poniedziałek, 23 grudnia 2013

[M] EreRiv - one shot.

Okularnica to idiotka. Erwin to idiota. Wszyscy dookoła niego to idioci, a zwłaszcza dzieciak-tytan. Był przeciwko jakimkolwiek imprezom świątecznym, w pracy już szczególnie. Jednak nie, bo przecież jeśli Smith coś powie, to to słowo jest święte. Tego dnia rano, szóstego grudnia dokładniej, połowa oddziału przystąpiła do losowania. Z osobą której imię będzie zapisane na świstku papieru mają spędzić resztę dnia. To jeszcze by wytrzymał. Jednakże co gorsza, trzeba było tej osobie usługiwać i być dla niej miłym, a te dwa punkty zostały spisane specjalnie dla niego. To wszystko jakoś, cierpiąc bo cierpiąc, ale jeszcze by wytrzymał gdyby nie osoba, którą wylosował - Eren. Młodszy kapral zwyczajowym krokiem przemieszczał się korytarzami siedziby oddziału w poszukiwaniu wyżej wymienionego i wszystko byłoby normalnie, gdyby zamiast żabotu pod jego szyją nie została zawiązana wielka, czerwona kokarda. W końcu stanął przed drzwiami kwatery młodzieńca i zapukał w szorstkie drewno z trudnością powstrzymując się przed zwykłym wkroczeniem do środka.
 Dziecko tytan. Bezwartościowe gówno. Zbawiciel świata. Eren nie mógł zliczyć ile posiada już ksywek. Był przyzwyczajony, że praktycznie dla wszystkich jest niczym. Czuł się normalnie. Jego jedyną misją było to, aby wybić wszystkie tytany. Zaprowadzić porządek na świecie. I przy okazji, samemu nie zginąć. Wszyscy pokładali w nim wielkie nadzieje, a on nie wiedział czy da rade. W sumie to miał to gdzieś. Niby jest silny. Bez sensu, bez sensu. Brunet leżał na swoim dosyć małym łóżku patrząc w sufit pustym wzrokiem. Dzisiaj odbyło się to całe losowanie mikołajkowe. Można uznać to za dobrą zabawę. W końcu ktoś będzie mu usługiwał przez calutki dzień. Mogłaby to być Petra. O boże, pragnął tego. Wzdrygnął lekko słysząc pukanie. Wstał, ogarnął się trochę i cicho zaprosił gościa do środka.
Otworzył, spokojnie wchodząc o środka pomieszczenia po czym lekkim kopnięciem zamknął wejście. Splótł ręce na klatce piersiowej jak to miał w zwyczaju, patrząc na obiekt swojej nienawiści. 
- Witaj... Yeager - rzekł, przechodząc przez pomieszczenie i siadając na twardym, drewnianym krześle pod oknem. Rzucił młodzieniaszkowi spojrzenie spode łba, czekał na... kh, "polecenia" swojego jednodniowego towarzysza. Na szczęścia jutro będzie mógł porządnie skopać mu tyłek i wyładować irytację. 
Eren stał jak kołek bez możliwości żadnego ruchu. Kapral go wylosował. To nie będą mikołajki. To będą zdechłomikołajki. Jak on ma rozkazywać swojemu przełożonemu? Przecież to jest nierealne. Nie umiał tak. Boże, gdyby mógł to zabiłby wszystkich odpowiedzialnych za tą szopkę.
 - Ah... e no to... no tak.. no więc... cholera. Nie mógł wydusić z siebie jakiegoś porządnie złożonego zdania. Był zaskoczony. Chciało mu się śmiać. Jak to on ma rozkazywać dla kaprala.
- E no to kapralu... no więc może....jasna cholera, no! Nie umiem tak po prostu panu rozkazywać, sir. W tym momencie wolałby być zjedzony przez tytana. Był na pozycji tego dnia nieco wyższej od Leviego, ale nie potrafił tego wykorzystać. Czuł zażenowanie.
Zmierzył go obojętnym wzrokiem. Musiał dotrzymywać towarzystwa temu baranowi do końca. I być miły. Do końca doby. Czyli, że czas do północy spędzi szlajając się za nim, ośmieszając go miłymi tekstami. Oczywiście, że będą one miłe. Już nie mógł się doczekać, aż wyjdą z tej klitki, w głowie miał już przygotowanych parę jakże miłych słów. 
- Wyrażaj się, kochaniutki. Ostatnie słowo na początku nie chciało mu przejść przez gardło, jednak kiedy w końcu je wymówił, uśmiechnął się niemalże przymilnie. Ach, jednak zabawa która się zapowiadała nie będzie tak nudna, jak sądził na początku. Palce lewej ręki dotknęły śliskiego materiału wstążki związanej na szyi, oczy cały czas miał utkwione w idio...Erenie, oczywiście. 
Miał cholerną ochotę się roześmiać. Wiedział, że bycie miłym dla niego przyniesie kapralowi nieco trudności, ale podobało mu się to. Patrzył na niego tymi obojętnymi oczyma. Prosił się o mały wpierdol. Nigdy nie lubił kaprala za jego postawę. Za to jak gardzi innymi, jak patrzy na nich z góry.
 - Hahahahhahahaa! - Eren roześmiał się na całe pomieszczenie. Nie mógł się powstrzymać. Śmiał się przez dłuższą chwilę, aż w końcu uspokoił się aby nabrać trochę powietrza. Spojrzał na kaprala, który pewnie czeka na wyjaśnienia. To tak cholernie śmieszne.
- Wybacz mi sir, ale w tej wstążce wyglądasz komicznie. Jestem dość zdziwiony, że dał się pan wrobić w te całe mikołajki. Ale nic, zapowiada się śmieszny dzień, nie sądzi pan?
No i chyba pożałował tego co zrobił chwilę temu. Mikołajki mikołajkami, ale Levi chyba nie da mu się tak.. poniżać? Jeśli można to tak nazwać.
- Dobrze, spełnia dziś pan wszystkie moje życzenia. Będę musiał to jakoś przeboleć. Bo wie pan, to dość trudne, rozkazywać swojemu przełożonemu, sir. Eren ciągle patrzył na Leviego. W tej chwili spojrzał na niego nieco innym wzrokiem niż zawsze. Zrobiło mu się gorąco. Rozpiął koszule i zdjął szelki. Dzisiaj mógł być niewychowanym dzieciakiem. Lubił to.
Szarooki patrzył na podwładnego jak na idiotę, którym dla niego w zasadzie był. Nie ściągał wstążki, jedynie miął materiał między palcami. W zasadzie to nie czekał na wyjaśnienia jego zachowania, bowiem wpatrywał się spokojnie za okno w Hanji, którą "zajmował się" aktualnie Erwin. Uśmiechnął się na samą myśl o tym, co kobieta może dla niego wymyślić. Mimo, że nią gardził, czasem niemalże imponowały mu jej pomysły mimo, że były szalone. Rzucił na Erena ostre, karcące spojrzenie. 
- Gdybym nie dał się wrobić, nie dostałbym wypłaty. Tak, zaprawdę śmieszny dzień... Mruknął pod nosem, zaś Eren oberwał spojrzeniem które przysłowiowo mogłoby zabijać. Następnego dnia nie da Erenowi żyć i niech ten się tego spodziewa. Nie słuchał go zbytnio, a jedynie wstał i odwiesił marynarkę na krześle. Przeszedł się po pokoju, rozglądając się po pomieszczeniu, jednakże bez zainteresowania. Wrócił na "swoje" miejsce pod oknem. - Nie przyzwyczajaj się za bardzo. Wlepił wzrok w monotonny widok za szybą. Wszystko było lepsze od oglądania rozbierającego się chłopca. Cóż, kapral w swojej płci nie gustował i raczej to się nie miało zmienić. 
Eren poczuł, że wzrok Leviego przeszył go na amen. Wredny, pieprzony, stary, gnojek. No, nienawidził go. Spojrzał na swojego przełożonego wzrokiem słodkiego pieska. Wiedział, że jutro będzie miał połamane wszystkie kości, ale jak się bawić, to się bawić.
 - Dobrze, kapralu. Na początek poproszę masaż. Brunet rozłożył się tyłem na łóżku, uprzednio zdejmując koszulę i buty. Nie miał się czym chwalić, bo jego ciało nie było zbyt wysportowane, ale pracował nad tym.
