Przegrali. Haruka w zasadzie
nie zdziwił się. Dyskwalifikacja. Jednak, opłacało się. Płynął z Rinem.
Stare uczucie odżyło w sercu, jednak w niezbyt przyjemnej postaci bólu.
Podczas powrotu do hotelu milczał. Nic nowego, jednak w jego oczach
malowała się mieszanina smutku, przerażenia i radości. Dlaczego
przerażenia? Jego przyjaciel go kocha. Nie chciał do tego dopuścić za
wszelką cenę, jednak najwyraźniej zorientował się nieco zbyt późno. Co
jakiś czas zerkał na Tachibanę. Bał się zostać z nim w pokoju, sam na
sam. Dobrze, że chociaż spakował się wcześniej. Dobrze, że pływał. To
pozwoliło mu oczyścić głowę z dziwnych myśli.
Tachibana nie wierzył. Nie
wierzył w to, co się zdarzyło. Nie dochodziło to do niego. Był taki
słaby... To przez niego. To przez jego słabość przegrali. Gdyby tylko
miał w sobie więcej werwy, więcej pozytywnych emocji, ale... nie umiał.
Był przegrany. Szedł z resztą składu, którzy zaciekle o czymś
dyskutowali. Tylko Haru był przygnębiony i nieobecny. Miał tego dość.
Zaczął biec przed siebie nie zwracając uwagi na to, że przyjaciele go
nawołują. Miał to kompletnie gdzieś. Teraz chciał pobyć sam. Udał się
jak najszybciej do pokoju hotelowego. Zdjął ubrania i rzucił się na
łóżko w samych bokserkach. Dalej nie dochodziło do niego, że to był
najgorszy dzień w życiu. Chciało mu się płakać. Czuł, że jego serce
rozpada się na miliony kawałeczków. Jedynym, czego teraz pragnął było
to, aby wszedł teraz Haru, przytulił go, pocałował i powiedział, że
będzie dobrze. Byłby szczęśliwy. Chociaż odrobinkę. Nawet nie zauważył,
kiedy zdążył zasnąć.
Podniósł wzrok widząc, że Makoto oddala się
biegiem. Było mu trudno. Bał się, że kiedy wróci do pokoju hotelowego,
coś się stanie. Jednak przed budynkiem jakby nigdy nic pożegnał się z
Reiem i Nagisą, którzy odeszli w nieco innym kierunku. Wszedł do środka,
jak najwolniej pokonując schody. Cicho otworzył drzwi pokoju, jednak
widząc śpiącego kolegę rozluźnił się. W zasadzie było mu go szkoda. Po
zamknięciu drzwi niepewnie, wręcz na palcach, podszedł do śpiącego
mężczyzny i pochylił się, odgarnął kosmyk spadający mu na twarz. Sam nie
wiedział, co tak właściwie do niego czuje. Nienawidził go, jednocześnie
bardzo mu współczując i było jeszcze jedno uczucie, którego nie
potrafił nazwać. Położył się na łóżku obok w kąpielówkach, nie zadając
sobie nawet trudu, żeby iść i coś zjeść, czy się umyć. Nakrył się kocem i
wpatrywał w sufit, co jakiś czas zerkając na śpiące lico Makoto
Tachibany.
Makoto przebudził się słysząc skrzypienie łóżka. Przetarł
oczy, od razu przeklną się za to, przecież one są tak wrażliwe, tym
bardziej po chlorze z basenu. Podniósł się do pozycji siedzącej. Tak na
prawdę nie wiedział, co się wokoło niego dzieje. Nie zauważył nawet, że
Haru jest obok. To było dziwne, przecież leżał koło niego. Zaśmiał się
lekko i odwrócił w stronę drugiego łóżka. Haru wpatrywał się w niego
niebieskimi tęczówkami, które tak uwielbiał. Podrapał się po policzku.
Poczuł piekący ból. Nie zwracał na to uwagi. Nie wiedział jak rozpocząć
rozmowę z nim. Od samego patrzenia na niego miał wielką ochotę się na
niego rzucić. Był taki cudowny. Teraz widział każdy zakamarek
umięśnionego torsu, który doprowadzał go do szaleństwa. Wstał i usiadł
na łóżku obok leżącego bruneta, który ciągle mu się przyglądał. Czekał
tylko na pytanie „co chcesz zrobić?”. Nie odpowiedziałby. Sam nie wie,
co chce w tej chwili zrobić. Dotknął lekko policzka Haruki. Poczuł jak
ciało bruneta drży. Bał się go?
