serce chłopaka biło jak oszalałe. Sam Eren nie wiedział, co się dzieje. Łomotanie w klatce piersiowej było uciążliwe i wstydliwe dla młodego chłopaka. Rumieniec na twarzy powiększył się, a sam Eren dostał gęsiej skórki.
Po kilku minutach odwrócił się przodem do Kaprala i spojrzał mu w oczy, lekko się uśmiechając.
Sam Kapral był zarumieniony, co zdecydowanie nie było częstym zjawiskiem. Mimo prób zachowania kamiennej twarzy trudno mu było ukryć gorąco policzków. Specyficzne uczucie zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, że nie pierwszy raz pomagał się myć osobie tej samej płci. Nie to, że był zboczeńcem, o tym trzeba napomknąć, lecz bardziej przez jego jakże wysoko rozwiniętą empatię do innych ludzi.
Mruknął coś pod nosem, dochodząc do dołu jego pleców, w tym momencie Eren zmienił pozycję. Popatrzył mu w oczy, był zażenowany tym, co zaraz mogło się stać.
- Czemu się gapisz? - rzucił dla odmiany.
Popatrzył chwilę w zimne oczy przełożonego. Rumieniec nie znikał mu z twarzy. Podrapał się po głowie. W sumie to nie wiedział czemu akurat w tym momencie musiał zmienić pozycje. Zachcianka? Czy jakaś potrzeba popatrzenia na Kaprala? Kolejny raz przeszły go ciarki.
- Nie wiem - odpowiedział po chwili i ponownie się uśmiechnął. - Mam ściągać spodnie? - nie wiedział, a raczej nie chciał wiedzieć, czy jego dolne partie ciała również będą myte przez kaprala.
- Bo nie... - nie dokończył. Przez krótką chwilę stracił świadomość. Ciało chłopaka opadłoby na zimną posadzkę. Najprawdopodobniej.
Nie, żeby nie zauważył różowych wypieków na twarzy podwładnego. W zasadzie dosyć trudno było je przegapić, dosyć wyraźnie odróżniała się od lekko opalonej skóry chłopaka. Skończył czyścić mu barki, dziwnie delikatnie jeśli spojrzeć na jego usposobienie.
- Co, może mam Ci jeszcze dupę w kiblu wycierać? Dół sobie sam umyj. - warknął, wciskając mu w ręce szmatkę. Chwilę później westchnął, reagując na omdlenie niemal błyskawicznie i łapiąc ciało chłopca, nim spotkało się z ziemią. Położył sobie jego głowę ponownie na kolanach, bawiąc się włosami. Zastanawiał się przy tym, jak mógłby go obudzić. Czekać? Za długo i nie wiadomo, kiedy się obudzi. Polać lodowatą wodą? Tak, to było już lepsze, jednak nie bardzo chciało się Kapralowi to realizować.
Chłopak był nieprzytomny przez dobre kilka minut. Oczy otworzył dopiero wtedy, kiedy poczuł coś miękkiego pod głową. Przez chwilę gapił się na twarz Kaprala z pół przymkniętych powiek. To jak teraz wyglądali, było przekomiczne, jednak Eren nie chciał tego komentować. Nawet nie miał na to siły. Podniósł się lekko do siadu.
- Znów mnie pan uratował. Dziękuję. - Uśmiechnął się lekko i zaczął ściągać spodnie. Na twarzy chłopaka znów pojawił się lekki rumieniec. Ta cała sytuacja była dla młodego Erena dość krępująca. Spojrzał w stronę przełożonego i spuścił wzrok.
- Nie chciałbym pana wyganiać, ale no muszę umyć się i ten... - W dłoni miętolił szmatkę, którą wcześniej wręczył mu Kapral.
Wyrwał się z zamyślenia widząc jak Eren uchyla powieki, odrywając palce od włosów młodzieńca. Nie chciał jednak otwierać ust, jakby w ogóle nie miał siły na strzelanie swoimi niezbyt przyjemnymi zdaniami. Niemal popchnął go, „pomagając” wstać.
- Gdybyś umarł obcięliby mi pensję – rzucił, wytrzepując spodnie z niewidzialnego dla oka przeciętnego człowieka brudu. Oparł się plecami o ścianę, patrząc kpiąco na Erena.