 - Oh, kapralu, zaczekaj moment! Włączę muzykę, będzie przyjemniej. Zielonooki wstał i podszedł do gramofonu. Włożył jego ulubioną płytę ze spokojną muzyką, po czym z powrotem położył się na łóżko.
 Jego mina nie zmieniła się, jednak w środku odbijało się pytanie "co do jasnej cholery?". Jednak cóż, jeśli chciał masaż, to kapral jako jednodniowy podwładny ma spełnić jego życzenie, nieprawdaż? Śledził go tylko rozleniwionym wzrokiem i zdziwił się, widząc tu gramofon. Skrzywił się tylko nieco. Musiał przyznać, ze miło czasem posłuchać czegoś odmiennego od jęków czy krzyków. Jutro mu to zarekwiruje. 
- Jak pan sobie życzy. Powoli wstał z siedziska, podwijając mankiety koszuli. Podszedł do łóżka i nim Eren w ogóle zdążył zaprotestować, wskoczył na nie, następnie przenosząc się na plecy chłopaka. Oczywiście, nie zdjął butów. Zaczął ugniatać plecy chłopaka, szczególną uwagę zwracając na kręgosłup. Nie trzeba chyba dodawać, że starał się opierać cały ciężar na obcasach. 
Eren poczuł wbijające się kawałki metalu w kręgosłup. Ból. Ogromny ból przeszył całe jego ciało. Nie tak to sobie wyobrażał. Wytrzymał jeszcze chwilę w takiej pozycji. Przewrócił się na plecy zrzucając kaprala na łóżko. Wstał gwałtownie i stanął jak najdalej od łóżka. Krew spływała ciurkiem z pleców chłopaka. Dotknął ręką pokaleczonych miejsc. Krew. Krew na palcach. Nawet dziś. Nawet dziś. Upadł na kolana, niezbyt zdolny do jakiegokolwiek ruchu.
- Aż tak bardzo mnie nienawidzisz, Heichou? Aż tak bardzo?! Zacisnął pięści. Ból nie ustąpił. Zakręciło mu się w głowie, nie dał po sobie poznać, że ledwo utrzymuje przytomność. Krew sączyła się nieokiełznanie. Spojrzał w stronę swojego przełożonego oczami pełnymi bólu. Nie tylko bólu fizycznego ale także psychicznego.
- Za co? Za co, do cholery!?  
Nie spadł na łóżko, jak można się było spodziewać, tylko po prostu zeskoczył na ziemię, kiedy Eren wstawał. Usiadł na twardym materacu, spuszczając w dół mankiety, potem zaś spojrzał na swoje przybrudzone krwią podeszły butów. Chwycił to, co miał najbliżej pod ręką, w tym przypadku koszulkę Erena i wytarł nią szkarłatną ciecz, nie zwracając uwagi na jęki. 
- Ja nienawidzę Cię? Och kochanie, trzeba było mówić, że mam ściągnąć buty, ja tylko wykonuję polecenia. W jego głosie słychać było pogardę. Lekceważącym wzrokiem objął posturę chłopca. Może faktycznie był nieco za ostry? Jeśli dalej będzie tak piszczał, wszyscy się zlecą, a kapral tego nie chciał. 
- Zamkn... przestań proszę już piszczeć i połóż się na łóżku. Polecił, zaś sam wstał z materaca i wskazał nań ruchem ręki. Jego głos był jak zwykle beznamiętny i opanowany, jednak nieco bardziej stanowczy niż zwykle. 
Eren dalej mocno krwawił. Wiedział, że jego rany szybko się zagoją dzięki mocy tytana, jednak ten ból był straszny. Plecy całe we krwi. Brunet resztką swoich sił podniósł się do pozycji stojącej. Zachwiał się lekko na nogach i podszedł wolnym krokiem do drzwi, które potem przekręcił na klucz.
 - Nie chcesz aby ktoś się zjawił, mam rację? Nie chcesz żeby zobaczyli jakim dupkiem jesteś. Bo jesteś nim. I wiem, że jutro mi tego nie darujesz i mnie pobijesz, lub zabijesz, ale nie interesuje mnie to. Eren kolejny raz dzisiejszego dnia roześmiał się tak głośno, że ledwo słyszał swoje myśli. Mimo swojego stanu, nie chciał się poddać. - Jesteś dupkiem, Heichou. Poza tym, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Uciekasz. Ale proszę bardzo, położę się na tym pieprzonym łóżku i rób ze mną co chcesz. Mam to gdzieś. Chłopak wolnym krokiem podszedł do łóżka. Spojrzał na swoją zakrwawioną koszule, nie przejął się tym zbytnio. Położył się brzuchu ukazując obraz pleców. Szaleńczo spływająca posoka na pościel dodawała mu obrzydliwego uroku dziecka poszkodowanego przez los. Syknął lekko i wtulił się w miękką poduszkę.
Obserwował każdy ruch chłopaka. Próbował udawać silnego i odważnego, kogoś, kto się nigdy nie złamie? Błąd. Na pewno nie zyskał sobie tym sympatii kaprala. Wzruszył ramionami patrząc, jak młodzieniec zamyka drzwi. 
- Wszyscy wiedzą, więc nie obchodzi mnie to. A jutro będzie dzień jak co dzień. Ponownie wskazał dłonią łóżko. Niech tamten wykona polecenie jak najszybciej, bo Heichou sam go na nie zaciągnie. Nie dziwił tym obłąkańczym śmiechem, jednak nagle znalazł powód, żeby złożyć skargę na Erena jako na chorego psychicznie. 
- Och, oczywiście, bo przecież to ja jestem tchórzem, który nie zabił ani jednego tytana własnymi rękami. Brunet w końcu położył się, a kapral podszedł do jednej z szafek i wyjął apteczkę. W każdym pomieszczeniu w Kwaterze znajdowała się apteczka, nigdy nie wiadomo, co się stanie. Była skromna, bo skromna, ale była. Wyjął z niej gazę i powrócił do Erena, siadając mu okrakiem na pośladkach. Pochylił się do pleców młodzieńca i po chwili namysłu zaczął lizać pojedyncze rany, które nie chciały się goić. Ach, już sekundę przed rozpoczęciem zabiegu nie mógł się doczekać reakcji chłopca. 
Eren prychnął tylko słysząc uwagi zesłane z ust kaprala. Nie miał nawet najmniejszej ochoty mu się odgryźć. Marzył teraz o ciepłej kąpieli i kogoś do przytulenia. Właśnie, potrzebował miłości. Cholernie potrzebował miłości. Niby była Mikasa, ale on traktował ją jak siostrę. Nic więcej. Otworzył szeroko oczy i odruchowo przewrócił się na brzuch czując obcy język na swoich plecach. Syknął lekko gdy przejechał plecami po szorstkim materiale kołdry. Spojrzał na przełożonego dużymi oczyma. Usta miał lekko rozchylone. Patrzył w siwe tęczówki Leviego. Tak chłodne.
- H-heichou.....
Uniósł się nieco, ułatwiając mu przeturlanie. Reakcja iście niebiańska, cudowna. Tak piękny wyraz twarzy, kapral uwielbiam go widzieć, choć niekoniecznie u akurat tej persony. - Tak? Spytał jakby nigdy nic się nie stało, jakby lizanie czyichś pleców było całkowicie normalne. Zdecydowanym ruchem ręki przywrócił go do poprzedniego ułożenia, ponownie schylając się nad ranami. Z niektórych już unosiła się gorąca para, jednak Rivalle zajął się tymi, których nie objął jeszcze proces uleczania. W końcu ślina odkażała, prawda? Pomijając to, że temu chłopcu nie było to potrzebne. Dla pewności, że ten nie spróbuje się przeturlać ponownie, przytrzymywał jego barki dłońmi. 
Eren został przywrócony po poprzedniej pozycji. Zdenerwował się. Był tak wkurzony, nie panował nad sobą. Nie warząc na ból i inne okoliczności wyrwał się z uścisku kaprala i przewrócił ich tak, że teraz Heichou był na dole. Eren patrzył na niego dużymi zielonymi oczyma próbując wyrównać oddech. Ręka bruneta przyciśnięta do klatki piersiowej Leviego niebezpiecznie ześlizgnęła się niżej. Nie zwracał na to uwagi. Patrzył na przełożonego oczami pełnymi pogardy. 