Drgnął widząc, że zielone oczy są
otwarte. Nie mógł oderwać od nich wzroku. Źrenice rozszerzyły się lekko,
wodząc wzrokiem za tymczasowym współlokatorem. Czuł strach przed tym,
co może teraz zrobić. W końcu w hotelu o tej porze nie było dużo ludzi,
nikt by nic nie usłyszał... Jednak musiał przestać miewać złe myśli.
Chyba nie posunąłby się "z miłości" do molestowania, prawda? No,
przynajmniej Haru miał taką nadzieję. Skulił nogi pod brodą, podnosząc
się do siadu, kiedy szatyn naruszył jego strefę osobistą.
- Wróć na swoje łóżko. - Oznajmił cicho, niezbyt pewnym głosem.
Odtrącił szybkim ruchem jego rękę, dotyk pozostawił po sobie gorący ślad
na skórze. Nie wytrzymywał. Jego ręka, jakby z własną wolą, podążyła z
plaskiem ku policzkowi Makoto. Po tym odruchu Haruka szybko cofnął się
pod ścianę. Patrzył w twarz byłego przyjaciela, będąc przerażonym.
Tachibana przez dłuższą chwilę był oszołomiony. Upadł na podłogę robiąc
wielki huk, ale nie z powodu siły uderzenia, po prostu był zaskoczony.
Oczy miał szeroko otwarte a usta lekko rozchylone. Głowę trzymał w dole.
Złapał się za policzek. To było jednak mocne uderzenie, skoro z nie
wiadomo, jakich powodów jego warga była rozcięta, a krew kapała na
podłogę. Przetarł lekko posokę ręką i próbował wstać. Stanął tyłem do
swojego wybranka. Odwrócił się do niego i spojrzał mu w oczy, po czym
powiedział coś, co najwyraźniej zaskoczyło bruneta.
- Ja nie będę bez ciebie żyć, rozumiesz? Nie będę. Po tych słowach
zamknął się w łazience i siedział tam dobre kilka minut.
Był chory.
Psychicznie chory, tak dokładniej. Objął kolana ramionami. Mógł teraz
uciec. Ale gdzie? Był w obcym mieście, nie znał tu innego miejsca oprócz
basenu, a tam iść zwyczajnie nie chciał. Nie chciał iść nigdzie do
miasta, zbyt duży natłok ludzi. Nie wiedząc, że Makoto znajduje się w
łazience, szybko ubrał buty i pobiegł tam. Nie zwrócił uwagi na jego
obecność, bowiem od razu podbiegł do toalety, schylił się i zwymiotował.
Jedynie tyle potrafił teraz zrobić.
- Co zamierzasz, Haru? - zapytał obojętnym głosem Tachibana, siedzący w
rogu łazienki. Gdyby miał inny charakter można byłoby powiedzieć, że
miał wszystko w dupie, ale jednak tak nie było.
- Bo wiesz.. ja nie wiem. Odrzuciłeś mnie. Czuje się okropnie, wiesz?
Jest mi wstyd. Nie wiem, dlaczego ale mam ochotę utopić się, skoczyć z
mostu lub po prostu wbić sobie nóż prosto w serce. Ah nie, ja nie mam
już serca. Ono się rozpadło na miliony kawałeczków.
- Dlaczego masz taki trudny charakter, Haru? Powiedz mi. Kochasz kogoś? I
nie pytam tu o wodę, znam cię nie od dziś, wiem, że to twoja miłość. Bo
wiesz.. ja kocham. Ja kocham ciebie. Ale.. ty mnie nie. I to.. jest tak
cholernie trudne, wiesz? Boli mnie to Haru. A Ty? Jak ty się z tym
wszystkim czujesz? Bo wiesz, jeśli kogoś kochasz to powiedź mi to teraz,
nie zwlekaj, nie daj mi się rozbijać jeszcze bardziej. Na ustach
Tachibany można było dostrzec nieszczery uśmiech. To było takie
żenujące.