- Pojebało Cię? Jak się wywalisz tutaj, to będę za niedopilnowanie takiego idioty przewalone do końca służby. Myj się po prostu - warknął, również zaczynając ściągać koszulę. Wypadałoby się wykąpać, dziwnie czuł się z tym, że nie zrobił tego parę godzin wcześniej.
- Jak zwykle miły. - Uśmiechnął się niemal niewidocznie i ściągnął spodnie, które położył na czymś co przypominało szafkę, ale na pewno nią nie było. Stojąc w samych bokserkach przed przełożonym czuł się strasznie skrępowany. Rumieniec na twarzy pogłębił się jeszcze bardziej.
Odwrócił się tyłem i ściągnął bieliznę. Po skórze przeszedł go zimny dreszcz, zadrżał lekko. Po chwili zaczął myć się w okolicy miejsc intymnych i skórze nóg. W pewnym momencie oparł się o ścianę i jedną ręką próbował myć się dokładnie, jednak niezbyt mu to wychodziło.
Zignorował słowa, za które normalnie Eren musiałby wysprzątać całą Kwaterę własną szczoteczką do zębów. Poskładane w kostkę spodnie położył obok odzienia tytana, tam również, idealnie złożone, wylądowały kapralowe koszula, żabot i bokserki. Chwilę później wyjął jeszcze z pobliskiej szafki ręczniki. Jeden rzucił chłopcu, drugi przewiązał sobie w biodrach. Bez zbytniego zwracania uwagi na towarzysza, sam zaczął się myć. Ruchy wyuczone, szybkie i dokładne, co zdecydowanie działało na korzyść Kaprala, który nienawidził wszechobecnego zimna. Chwilę później stał z powrotem przy swoich ubraniach, wycierając wilgotną skórę. Zerknął na Erena.
- Długo Ci to jeszcze zajmie? - warknął i zaczął się ubierać.
Zerkał co chwilę przez ramię w stronę Kaprala, który również zaczął się myć. Rumieniec ciągle nie schodził z twarzy chłopaka. Czuł się strasznie dziwnie. Głowa mu pulsowała, ciało drżało, a do tego wszystkiego musiał myć się w obecności przyłożonego. Sytuacja Erena wyglądała beznadziejnie. Odwrócił się lekko, gdy usłyszał pytanie.
- J-już kończę - wymamrotał i zaczął się wycierać.
Zastanowił się przez chwilę i przewiązał sobie ręcznik w biodrach. Odwrócił się do kaprala.
- M-mam jakąś czystą bieliznę...lub coś? - zapytał cicho, spuszczając wzrok.
Skończył zapinanie koszuli, naciągnął spodnie. Rzucił Erenowi przeciągłe spojrzenie, mierząc całą nagą posturę chłopca wzrokiem. Właściwie, to młodzieniec nie był źle zbudowany… brakowało mu mięśni, jednak tragedii nie było. Kapral przeczesał mokre, kruczoczarne włosy. Drgnął pod wpływem impulsu i wyciągnął z szafki na ręczniki grzebień. Przejechał nim po swych krótkich włosach, doprowadzając je do ustalonego szyku. Podniósł wzrok na młodzieńca.
- Jak sobie nie wziąłeś, to nie masz - mruknął z westchnięciem. Wyszedł z pomieszczenia, żeby wrócić parę minut później z parą bokserek i skarpetkami. Rzucił je chłopcu.
- Chodź tu, pomogę ci - mruknął z wyczekiwaniem. Zmarszczył na chwilę brwi i zamknął oczy, skutki braku snu zaczęły się mocniej przebijać przez jego świadomość.
Westchnął cicho na odpowiedź, ale już po chwili miał w dłoni wszystko, co potrzebne. Uśmiechnął się w geście podziękowania i zaczął zakładać czyste bokserki i skarpetki. Moment później ubrał spodnie i koszulę.
- Poradziłem sobie jakoś – wyszeptał i przeczesał włosy dłonią. Znów było mu słabo, ale nie chciał dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, więc podreptał w stronę Kaprala i stanął naprzeciw niego.