- Czego ty ode mnie chcesz, co? Twoje zachowanie nie jest normalne. Jeżeli myślisz, że ja dam się poniżać dzisiejszego dnia gorzej niż zawsze to jesteś w błędzie. Jeśli tak to wszystko ma dalej wyglądać opuść mój pokój i nie wykonuj tej całej pieprzonej zabawy! Nie bawi mnie to, wręcz boli. Pozycja bruneta wydawała się dziwna. Leżał na swoim przełożonym, jedną ręka przytrzymując mu nadgarstek a drugą trzymał pod brzuchem. Głowa blisko twarzy Leviego, ich nosy prawie się stykały. Po całej przemowie odsunął się trochę i oparł lekko głowę o jego klatkę piersiową, aby się uspokoić.
Nie opierał się, w końcu miał być dziś jego hm... sługą? Patrzył mu w oczy prowokującym spojrzeniem. Jeśli zacząłby robić sprośne rzeczy, to kapral ma kolejny powód do wywalenia go z jednostki mimo, że był im potrzebny. Drgnął, czując dotyk. W zasadzie, to dawno nie czuł, żeby w ogóle musnęła go czyjaś skóra bez woli kaprala. Zerknął na dłoń leżącą na jego torsie. 
- Och, boli małego chłopczyka? Biedny, poszkodowany tytanik. Nie mogę nie brać w tym udziału, bo mnie wywalą. Prychnął lekceważąco, na usta wstąpił drwiący uśmieszek. Choć fakt, miał ochotę wyjść z pomieszczenia i oddać się lekturze bezsensownych dzieł chorych na umyśle poetów, nie miał prawa tego zrobić. W końcu co oddział począłby bez niego? Przekręcił nieco dłonie, które znajdowały się w niewygodnej pozycji. Zdziwił się jednak tym, że Eren niemalże przytulił się do niego. Nie czuł tego od... w zasadzie, to nikt go nie przytulał, nigdy, przez całe życie. Wyszarpnął jedną rękę z uścisku, kładąc ją na głowie zielonookiego w imitacji uspokajającego gestu. 
Poniżał go. Manipulował nim. Gardził nim. Eren nie chciał być tak traktowanym. Chciał czuć ciepło. Czuć, że jest naprawdę komuś potrzebny, ze nie jest tylko głupią marionetką. Poczuł dłoń kaprala na swojej głowie. Tak de facto, to nie wiedział, czy to wszystko ma sens. Czy on jest na prawdę na tyle silny psychicznie, żeby dać rade. Nie chciał się poddawać. Podniósł lekko głowę i spojrzał w stronę Leviego spokojnym wzrokiem. - Nie miej mi tego za złe, przepraszam, ale potrzebuje tego. Eren rozluźnił uścisk i ułożył się tak, że jego głowa leżała na klatce piersiowej przełożonego. - Poleżmy tak chwilę, proszę. Chłopak przymknął oczy. Zapomniał już o bólu pleców, czy o wcześniejszych zdarzeniach.
Dzieciak był dziwniejszy, niż Rivaille sądził na początku, jednak w sumie to nie był taki zły. Nie, żeby nagle w małym ciele obudziło się poczucie winy czy współczucie, o nie. Po prostu jakoś... po prostu. 
- Masz zaburzenia psychiczne? Spytał ni stąd, ni zowąd. Mimo, że głos miał zwyczajowy to, jeśli by się wsłuchać w te trzy słowa, wyczuć można było również nutkę ciekawości. Dłoń niemalże samowolnie zaczęła błądzić po głowie Erena, to głaszcząc go, to drapiąc. Levi podłożył sobie drugą rękę pod głowę, żeby móc obserwować przyspieszony proces leczenia, który właśnie odbywał się na plecach młodzieńca. Szare oczy błądziły między kłębami pary z niemalże zafascynowaniem, przykrytym maską obojętności. Wewnątrz było nieco jak Hanji, jednak nie przyznałby tego przed samym sobą, a co dopiero przed inną osobą. 
Eren odpłynął na chwile, rozkoszując się chwilą. Leżenie na jednym łóżku z Levim na pewno nie było normalne. Jakby teraz ktoś ich zobaczył, kapral zabiłby go i powiedział, że Eren go to tego zmusił. Przecież nie są homoseksualni, prawda? Gdy usłyszał pytanie kaprala zaśmiał się lekko i zaczął gładzić jego dłoń. Delikatnie. Otoczenie było zamglone. Jego ciało dochodziło do wcześniejszego stanu. Lubił to w sobie. - Możliwe, że jestem chory psychicznie. Nie robiono mi żadnych badań. Eren przysunął się bardziej do bruneta i mocniej się w niego wtulił.
- Heichou, powiedz mi...Co ty tak naprawdę czujesz, co?
Leżenie na jednym łóżku to jedno, a leżenie na kapralu to drugie, od tego trzeba zacząć. Dłoń zjechała z głowy bruneta na jego kark, potem błądziła chwilę po linii kręgosłupa, przejeżdżając po zagojonej skórze. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości. Tamten był młody, jednak nigdy nie zdobędzie żadnej blizny, żadnego fizycznego defektu. No a przynajmniej dopóki będzie miał moce tytana, jakkolwiek inaczej by ich nie nazwać. Wzdrygnął się na dotyk. Nie był przyzwyczajony. - Niektórym by się przydało. Mruknął, czyniąc aluzje co do poniektórych osobników, którym niekoniecznie był Eren. Na jego pytanie prychnął jedynie. 

- Ja? A czy ja mogę coś czuć? Przymknął oczy, niemal rozkoszując się tym chwilowym ciepłem, które go ogarnęło. 
Eren podniósł głowę i spojrzał na kaprala. No tak, beznadziejnie bezuczuciowy dupkowaty kapral. Szkoda mu się go trochę zrobiło. Ciekawe czy miał jakąś laskę.
- Musisz coś czuć, Heichou. Miłość na przykład. Kochasz kogoś, kapralu? Brunet dalej delikatnie gładził jego dłoń zataczając kółeczka. Miał idealnie porcelanową skórę. Eren uwielbiał ten odcień. Położył głowę z powrotem i spojrzał w sufit.
- Bo wiesz ja kogoś kocham. Skrycie, rozumiesz. Dziwne uczucie, jednak trochę się z nim borykam, ale daje rade. Trochę boli, trochę dokucza. Jak mój wcześniejszy ból pleców. Chłopak zaśmiał się, ale jego uśmiech szybko znikł. Szybko podniósł głowę i spojrzał na Leviego.
- Kochasz? Odpowiedz.
Odchrząknął w odpowiedzi. W normalnych okolicznościach młodzież po takim pytaniu musiałaby wyczyścić całą siedzibę, każdy skrawek podłogi i ściany, szczoteczką do zębów. Jednak dzisiaj nic nie było normalne. - Nie. Odpowiedź krótka, ale jakże zdecydowana. Nie wiedział, co znaczy kochać lub być kochanym. Któż by się zadurzył w kimś takim? Nikt. W kim by się zadurzył ktoś taki? W nikim. Zagadka roku rozwiązana. - W kim jesteś zakochany? Spytał bardziej z przeczucia "że tak trzeba" niż przez to, że na prawdę był ciekaw. Nie obchodziło go, co robią współpracownicy, dopóki w miarę dobrze nie pracowali i nie sprzątali po sobie. - Nie, nie kocham. 
Eren nie był zdziwiony odpowiedzią. Dobrze wiedział jak odpowie. Chciał się tylko upewnić czy dobrze myśli. Zrobiło mu się go trochę szkoda. Popatrzył na Leviego smutnymi oczami. Nie potrafił sobie wyobraźić jak on się czuje. Chociaż sam nie miał nikogo, ale kochał. Od dawna. To bydle.
- Nie chciałbyś? To całkiem fajne uczucie, kochać kogoś. Popatrz ile jest plusów. Budzisz się każdego ranka obok osoby, którą kochasz. Przytulacie się. Czujesz, że jesteście przy sobie blisko. Całujecie. Pogłębiacie swoją miłość. Eren uśmiechnął się lekko. Tak jak teraz o tym pomyślał, na prawdę chciał być kochany. Chciał zaznać tych wszystkich plusów.