Stał skulony nad toaletą, a nieliczna zawartość jego żołądka z
każdym odruchem opuszczała jego ciało. W końcu nie miał, czym
wymiotować. I wtedy usłyszał głos Makoto. Jak mógł go wcześniej nie
zauważyć? Oparł się jedną ręką o ścianę kabiny, drugą trzymając się za
brzuch. Wypluł ślinę, spuścił wodę. Powolnym krokiem skierował się do
części głównej łazienki, gdzie siedział Makoto. Stanął w drzwiach
słuchając, co tamten ma do powiedzenie. Zrobiło mu się po prostu szkoda.
Ze strachem w oczach, niepewnie, podszedł do Tachibany i kucnął około
metr od niego.
- Nie wiem, co to znaczy kochać. Nie znam tego uczucia. Nie kocham wody,
a jest ona moją obsesją, moim słodkim narkotykiem. Boję się Ciebie,
Makoto. Nie kocham. Każde słowo wydobywało się z jego gardła z trudem.
Chciał uciekać, znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, od tym
wielkich, dobrodusznych, zielonych oczu, od potarganych włosów szatyna.
Jednak był tu, bo w końcu jeszcze wczoraj uważał go za przyjaciela i nie
mógł tak po prostu go opuścić. Czuł dziwną i wielką mieszankę uczuć,
coś, czego nie doświadczył nigdy wcześniej.
Na ustach szatyna znów można
było dostrzec nie szczery uśmiech. - Nie odpowiedziałeś mi na pytanie,
Haru. Kochasz kogoś? Odpowiedz, proszę. Tachibana mówił załamanym i
pełnym smutku głosem. Nie chciał wzbudzać w nikim litości, po prostu
zaczął się rozsypywać, nie umiał sobie z tym poradzić. Spojrzał na
Harukę dużymi oczyma i zapytał; - Haru, Haru. Dlaczego nie dasz się
pokochać? Nie chcesz być kochanym? Nie chce zaznać tego uczucia? Nie
chcesz nikogo kochać? Bo ja chce, żebyś mnie pokochał. Tak silnym
uczuciem jak ja Ciebie. Makoto zbliżył się do Haruki i objął jego twarz w
dłonie. Ich nosy się stykały, a usta były niebezpiecznie blisko.
- Nie odpychaj mnie, Haru. Daj mi szanse, proszę.
- Nie wiem, jakim uczuciem jest miłość, nie mogę więc ci odpowiedzieć.
Odwrócił głowę w bok, żeby nie zatracić się w ten zieleni. Sam dziwił
się sobie, dziwił się tą otwartością, którą go teraz obdarzał. Ponownie
spojrzał na jego twarz, kiedy coś mówił. W końcu to niegrzecznie nie
patrzeć na rozmówcę. - Nie mogę pokochać kogoś, do kogo czuję strach.
Mówił swoim cichym, jakby obojętnym głosem. Tak normalnym, że sam sobie
się dziwił. Dłonie Makoto na jego skórze paliły, jednak nie mógł się
ruszyć, czuł się jak sparaliżowany. Chciał się odsunąć, lecz nie mógł,
mięśnie odmówiły posłuszeństwa. To chyba właśnie nazywane jest paniką.
- Haru... proszę.
Makoto przejechał palcem po linii ust wybranka, po czym lekko je musnął.
Czekał na reakcję Haru. Był przygotowany na obelgi, uderzenie, w
najgorszym przypadku śmierć. Ale ten moment był jego najszczęśliwszym
dzisiejszego dnia. Makoto popchnął Haru pozycji lezącej. Patrzył w jego
cudowne oczy próbując coś z nich wyczytać. Ale...tam zauważył strach.
Poddał się. Wstał i usiadł z powrotem tam gdzie siedział. Nie liczył już
na nic.
Wargi zacisnęły się, gdy tylko poczuł dotyk. Na pocałunek
zareagował nijak, w końcu wiedział, że to zrobi. Patrzył na niego tak,
jak zawsze. Już bez nienawiści, bez strachu. Delfinowi zrobiło się po
prostu szkoda szatyna, w końcu tyle musiał wycierpieć. Szybko odwrócił w
myślach role, jednak nie mógł sobie wyobrazić bólu, jaki tamten mógł
przechodzić. Po prostu nie mógł. Już chciał mu coś spokojnie powiedzieć,
kiedy został przewrócony. Wtedy znowu przejął go strach. Obserwował,
jak tamten się oddala, przez dłuższą chwile nie mogąc się ruszyć. W
końcu jednak podniósł się. Wyciągnął dłoń w stronę Makoto.