- Co teraz? - zapytał i uśmiechnął się lekko. Chyba robił to zbyt często, jak na jego sytuacje.
Odsunął się o krok, znów przesuwając spojrzeniem po chłopcu, tym razem bardziej krytycznie. Chwile potem otwartą dłonią trzepnął go w głowę.
- Gówno, a nie poradziłeś - warknął tylko zsuwając mu spodnie do ziemi, przy czym do takiego opuszczania materiału musiał posłużyć się własna nogą. Nim jednak Eren zdążył zareagować, rzucił:
- Ubrałeś bokserki na lewą stronę, ściągaj to.
Spojrzał wyczekująco, po chwili sięgając też po grzebień. Stanął na palcach, zaczynając go czesać.
- Aaaał - jęknął cicho i złapał się za głowę. Spiorunował Kaprala wzrokiem, lecz po chwili stał się dość poważny.
- J-jak to na lewą stronę?
Spojrzał w dół i rzeczywiście, stwierdził, że źle je założył. Westchnął cicho i poczekał, aż Kapral skończy zajmować się jego włosami. Robił to dość delikatnie, dotyk był przyjemny, a sam Kapral wyglądał słodko stojąc na palcach. Chłopak miał ochotę się uśmiechnąć, ale w ostatnim momencie sobie darował.
Po skończonej czynności przez Kaprala, odwrócił się tyłem i ściągnął bieliznę, odwracając ją na prawidłową stronę i z powrotem zakładając. Ubrał również spodnie.
Opadł na całe stopy, drewniany grzebień cały czas pozostawał w jego ręku. Odsunął się o krok, pozwalając Erenowi się ubrać. Kiedy tamten wrócił na poprzednie miejsce, Rivaille ponownie podszedł i zaczął go poprawić. Wyciągnął koszulę ze spodni, zapiął rozporek. Nie krępował się tego robić, mimo że wyczuł coś w rodzaju specyficznego podniecenia ze strony nic nie pamiętającego Erena.
- Tsk, pochyl się - mruknął, samemu próbując się trochę podwyższyć, stając na palcach. Po chwili jednak stracił równowagę, zmęczenie wzięło górę i spadł całym ciężarem na Erena. Wymamrotał coś i próbował się podnieść, jednak był tak zmęczony, że niemalże nie miał siły na samodzielne stanie.
Czuł się jak małe dziecko, którego od podstaw trzeba wszystkiego uczyć i pomagać praktycznie we wszystkim. Denerwowało go to, że był od kogoś zależny. Chciał pokazać, że mimo tego co się stało, i mimo tego, że praktycznie nic nie pamięta, jednak do czegoś się nadaję. Ale jak na razie nie miał takiej możliwości.
Pochylił się lekko do przodu i złapał szybko małe ciało spadające w jego stronę. Wręcz przytulił. Poczuł się dziwnie zaniepokojony i wystraszony.
- K-kapralu? Wszystko w porządku? - zapytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Westchnął cicho i wziął przełożonego na ręce. Mimo, że niski, to nie był wcale taki lekki, jednak Eren resztką sił, którą posiadał, zaniósł Kaprala na łóżko i lekko położył na śnieżnobiałej pościeli. Ściągnął mu koszulę i spodnie. Zakręcił się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, co mógłby mu założyć. W końcu znalazł szafkę, w której leżały idealnie poskładane białe koszule. Wyciągnął jedną z nich i podszedł do łóżka. Kapral spał, wyglądał na strasznie zmęczonego. Nie było się czemu dziwić, skoro spędzał w jego pokoju cały czas, kiedy Eren spał.
Delikatnie założył śnieżnobiały materiał na ramiona bruneta i zapiął guziki. Ułożył mu poduszkę i przykrył kołdrą. Dłonią ostrożnie pogłaskał czoło przełożonego, nawet nie wiedział dlaczego. Po prostu jakoś...tak. Przysunął cicho krzesło do łóżka, odwracając je w przeciwną stronę, siadając i patrząc w stronę okna.