- Boję się wyznać to osobie, którą kocham. To związek niemożliwy. Nigdy by się nie udało. Samo myślenie o tym boli, ale ja nic na to nie poradzę. Takie jest życie. Bolesne i bezlitosne. Chłopak przejechał palcem po klatce piersiowej przełożonego dochodząc do linii jego ust. Przetarł je lekko i znów gładził dłoń kaprala. Chciał go skarcić za to, że zwraca się do niego na "ty". Pragnął również uderzyć go w tą słodkawą mordę za próbowanie zmiękczenia kamienia jakim było serce tymi swoimi wielkimi oczyma. - Co mnie to? Żałosne uczucie. Tak na prawdę jednak nie chciał przyznać, że nigdy tego nie czuł. Nigdy żadna osoba go nie pocałowała nigdzie indziej, niż w policzek. Do listy zrobionych w życiu rzeczy nie mógł też zaliczyć spania z inną osobą na jednym posłaniu. Nie było na świecie persony, która chciałaby darzyć uczuciem "to". Powrócił z dłonią na głowę młodzieńca. - Nie chcesz to nie mów. Jednak w takim razie... jutro wyznasz to przed całym oddziałem, o tak. Już się cieszył na myśl, jakim poniżeniem może być to dla Erena. Palec chłopca nakreślił swym dotykiem linię pod której skórę kaprala co chwilę dotykały jakby elektryczne kopnięcia. Zacisnął wargi. Za takie ruchy szatyn jutro umrze. 
- Jesteś paskudny, Heichou. Nie, twoje zachowanie jest paskudne. Chłopak wstał i usiadł okrakiem na udach kaprala. Popatrzył na niego, po czym pochylił się nad nim i lekko musnął usta. Nie miał w sumie nic do powiedzenia. Rekacje mógł przewidzieć, znów będzie bolało, ale musiał.
- A co jeśli kocham takie wielkie bydle, które lubi mnie poniżać? Co wtedy zrobisz, Heichou? Chłopak lekko oparł głowę o jego klatkę piersiową, drugą gładził dłoń. Ah, jak cudownie. Czekam na siarczystego, kapralu. Albo nie, na kopniaka. Dobrze, że Levi nie słyszy co on myśli. Umarłby.
Syknął, bowiem prawie cały ciężar wyższego z tej dwójki przeniósł się na nieszczęsnego kaprala w jednym, dwóch miejscach. Trzeba przy tym było wiedzieć, że tamten mało nie ważył. Na początku obojętnie patrzył na zbliżającą się, jeszcze dziecięcą twarz. Kiedy jednak ich wargi się styknęły, oczy kaprala otworzyły się dwa razy szerzej, niż zazwyczaj, a mało osób widziało go w tym stanie. 
- Cóż mogę zrobić, kiedy dziś mam być dla Ciebie... miły? Rzucił, próbując naprędce ukryć zaskoczenie. Cholera, nie mógł nawet go odepchnąć bo zapewne poleciałby poskarżyć. Tak w zasadzie to się go nie bał, ani wywalenia z pracy również, jednak cóż, lepiej być ostrożnym... prawda? Zabrał dłoń, nie chcąc tego dotyku. Chociaż, cholera, jednocześnie był dosyć podniecający... 
- Hihi, kapralu, ale kłamczuszek z ciebie. Nie grzecznie tak. Nie dostaniesz prezentu jak będziesz kłamał. Mikołaj nie daje prezentów niegrzecznym kapralkom. Eren zakpił trochę z przełożonego ale nie oto mu chodziło. Czując jak Levi zabiera dłoń spojrzał na niego podejrzliwie. Objął ją ponownie i lekko pocałował. 

- boski...tak.. idealny. Dobrze wiedział, że mówi to nagłos. Nie przejmował się tym. Zbliżył się do ust kaprala i złożył na nich tym razem bardziej namiętny pocałunek. Złapał go za nadgarstek rękę kładąc koło głowy. Po głowie chodziły mu różne myśli. Jutro wszystko wróci do normy. Dostanie porządny łomot. Nie zbyt się tym przejmował.W sumie to miał to gdzieś. Mógłby go nawet zabić, nie byłby zły. To wszystko to tylko szopka, która odstawiał. Chyba trochę bez sensu.
- Jesteś....
Gdyby był kotem, zjeżyłby się w tym momencie. I mimo, iż zwierzęciem nie był, to można było zauważyć jak jego wargi lekko drgnęły, jakby zaraz miał warknąć. Zacisnął dłoń w pięść i kiedy twarz młodzieńca była bliżej, lekko ruszył nią w przód. 

- Och wiem. To wszystko już powoli przekraczało granicę moralności. Rzucił okiem za okno.Niedługo nie będzie się mógł powstrzymywać, a zostało jeszcze jakieś plus-minus dziesięć godzin tego dnia. Zamyślił się nad tym, jednak wszystko przerwało ponowne zbliżenie ich twarzy, ust. Zacisnął wargi, nie dając się. 
- Tak, jestem, nie widać? Rzucił niby to beznamiętnie, jednak ze słyszalnym pomrukiem zdenerwowania, kiedy tamten już się od niego oderwał. 
- Mogę kh... dać ci...kh... pocało...wać się, jeśli dasz mi spokój do końca tego dnia. Kapralowi z Erenie podobało się jedno - można było go torturować do woli, zostawić dwa kroki od śmierci, jednak ten po jakimś czasie i tak się zregeneruje i zabawę będzie można zacząć od nowa. 
 - Mhm, to dość kusząca propozycja, sir. Eren pochylił się i zamruczał mu do ucha, po czym znów namiętnie go pocałował. Tak do końca to sam nie wiedział co robi. Kochał go. I co mógł z tym zrobić? Nic. Levi dalej traktował go jak bezwartościowe gówno, jak śmiecia. Mimo to, próbował.
- Jesteś...mój. Jesteś mój, Heichou. Tylko mój. Znów pocałunek, tym razem dłuższy. Ręka Erena powędrowała na udo Leviego, drugą trzymał jego rękę. Zaczął obdarowywać jego szyję krótkimi, lecz czułymi pocałunkami, schodząc niżej. Nie wiedział, na co może sobie pozwolić. Chciał się z nim kochać. Tu i teraz. Marzenie.
 - Cały jestem kuszący, ale jeszcze raz się tak przybliżysz a... Nie dokończył, w końcu nie mógł go obrażać. Cholerne kh... zasady. Balansował na granicy wylecenia w pracy a bycia "zgwałconym" przez podwładnego. Na początku Eren sprawiał wrażenie bardziej zniechęconego tym, że to kapral go miał. Albo udawał wtedy, albo udaje teraz. Jednak czy był aż takim masochistą, żeby teraz jedynie odgrywać zakochanego? Ponownie odwrócił głowę, kiedy młodzieniec próbował go pocałować. - Och oczywiście, już lecę. W końcu nie miał jak uciec w którąś ze stron, wiec zacisnął wargi, niemalże tak mocno jak powieki. Dreszcz znów go przejął przy dotyku nogi. Cholera, nawet nie wiedział, że po tylu latach jazdy konnej jego skóra w tych okolicach była tak wrażliwa. Chwilę później niespodziewanie jęknął, kiedy usta Erena dotknęły szyi kaprala. "Kurwa" pomyślał jedynie, niemal wstydząc się tego odruchu. 
- Hihi, jaki niegrzeczny kapralek. No weź się trochę rozluźnij, nie bądź taki. Eren wsadził rękę pomiędzy jego nogi, dalej całując szyję. Miał na niego taką wielką ochotę, że sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że to wszystko jest bez sensu. Jutro nastanie, a on zamknie się w lochach i nie wyjdzie do końca życia ze wstydu. 

- Nie uciekaj ode mnie Heichou. Nie, nie uciekniesz ode mnie. Dzisiaj jesteś mój, malutki kapralku. - Chłopak zaczął się dobierać do ubrań Leviego. - Sam się rozbierzesz, czy może pomóc? Bardziej zamruczał niż powiedział. Był cały czerwony i spocony. Jego rany już się wyleczyły, mógł się trochę zabawić. Mimo tego, jak sie wszystko toczyło nie chciał mówić Leviemu o swoich uczuciach. To byłoby dla niego zarośnie wstydliwe. Przecież jest jeszcze niedojrzały, według kaprala.