- Obiecałeś poczekać. Póki co, tylko naciskasz. Próbuj, teraz otwarcie.
Jednak nic ci nie mogę obiecać.
Wstał na zdrętwiałych nogach i mechanicznym krokiem podszedł do
umywalki. Pochylił się nad nią, przepłukał usta.
- Haru, ty nic nie rozumiesz. Nie masz o niczym pojęcia. Żyjesz we
własnym świecie. Nie patrzysz na mnie. " Obiecałeś poczekać " Prawda,
obiecałem. Ale te czekanie mnie po prostu niszczy, rozumiesz? Widać, że
jestem niczym dla ciebie. Źle mi z tym. Wyprawiam ci monologi a i tak
ciągle słyszę to samo. To mnie niszczy. Już mnie zniszczyło. Dłużej tak
nie pociągnę, rozumiesz? Jesteś mi potrzebny. Teraz, zaraz, już. Zawsze,
rozumiesz? Tachibana wstał i pewnym krokiem podszedł do chłopaka, który
stał przy umywalce. Złapał go za nadgarstki i spojrzał mu głęboko w
oczy. - Spójrz na mnie. Co widzisz? Żenującego typka, który próbuje od
kilku lat rozkochać cię w sobie. Wszystko idzie na marne. Gdybym nie był
takim tchórzem, jakim jestem, nie byłoby mnie tu już. Gdybym nie kochał
cię dawno bym sobie odpuścił, mówiąc, że to tylko zauroczenie. Haru,
przepraszam.
Brunet puścił chłopaka.
- Zamknij się. Wyznałeś mi to wszystko dzisiaj, a już się załamałeś. Nie
potrafisz poczekać na to, aż cię pokocham. Wyznałeś dzisiaj i mówisz o
tym, co robiłeś, kiedy nie wiedziałem. Popatrzył na niego z dołu,
przeklinając różnicę wzrostu, która ich dzieliła. Gdy został złapany za
nadgarstki, nie oponował. Powoli przestawał się go bać, zaczynał
rozumieć. W zasadzie, to nawet chciał mu pomóc. Wzbudzał w nim już nie
litość, a raczej troskę. Poruszył nadgarstkami chcąc, żeby tamten, choć
rozluźnił uścisk, nie patrzył na niego, a na swoje ręce. W końcu jednak,
odważył się popatrzeć. Widząc tak bezgraniczny ból w oczach Makoto,
uśmiechnął się smutno. - Próbuj, nie poddawaj się. Tylko nie wpędzaj
mnie w strach, w panikę. Nie tędy droga - oznajmił, gdy tamten skończył.
Podniósł się na palcach, żeby delikatnie musnąć jego wargi swoimi, po
czym wyszedł z pomieszczenia. Kiedy tylko znalazł się na korytarzu,
zaczął biec. Pędził tak, aż znalazł się w ich pokoju. Wrzucił wszystkie
swoje rzeczy do torby i usiadł w kącie pod ścianą nie wierząc w to, co
zrobił zaledwie parę minut wcześniej.
Tachibana stał jak osłupiały
słuchając, co mówi do niego Haru. Nie był zdolny powiedzieć
czegokolwiek. Miał racje, trochę zbyt dramatyzował, ale gdyby tak nie
robił Haru nigdy nie zobaczyłby w nim kogoś więcej niż przyjaciela. Gdy
ich wargi się zetknęły poczuł jak ciepło rozchodzi się po jego ciele,
mimo, że ten pocałunek był zimny i oschły. - ' Próbuj, nie poddawaj się.
Próbuj nie poddawaj się' - szeptał cicho pod nosem. Z transu wyrwał go
trzask drzwi od łazienki.
- Haru, poczekaj!
Makoto ruszył w pościg za ukochanym. Wszedł do pokoju, gdzie się
znajdował. Popatrzył na niego i niepewnym krokiem podszedł bliżej
chłopaka, aby być z nim twarzą w twarz. Brunet bez chwili namysłu złapał
chłopaka za szyję i przyciągnął do siebie, po czym namiętnie pocałował.
Trząsł się na całym ciele, jakby brzydził się samego siebie. Zdawał
sobie sprawę, że właśnie ma huśtawki nastrojów jak nastolatka, jednak
nie mógł na to nic poradzić. Oparł się ramieniem o chłodną powierzchnię
ściany. Teraz chciał, musiał pomyśleć. Co właściwie czuł do Makoto?