Czuł wszystko co się działo wokół niego. Czuł, że nie upadł na kamienną posadzkę, lecz w ramiona Erena, że został przeniesiony do łóżka. Czyjego łóżka, gdzie teraz był? Wiedział, że w pewnej chwili jego skóra została odsłonięta, jednak nie mógł nic zrobić. Czuł też czyjąś obecność. Kto to był? Erwin, Eren, Hanji? Nic nie słyszał, jakby został nagle odcięty, nie mógł się obudzić z nieplanowanego snu. Widocznie jego organizm był tak wyczerpany, że nie odpowiadał na rozkazy mózgu. Obudził się dopiero po około godzinie, początkowo jednak nawet nie otwierając oczu. Obrócił się na bok i wyciągnął rękę w stronę, gdzie według niego powinna się znajdować noga pilnującej go osoby. Chwilę później poczuł ciepło materiału spodni, uchylił lekko powieki i można powiedzieć że niemal się trochę zdziwił, widząc przy łóżku Erena.
- Co tu robisz? – mruknął wiecznie znudzonym i obojętnym tonem, podnosząc się na przedramieniu.
Przez ten cały czas, jak siedział w pokoju razem ze śpiącym Kapralem, sam zdążył przysnąć. Niezbyt twardym snem, ale jednak. Mimo, że spał przez ten cały czas, kiedy był w śpiączce, to jego organizm również potrzebował porządnego, prawdziwego snu. Ale odkąd się obudził, dzieją się same dziwne rzeczy, więc nawet nie ma jak się dobrze wyspać. Dopiero gdy poczuł dotyk dłoni na swojej nodze, otworzył oczy i spojrzał w stronę bruneta. Przez chwilę zdziwionym i zatroskanym wzrokiem obserwował bacznie twarz przełożonego. Obrócił cicho krzesło w stronę Kaprala i przysunął się bardziej.
- Czekam aż się pan obudzi.
Mruknął coś pod nosem, odkrywając się.
- Tsk, kto Ci pozwolił mnie rozbierać? - warknął, patrząc na swoje nagie nogi. Moment później jednak westchnął i spojrzał na Erena. Po chwili namysłu, jakby nieco niepewnie wyciągnął dłoń, kładąc ją na twarzy chłopca. Rzadko można było zobaczyć Kaprala w stanie tak dalekim od normalności, choć i tak ledwo widocznym. Pogładził kciukiem policzek Erena, robiąc to dziwnie delikatnie jak na niego.
- Dalej nic nie pamiętasz, prawda? - Głos mu niezauważalnie zadrżał, zaczął wpatrywać się w oczy młodzieńca.
- Przepraszam. - Wzrok wbił w podłogę i westchnął cicho, rumieniąc się. Dopiero, gdy poczuł dłoń na swoim policzku, spojrzał na Kaprala pytającym wzrokiem. Ciało mu lekko drżało.
- Niewiele. Mam tylko jakieś przebłyski, tak jak wtedy - odpowiedział cicho, przyglądając się kobaltowym tęczówkom. Eren nie wiedział, co dokładnie miał na myśli jego przełożony, więc powiedział to, co wie. Bo przecież miewa tylko jakieś przebłyski, które współgrają z omdleniami i bólem głowy.
Przez parę sekund Kapral wydawał się niemal zawiedziony, zraniony. W końcu jednak zastanowił się chwilę, po tym czasie błyskawicznie znalazł się na kolanach Erena, siedząc na nim okrakiem i nadal trzymając w dłoni jego podbródek. Pochylił się ku niemu i musnął jego usta swoimi, na początku delikatnie, trwało to mniej niż chwilę. Następnie jednak przyciągnął go do dłuższego pocałunku, przymykając lekko oczy i przechylając głowę. Język kaprala wdarł się pomiędzy wargi Erena, poznając jego jamę ustną. Wszystko skończyło się równie gwałtownie, jak się zaczęło. Rivaille wstał, chwytając swoje spodnie i ruszył ku drzwiom pokoju.
- Może teraz sobie coś przypomnisz.
Dalej...ja chcę dalej, już teraz *.* To jest świetne, genialne i...no po prostu idealne. Biorąc pod uwagę, że jest 2 w nocy, a jak użyłam tylu epitetów określających...to jest naprawdę świetne opowiadanie <3
OdpowiedzUsuń