 - Sam jesteś kapralek. Wyrzucił z siebie tylko, zaciskając usta, aby kolejne jęknięcie czy pomruk wydobyło się z nich. Następnego dnia Eren zginie... nie, jednak nie będzie jedynie torturowany tak, jak jeszcze nigdy, potem się zregeneruje, a kapral znowu będzie miał zabawę. Nawet nie myślał o tym, że może mu się to spodobać. Można powiedzieć, że na jego czoło wstąpiła żyłka słysząc wyrażenie "malutki". Wzrok zmienił się na iście morderczy. Już prędzej da się teraz zgwałcić niż pozwoli na siebie mówić malutki. Wyszarpał rękę z uścisku i zdzielił Erena po twarzy. Z obrzydzeniem spojrzał na jego oblicze. Przypominał teraz starego, grubego zboczeńca z tą różnicą, że był on jeszcze i raczej niezbyt gruby. 
- Kurna nie. Warknął, niemal tracąc panowanie. Och, jak jedno malutkie słówko potrafi zepsuć nastrój, nieprawdaż? Po namyśle i tak go nie wywalą, był zbyt zajebisty. Próbował zepchnąć z siebie chłopca nie zważając, że jest dwa razy cięższy, jednak w zasadzie, to drobne ciało Leviego gromadziło więcej siły. 

 Piekący ból, który poczuł na swoim policzku przeszył bruneta. Spojrzał na kaprala, którzy przeszywał go morderczym wzrokiem. Jego dotychczasowa aura zniknęła. Pojawiła się żądza mordu. Miał ochotę go po prostu zabić. Ale nie mógł. Nie potrafiłby nawet mu oddać. Złapał go mocno za koszule i położył głowę na jego klatce piersiowej. Poczuł spływającą łze. Kurwa. Nie mógł się teraz rozryczeć. Ale tak bardzo go pragnął, że nie mógł sobie z tym poradzić. Nie podnosząc głowy, powiedział coś co chciał powiedzieć od dawna.
- Kocham cię, Heichou. I co? Powiesz, że gówno wiem, że jestem niczym i nic nie rozumiem? Że sobie z ciebie żartuje? Że takie dziecko jak ja nie ma uczuć? Że ja nie potrafię kochać? Eren wszystko mówił przez łzy. Nie miał odwagi spojrzeć mu w oczy. Był teraz w takiej żałosnej sytuacji. Ale musiał mu wszystko powiedzieć, nie mógł już tego kryć. - Nie wiem, jak to się stało, że się w tobie zakochałem. Może dlatego, że jesteś dla mnie wzorem do naśladowania? Może dlatego, że spędzam z tobą dużo czasu? Nie mam pojęcia. Ale jesteś dla mnie ważny. Cholernie ważny.
Słuchał całego tego wywodu Erena z lekceważącym wyrazem twarzy. Wygniecie mu koszulę i jeszcze ją zmoczy tymi żałosnymi łzami. Odsunął od siebie jego łeb i ręce. - Gówno mnie to obchodzi. Możesz się nawet starać, możesz próbować, ale nazwiesz mnie małym czy kurwa malutkim, a po prostu zginiesz. Odepchnął go od siebie znów, jednak niestety najwyraźniej miał zbyt mało siły. Jedno słowo, a takie konsekwencje. Zgiął nogę w kolenie i kopnął chłopca w krocze, chwilę później doprawiając to uderzeniem go w podbródek. Wygramolił się spod niego i stanął obok łóżka, spuszczając mankiety koszuli, jednak przy każdej ręce najpierw parę sekund przyglądał się starym bliznom. Dłuższe, krótsze, mniej lub bardziej odznaczające się od jego skóry. Czy się ich brzydził? Nie, dla niego były to niemalże łupy wojenne, nagrody po starciach z tytanami. Zamiast życia oddawał samego siebie. Jednak kiedy zobaczył nieskalane ciało Erena poczuł ukłucie zazdrości. Jego ciało było takie nieskazitelne, czyste. Levi spojrzał jeszcze na bruneta i odszedł od mebla do krzesła, sięgając po swoją marynarkę. 
Zwinął się w kłębek czując ból w kroczu. Wił się z bólu przez dłuższą chwile. Z jego ust wydobyła się krew. Znów. Cholera jasna. Eren rozumiał dlaczego Levi się tak zachował. Boże, jaki z niego idiota. Miał ochotę zapaść się pod ziemie i nigdy już nie wyjść. Żenująca sytuacja.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam! Na prawdę przepraszam. Już nigdy tak nie powiem, przepraszam. Brunet resztką sił podniósł się do pozycji siedzącej i starł krew z ust. Spojrzał w stronę kaprala i spuścił głowę. Nie wiedział co teraz się stanie. Był przygotowany na najgorsze.
- Wybacz mi, proszę... Wstał z łóżka i złapał Leviego za rękę. - Proszę, sir...
Chwilę patrzył z pogardą na bruneta, potem podchodząc do drzwi i naciskając klamkę. Zamknięte, no tak. Spojrzał jeszcze na Erena, kiedy ten tak przepraszał. W sumie... czy zrobiło mu się go szkoda? Głupio, bardzo głupio było mu przyznać, ale tak. Przy ponownym dotknięciu, nieco gwałtownym, Levi wzdrygnął się. Teraz zaczął się zastanawiać, jak to jest być w łóżku z innym mężczyzną, choć nie był przekonany do tego, że było to dobre miejsce i czas na tego typu myśli. 
- Być może wybaczę, jeśli nie powiesz nikomu o tym, co tu się stało lub się stanie. Oznajmił, nie patrząc na drugą osobę, a na własną koszulę. Pognieciona. Właśnie znalazł kolejną karę dla Erena - wyprasowanie wszystkich jego koszul. 
Na usta bruneta wkradł się lekki uśmiech. Nie był pewien, czy da się przeprosić. Jezu, jaki był szczęśliwy. Podszedł do Leviego i objął go w pasie. - Nigdy nie pisnę słówka, sir. Oznajmił, po czym przytulił się do jego szyi. Poczuł zapach lawendowego żelu pod prysznic, którym Heichou zawsze się myje. Z wypiekami na twarzy wciągnął zapach i lekko ucałował mu szyje. Aż miał teraz ochotę zabić jakiegoś tytana ze szczęścia. Roznosiło go. Nie mógł uwierzyć, że Levi mu wybaczył. Przecież on nigdy nie wybacza. Jakim był szczęściarzem. Cóż, można powiedzieć, że nawet był najlepszy. Nie, nie przesadzajmy.
- Zrobię co tylko będziesz chciał. Zawsze, sir.
 Jeśli to wszystko faktycznie miałoby zostań między nimi, to w zasadzie nie zaszkodzi spróbować. Miał tylko nadzieję, że osoba pokroju Hanji, Petry czy innej kobiety czyli Erwina nie stoi właśnie pod drzwiami czy ścianą i ich nie podsłuchuje. Naparł na ciało chłopaka aby cofnął się i usiadł na łóżku, a na jego twarzy oprócz niezmiennego wyrazu twarzy można było widzieć lekki rumieniec. Usiadł podwładnemu na kolanach okrakiem, wcześniej znów odwieszając marynarkę na oparcie krzesła. Pewnym ruchem złapał jego twarz, jednak zamiast zadania mu ból, pochylił się lekko i pocałował jego policzek. Teraz to on przejmie inicjatywę, w każdym razie nie widzi mu się rola samego siebie na dole. 
Czuł, że rumieni się jeszcze bardziej. Teraz był czerwony jak burak. Popchnięcie na łóżko, ciężar na kolanach, pocałunek w policzek. I teraz to już zwariował. Był pewien, że Heichou chce przejąć inicjatywę, więc się nie opierał. Ale tak bardzo chciał go teraz pocałować, że nie mógł wytrzymać i wpił się w usta przełożonego. Były zabójczo miękkie i smaczne, pięknego koloru malin. Cudowne. Ręce oparł na jego barkach, rozkoszując się chwilą bycia blisko z kapralem.
Odchylił głowę, przymykając oczy, jednak chwilę później ponowie został przyciągnięty do podwładnego. Nie opierał się przed tym pocałunkiem. W zasadzie nie był taki zły. Wargi Erena zmakowały krwią, były szorstkie, jednak były ciepłe i jakby idealne do pocałunków. Choć w zasadzie, to nie tylko do całowania... Na samą myśl Levi zarumienił się jeszcze bardziej. Oderwał się od niego na chwilę, aby zaczerpnąć powietrza, przy czym spojrzał za okno, co w zasadzie weszło w jego nawyk dosyć szybko. Odwrócił się ponownie do podwładnego, a jego oczy zalśniły, jakby ktoś w końcu tchnął w nie... życie? Wcześniej matowe i znudzone, teraz jakby lekko się ożywiły. Chude ręce splotły się na szyi Erena, a ich właściciel znów przyciągnął chłopca do siebie w celu ponownego złączenia ich w pocałunku, tym razem nieco bardziej namiętnym.
Zaczął obdarowywać jego szyję pocałunkami, co chwile ssąc ją i przygryzając. Dobrał się do koszuli przełożonego, której szybko się pozbył. Ułożył się w takiej pozycji, by podziwiać jego umięśniony i gładki tors. Zaczął lizać każdy zakamarek rozkoszując się zapachem żelu pod prysznic. Przeczesał jego włosy ręką i znów połączył ich w brutalnie namiętnym pocałunku.
Cholera, nie robił tego od tak dawna z kobietą, a z mężczyzną miał być to jego pierwszy raz. Coraz bardziej się rumienił, czując niemały ucisk w bokserkach. Dłonie kaprala przemieściły się na włosy Erena, przyciskając jego głowę do swojej szyi. Spojrzał tylko na koszulę i przerwał na chwilę, wyginając ciało w łuk porwał ją z podłogi i położył na krześle obok marynarki. W końcu to nie mogło się pobrudzić. Położył się pod wpływem chłopca choć średnio mu się podobało, że znalazł się na dole. Chwilę później zapomniał o tym, kiedy to miękki język zaczął ślizgać się po niezabliźnionej skórze. Jęczał co chwilę pod wpływem przyjemności, już nawet nie próbował się hamować. Z przyjemnością oddał pocałunek. Cholera, dobrze się dobrali. Kapral i tytan byli niewyżyci. Eren chwilę potem miał w połowie zsuniętą koszulę, zaś kiedy na chwilę się od siebie oderwali, ta wylądowała na krześle razem z białą koszulką kaprala. Ręce tego drugiego zaczęły błądzić po nieznanym ciele, napawając się tą czystością jego skóry. Była taka cudowna. Gładka, bez żadnych blizn czy innych śladów, pamiątek. W końcu palce zaczęły przesuwać się niebezpiecznie blisko granicy spodni, żeby chwilę później rozpiąć je ruchem niemalże wyuczonym kontaktami z płcią przeciwną.
Oderwał się na chwile od kaprala i cicho zaśmiał.
- Nawet w takiej sytuacji dbasz o czystość? Ale to nic, to w tobie uwielbiam najbardziej. - Czując jak jego spodnie zsuwają się na podłogę, nie zostawał dłużny. Ściągnął spodnie Leviego i odłożył je na krzesło, gdzie leżała reszta rzeczy. Przy okazji podniósł swoje i również tam umieścił. 

- Żeby się nie pobrudziły. - Powiedział z nutą śmiechu w głosie i znów zaczął lizać tors kochanka, zawadzając o sutki, które lekko przygryzał. Językiem powrócił w stronę twarzy kaprala i szybkim ruchem wsadził go do ust bruneta penetrując jego wnętrze, zaś drugą ręką zjechał do okolicy majtek i lekko masował naprężoną już męskość Leviego. W powietrzu rozpływał się czysty erotyzm. Spocone ciała kochanków motywowały ich jeszcze bardziej. Eren czuł, że mógłby robić to z nim cały czas. Bez przerwy. Był szaleńczo zakochany, a po takich wydarzeniach jego uczucie się tylko pogłębi. Oderwał się na chwilę od bruneta i spojrzał mu głęboko w szare tęczówki. Szaleńczo tańczące ogniki,których nigdy nie widział. Objął jego rękę i lekko ucałował.
- Kocham cię, kapralu. - Powiedział, po czym pozbył się jego bokserek. Objął w dłoń naprężoną męskość Leviego i lekko masował, aby za chwile włożyć ją sobie do ust i rozkoszując się chwilą. Ssał i masował penisa kochanka. Drugą ręką błądził po jego idealnym torsie, co chwilę zahaczając o sutki.
Warknął coś pod nosem, jednak tym razem nie zamierzał psuć chwili. Może to było głupie, być pedantycznym w takich warunkach, jednak nic na to nie poradzi. W końcu chciał, żeby było w tym coś idealnego. Tak, czystość była idealna. Dlatego podziwiał Erena. Nie, nie jego. Jego skórę. O tak, ona była tak cudowna... Drobne dłonie z długimi palcami kaprala prześlizgnęły się w górę torsu Erena, chwilę później go puszczając, aby mógł posprzątać. Kapral niemalże uśmiechnął się, widząc to. Dobrze się czuł kiedy widział że ktoś sprząta, że nie musi odwalać całej roboty. Zanim młodzieniec przywarł do jego klatki piersiowej, przyciągnął jego usta na chwilę do swoich.
- Tak w nagrodę. - Usprawiedliwił się, sekundę później z jękiem opadając na poduszki. Nigdy by nie powiedział, że ma tak delikatne uda, a co dopiero sutki. Usta miał otwarte, a ciało wygięte w delikatny łuk. Chwilę później jego usta zaczęły być pieszczone od środka, co było tak dziwnym i specyficznym uczuciem, że nie mógł powstrzymać się przed lekkim zmarszczeniem brwi. Czując dotyk na materiale ledwo zakrywających jego erekcję, Niemal odruchowo poruszył biodrami, domagając się więcej pieszczot w tamtych okolicach, a przy tym zajęczał głucho wprost w usta Erena. Wplótł palce w miękkie kosmyki włosów partnera, lecz kiedy ten się odsunął, ręce zsunęły się lekko na jego idealny kark. Boże, dlaczego on jego wcześniej nie widział, dlaczego nie zdawał sobie sprawy, jaką czystość codziennie upokarzał. Nie, żeby było mu teraz szkoda, jednak ach...! Przecież powinien wiedzieć. Na słowa Erena jego policzki stały się nieco czerwieńsze, choć myślał, że już bardziej być nie mogą. Zapewne policzki i grzbiet nosa wyglądały teraz niczym świeżo poparzone, przynajmniej on sam sobie tak to wyobrażał.
- Każdy mnie kocha. - Zdołał tylko rzucić zanim jęknął z rozkoszy. Opadł na poduszkę, teraz jęczał już prawie co sekundę. Żadna kobieta nie doprowadziła go do takiego stanu. Dosłownie, żadna. Już chciał położyć mu rękę na głowie, kiedy palce tamtego napotkały stwardniałe sutki kaprala. Małe ciało wygięło się jeszcze bardziej, a sam właściciel tak zakrztusił, że przez pierwsze kilka sekund nie mógł oddychać. 

- Eren...- Wychrypiał tylko, zakrywając dłonią oczy 
Widząc jaką rozkosz sprawia to kapralowi Eren posunął się o krok dalej.
- Ja cie kocham najmocniej ze wszystkich. Najbardziej cię pragnę. Dla mnie jesteś idealny. Dla nikogo więcej. - Kiedy Eren skończył zajmować się męskością Leviego przesunął jego ciało tak aby miał większy dostęp do niżej partii ciała. Twarz chłopaka była cała zaczerwieniona z podniecenia. Przysunął się i całował namiętnie usta wybranka. Jego dłoń powędrowała do wejścia kaprala. Na początek jeden palec. Ruszał nim powoli, aby nie skrzywdzić Leviego. Potem drugi. Jego usta znów namiętnie zaczęły lizać i gryźć tors wybranka. Dwa palce drugiej dłoni włożył mu do ust. Sam wydobył z siebie krótki jęk, mimo że on tu pieścił, a nie był pieszczony. Poruszał palcami przez dłuższy czas. Wyjął je i seksownie oblizał. Znów przywarł do ust kaprala. Szaleńczo smaczne usta. Ssał i zagryzał. Jednym, szybkim i płynnym ruchem wszedł w niego lekko przy tym jęcząc. Ah, uwielbiał ten stan. Czekał na dalsze wskazówki. Nie wiedział, czy Levi jest gotowy, aby Eren mógł się w nim poruszać. Nie chciał go skrzywdzić. Był dla niego niczym skarb. Nie mógł go stracić.
Patrzył w szmaragdowe oczy, uśmiechając się delikatnie. Przyjemność sprawiały mu te słowa bo wiedział, że są mówione prosto z rozszalałego serca chłopca, a takie ponoć trafiają najmocniej. Pogłaskał go po włosach, siląc się na czułość. W końcu on nie miał takich uczuć, potrafił je tylko udawać, grać niczym aktor teatralny, przedstawiając swój talent przed innymi na co dzień. Młodzieniec skończył z nim na dole, jednak nie dał mu dojść, czym kapral był cholernie niezadowolony i wyrażał to w krótkich warknięciach. Objął jednak ciało Erena, nie protestując przy pocałunku. Czując, że coś znalazło się w środku drobnego ciała, kapral jęknął z bólu prosto w usta Erena, a z jego oczu poleciały pojedyncze łzy. Cholera nie sądził, że było to tak bolesne! Dłonie prześlizgnęły się krzywym torem po gładkich plecach, pozostawiając za sobą czerwone pręgi wyrobione przez paznokcie. Kiedy do pierwszego doszedł drugi palec, kapral krzyknął, zaś jego usta zostały otwarte, oczy przymrużył i zasłonił przedramieniem, żeby tamten nie widział, jak spod powiek czarnowłosego wylatują drobne łezki. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że bolało, ale zarazem podniecało. Jego penis już chwilę później ponownie był naprężony. Ze zdziwieniem kapral mógł przyznać, że jego biodra wolno poruszały się. Spomiędzy warg Leviego co chwilę wylatywały krótkie jęki, dopóki i w jego ustach nie znalazły się palce, powodując krótkie zakrztuszenie się. Początkowo tylko je gryzł, potem zaczął lizać i ssać, sprawnie operując językiem. Otworzył na chwilę oczy, nie czując już rozdzierającego ucisku przy końcu pleców.
- Ohydne.- Zdążył powiedzieć, nim ponownie usta zostały zatkane, tym razem ustami kochanka. Ugryzł go, czując w sobie coś grubszego i dłuższego niż palce Erena. Splótł mu ręce na szyi, a nogi za plecami, tym samym nabijając się na jego członka do końca. 

- Er... - Wyjęczał przy tym, podciągając się na jego szyi i jakby przytulając. A raczej imitując przytulenie. Wolał jednak, żeby zrobili to wszystko na siedząco, kiedy to on będzie na górze. 
- Heichou... - Zdołał tylko wydusić, po czym zaczął powoli się w nim ruszać. Nie zaprzestawał pieszczotom. Co chwile gładził, lizał i ssał tors Leviego, zahaczając o usta. Atmosfera przepełniona erotyzmem tylko go pobudzała. Z chwilą zaczął poruszać się szybciej. Zwalniał co jakiś czas, aby szybko nie dojść, chociaż już tak mało brakowało. Chciał się z nim kochać wieczność. Zatrzymał się w pewnym momencie i spojrzał na Leviego. Wziął jego dłoń i przyłożył sobie do klatki piersiowej. Przyśpieszone bicie serca. Wszystko czynił z miłości do przełożonego.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, tak szaleńczo cię kocham, Heichou! -  Raczej wykrzyczał, niż powiedział. Miał tylko nadzieje, że nikt ich nie podsłuchuje. Mieli by kłopoty. Ale w tym momencie to nie było najważniejsze. Znów zaczął się w nim poruszać. Zwiększał tępo, by po chwili zwolnić. Pochylił się nad nim i zaczął całować każdy zakamarek jego torsu i twarzy. Obojczyki. O taaaak. Były przecudowne.
Nie chciał znaleźć się pod nim, jednak nie miał siły by protestować, kiedy ten zaczął się poruszać. W takiej pozycji zdjął nogi, rozszerzone układając po obu stronach ciała Erena. Puścił też jego szyję, aby parter mógł zająć się pieszczeniem pozabliźnianej, bladej skóry Leviego. Sam jeszcze nie doszedł, choć był już tego blisko, do czego stymulowało go wcześniejsze niedokończone przez chłopca obciąganie. Zdziwiony tym brakiem jakiegokolwiek ruchu, otworzył oczy na cienkie szparki, które chwilę później rozszerzyły się. Dotknął ciała młodzieńca, czując oszalały puls pod skórą. Gorącą skórą. Przez chwilę zaczął myśleć, przez co tamten jest tak rozpalony, przerwał jednak słysząc to wyznanie. Nie mógł odpowiedzieć. W zasadzie nie wiedział, co do niego czuł, po prostu było mu teraz... przyjemnie? Jak nie było od miesięcy. Uszy nieco drażnił jego krzyk, ale byli w takim amoku, że mógł mu to wybaczyć. Uśmiechnął się lekko, pobłażliwie, głaszcząc chłopięce włosy. Sekundę potem przestał, ponieważ tamten powrócił do przerwanej czynności. Levi jęczał co chwilę dziwiąc się, że potrafi jeszcze utrzymać wytrysk. 
Wyszedł z niego aby zając się jego męskością. Ponownie wziął penisa do ust i szaleńczo ssał i masował. Tym razem chciał go doprowadzić do istnego orgazmu. Drugą ręką błądził po jego ciele. Zamyślił się na dłuższą chwile zwalniając ruchy. Tak na prawdę to mówił to wszystko prosto z serca. Nie usłyszał odpowiedzi. Nie mógł wyczekiwać, że Levi rzuci mu się w ramiona i powie, że też go kocha, jednak niepewność się z nim nie rozstawała. Wybudził się jakby z transu i przyśpieszył ruchy warg i dłoni. Trzy palce drugiej ręki wsadził w jego anus. Ruszał nim szybko i zaborczo, sprawiając kochankowi istną przyjemność. Tak jak teraz myślał, to sam chciałby być tak pieszczonym.
- Dobrze ci? Zapytał masując penis Leviego, po czym pochylił się nad nim i namiętnie ucałował. W pewnym momencie poczuł maź spływającą mu po palcach ręki. Zlizał wszystko dokładnie i wziął kaprala na ręce po czym usiadł i usadził go sobie na kolanach.
Młody był dobry, to kapral musiał przyznać. Był w zasadzie hm... ciekaw, czy wcześniej jeszcze na kimś trenował. Kiedy o tym pomyślał, coś go ukuło. Oho, czyżby zazdrość? Pod wpływem tej emocji jego ręka opuściła się na łeb Erena, zmuszając do szybszego poruszania nim. Szybszego i głębszego. Niemal nie pozwolił mu przestać, nawet na tą jedną chwilę. Jęknął czując, że jest blisko, a chwilę później niemal krzyknął, czując palce tam, gdzie chwilę wcześniej był penis Erena. Wygiął się w lekko łuk, zaciskając ręce na kocu, głowę odchylając w tył. Przyjemnie. Ba, cudownie. Jednak nawet pod przymusem by się do tego nie przyznał. Nie odpowiedział więc na pytanie chłopaka. Własnymi palcami zaczął szczypać i drażnić swoje sutki, żeby szybciej wykończyć. Chwilę później poczuł, że dłużej nie wytrzyma.
- Ere... Wychrypiał jednak nie dokończył,bo doszedł, a sperma wylała się z niego na młodzieńca. Kapral opadł niemal bez sił. Nigdy nie czuł się jaki wykończony, nigdy. Dosłownie. Gdy został przeniesiony na kolana Erena, zrobił się jakby... jeszcze mniejszy. Oplótł kochanka rękoma, przytulając się ściśle. Nagle zrobiło się mu przeraźliwie zimno i mimo, że w normalnych warunkach wolałby umrzeć z zimna niż się do niego przytulić, jednak to nie były normalne warunki, jak chyba stwierdził już wcześniej. Przysunął się jeszcze bliżej, stykając ich członki i nogi splatając za plecami chłopaka. 

Eren sapnął ciężko. Był cholernie zmęczony. Ale jaki zadowolony. Już od dawna pragnął Leviego. Jego ' marzenie  w końcu się spełniło. Teraz zastanawiał się nad tym co będzie dalej. Wszystko wróci do normy. Heichou dalej będzie się nad nim znęcał, mimo tego, co między nimi zaszło. Nie chciał tego. Tak bardzo nie chciał go stracić, nie mógł o tym myśleć, więc szybko wygonił te myśli i przytulił się do torsu kochanka.
- Kocham cię. - Jego ton głosu był słaby, ale pełen szczęścia. Bo był szczęśliwy. Tak bardzo, jak nigdy przedtem. Wstał i położył Leviego na łóżku i ucałował w usta, a sam usiadł na skrawku materaca i spuścił głowę. Uśmiechnął się pod nosem.
- Co teraz będzie? - Jego ton stał się.. smutniejszy?
Przytulał się do gorącego ciała, drżąc z zimna. O ile jeszcze chwilę temu było mu gorąco, teraz ostudził się nieco i zetknął z okropnie chłodnym  powietrzem. Złożył głowę na Erenowym ramieniu, nadal próbując uspokoić oddech. W końcu jednak wziął głowę i zaczął delikatnie skubać skórę na szyi... partnera? Kochanka? Sam nie mógł tego zdefiniować. Jeszcze rano był idiotycznym podwładnym. Słysząc wyznanie, niemal zachłysnął się powietrzem, jako odpowiedź zostawiając mu na szyi małą malinkę, której chwilę później nie było widać. Ręce przejechały po jego kręgosłupie. Przy zmianie pozycji mruknął niezadowolony, znów zimno. Przejechał mu po ustach językiem, po chwili oderwał się i wpełznął pod koc. Położył się bokiem, z głową na poduszce.
- Nie wiem. - Odparł zgodnie z prawdą. 

Eren zmarszczył brwi i zacisnął pięści, po czym wstał.
- Tak myślałem. - Odparł i sięgnął po koszule aby narzucić ją sobie na ramiona. Zrobiło się tu chłodno. Lewą ręką rozmasował sobie bolące ramie. Nie miał pojęcia czemu siedział tyłem do twarzy Leviego. Przecież uwielbiał na niego patrzeć. Ta cała sytuacja nie dawała mu spokoju. Odwrócił się w stronę łóżka. Popatrzył chwilę na Leviego i szybko położył się koło niego. Gładził mu policzek i wpatrywał się prosto w oczy kochanka.
- Nie chce żeby było jak przedtem. Nie jest już tak samo między nami. Chyba, że ty to widzisz inaczej niż ja. Moim zdaniem nie była to jednorazowa przygoda. Teraz, kiedy wiesz co do ciebie czuje nie mógłbym znieść wcześniejszej sytuacji. To byłoby dla mnie za dużo. Wybić tytanów i żyć w niespełnionej miłości.
- Heichou, zakochaj się we mnie! -  Krzyknął po chwili podnosząc się i łapiąc bruneta za twarz.
 Śledził wzrokiem Erena. Cholera, jaki on był idealny, idealny! Chciał do niego podejść, jednak zrezygnował gdy tylko odchylił nieco materiału i wniknęło pod niego niezagrzane powietrze. Po założeniu koszulki przez chłopca odwrócił wzrok i sięgnął po swoją bieliznę, zakładając ją naprędce pod przykryciem. Odsunął się, robiąc chłopakowi miejsce którego i tak ledwo starczyło. Okrył go, chwilę później przysuwając się i dotykając jego torsu swoim. Patrzył w górę, w szmaragdowe oczy. Niemal uśmiechnął się na jego wywód. Niemal. Zdziwił się, że w ogóle był do tego zdolny. Westchnął tylko. 
- Gdybym zmienił nastawienie do ciebie, reszta zaczęłaby coś podejrzewać. To nie byłoby normalne. - podciągnął się, żeby krótko musnąć usta podwładnego, na koniec lekko przygryzając mu wargę. Pokręcił głową, słysząc te słowa. 
- Czy ja jestem maszyną, która może się zakochać we wszystkich od tak? - Wyszarpnął głowę, odwracając ją w bok. 
Eren opadł ciężko na poduszkę. No tak, w sumie miał racje, jednak to tak nie działało.
 - Wiem, że na wszystko potrzeba czasu. Rozumiem to. Nie jestem chyba aż tak.. ułomny. - Ostatnie słowo podkreślił. Cholera, nie wiedział co miał robić. To była dość trudna sytuacja. Teraz, kiedy się do siebie zbliżyli wszystko się pogorszyło. Chciało mu się wyć, a zarazem był szczęśliwy i miał ochotę się uśmiechać. Prychnął lekko i przerzucił Leviego tak, że ten teraz na nim leżał. Objął go i pocałował.
- Mimo to postaram się na ciebie poczekać. Choćby rok, dwa. Będę czekał. A w tym czasie będę starał się abyś się we mnie zakochał. No, jak nie zginę. Ale cóż, wszystko może się zdarzyć. - Uśmiechnął się lekko i pogładził włosy kaprala. Nikomu go nie odda.
- No nie wiem. Prychnął rozbawiony. - Podciągnął sobie nakrycie niemal pod nos. Mruczał coś nieszczęśliwy, gdy ponownie go przenosili. Czuł się jak kot, którego co chwilę gdzieś noszą, odstawiają w inne miejsca. Fuknął niezadowolony, jednak nie ruszył się z niego, w końcu było mu ciepło. Podciągnął kołdrę tak, żeby zakrywała ich do głowy, a raczej jego do głowy, bowiem ułożył ją na obojczyku Erena. 
 - Możesz czekać. Ale może to nic nie dać. - Przekręcił łeb, gryząc miejsce na którym przed chwilą się opierał. Z fascynacją przyglądał się przyspieszonemu procesowy leczenia. Na koniec splótł ich dłonie. Nie miał ochoty się nigdzie ruszać i postara się o to, żeby tak się nie stało.

~~~
Witamy! >w< Z góry, a w zasadzie to z dołu z mojej strony miejcie przeprosiny za zcukrzenie *istnieje takie słowo?* Kaprala. Gomene! (>^<) 
Myślę jednak, że nie jest to takie złe... poza tym są seksy czyli to, co Nezumi kocha najbardziej.

Poza tym projekt miał się ukazać parę dni po Mikołajkach, ale jestem leniwą dupą, a dodatkowo internet mi siadł i cóż... (>^<)
W każdym razie jednak - wszystkim czytelnikom życzymy Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! I niech los zawsze Wam sprzyja~

7 komentarzy:

  1. *tamuje krwotok z nosa* Gz... Nie myślałam, że komuś uda się napisać opowiadanie o tej parze niesamowicie pasujące do charakterów i położenia bohaterów *^*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra! Miałam skomentować wczoraj, ale komórka mi nie pozwoliła, a obiecałam Rogaczowi więc:
    *Zacznę od strony graficznej:*
    Są wypowiedzi, które nie wiem gdzie się kończą, a myśli mogłybyście zapisywać kursywą albo (skoro wypowiedzi macie w myślnikach) w cudzysłowach, łatwiejsze dla czytelnika~

    *Co to samego tekstu:*
    ((Pragnę zaznaczyć, że pisze to raczej z pozycji obojętnej gdyż kiedyś lubiłam ten pairing, teraz mi zobojętniał delikatnie mówiąc.))
    Wasze opowiadania są dość dynamiczne i nawet nie chodzi tu o zbyt krótkie opisy czy przemyślenia bohaterów, ale o same podejmowanie decyzji przez bohaterów, co tu szczególnie można przyuważyć w zachowaniu Erena w stosunku do Leviego.
    Levi jest dupkiem - Eren się focha
    Levi jest gorszym dupkiem - Eren go przytula.
    Co do reszty jestem całkowicie świadoma, że nie da się napisać pairingu nie zmieniając ani trochę charakteru, dlatego reszta myślę, że jest w porządku.
    Całość oceniam na 7/10
    Jest dobrze i mam nadzieje, że się jeszcze rozkręcicie, będę obserwować wasze postępy, dobra robota, kobity <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem... spóźniona ale jestem D:
    Zgadzam się z Aki-chan. Ogólnie dobra robota jednak troszkę błędów było. Jednak przyjemnie mi się to czytało. Nie które momenty były takie awwww *-*
    Mam nadzieję, że szybko wrzucicie coś nowego *.*
    Cukrów, weny i myłości~ <333

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest epickie *^*

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie więcej z tym paringiem? Pliiiiss?!
    Epickie! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniałe!!!! Uwielbiam Erena i Levi'ego <3 świetnie piszesz ^_^

    OdpowiedzUsuń

© Szablon wykonała Chan Lee dla Land of Grafic
© Obrazek pochodzi z zerochan © Tekstury od Yassmine.