Tamten był jego przyjacielem od dzieciństwa. Od jakiegoś czasu
zachowywał się dziwnie. Był dla niego oparciem, mógł na niego liczyć.
Dzisiaj kilka razy się go przestraszył. Czy mógłby z nim być? Nie
wiedział. W zasadzie, to nie zaszkodziłoby dać mu szansę, jednak to
działo się dla niego szybko, zbyt szybko. Drgnął jakby przestraszony,
gdy drzwi się otworzyły. Opuścił nogi, żeby siedzieć po turecku,
obojętnym wzrokiem przypatrywał się Makoto. Miał dziwną chęć przytulić
się do niego, żeby rozwiał wszystkie problemy, których sam był źródłem.
Pociągnięcie za szybę nieco za mocne, pocałunek zbyt szybki. Na początku
zaciskał wargi, jednak rozluźnił je, czując przyjemny zapach Makoto.
Lubił go. Pachniał morzem. Relaksował. W końcu morze to woda. Przymknął
oczy, niepewnie wyciągając ręce do przodu i kładąc je na barkach Orki.
Tachibana zdziwił się reakcją bruneta. Myślał, że może znów będzie to
samo, ale jednak, gdy Haruka się trochę rozluźnił Makoto pogłębił
pocałunek. Czuł straszne szczęście. W tym momencie był szczęśliwy. Nie
obchodziło go to, czy Haru robi to z litości czy po prostu na prawdę
tego chce. Ugniatał wargi bruneta swoimi. Czuł, że rośnie w nim
podniecenie. Oj, niedobrze, niedobrze. Jednakże ta może krótka i mała
bliskość z jego ukochanym dała mu więcej szczęścia, niż bycie z nim
przez 4 lata.
Nanase łatwo dał się zdominować zwłaszcza, że nie był zbyt
pewny w swoich ruchach. Najgorsze było jego niezdecydowanie do tego,
czy chciał go całować. Czy chciał teraz przerwać, czy może pójść nieco
dalej? Próbował dać jakoś Makoto do zrozumienia, że robi to za mocno
jednak, jakiekolwiek sygnały nie wysyłał, nie działały. Po prostu
przerwał pocałunek. Delikatna czerwień pokrywała jego policzki już od
dłuższej chwili, lecz dopiero wtedy zdał sobie z tego sprawę. Podniósł
dłonie do twarzy, żeby ukryć to przed Makoto. Rozszerzył palce i zaczął
wpatrywać się w zielone tęczówki szatyna.
Brunet nie zdziwił się, że
Haru go od siebie odpycha. Nie będzie łatwo, to nie będzie łatwy
związek. Robiło mu się gorąco. Nie wiedział, co ma robić. Patrzył się na
delfina i tak naprawdę nie wiedział, co dalej. Gdy zrobi coś, czego nie
powinien, Haru nigdy mu nie wybaczy.
- Przepraszam, jeśli byłem zbyt ostry. Ale nasza dzisiejsza bliskość
jest tak piękna, że nie umiem inaczej. Jesteś zbyt cudowny. Twoja wręcz
porcelanowa skóra jest przepiękna. Uwielbiam na ciebie patrzeć, dotykać
cię. Jesteś ideałem faceta, Haru. Moim ideałem. Tachibana przybliżył się
do chłopaka i lekko wtulił się w jego szyje. Zapach wody obijał mu się o
nozdrza. Uwielbiał ten zapach. Czuł się wtedy tak błogo i spokojnie.
Zaczął obdarowywać szyje Haruki pełnymi uczucia pocałunkami, by znów
połączyć ich usta w pełnym uczucia pocałunku.
Rumienił się coraz
bardziej, słysząc komplementy sypane z ust Makoto. Chciał mu kazać
przestać, jednak w efekcie końcowym nie zrobił tego. Miło się tego
słuchało. Czyżby popadał w samozachwyt? Powoli opuścił dłonie, a karmin
na policzkach mocno odcinał się od jasnej skóry chłopca. Włosy Makoto
łaskotały go w skórę szyi. Automatycznie odchylił głowę, kiedy poczuł
pocałunki, chwilę później dziwiąc się tym posunięciem. Było mu całkiem
przyjemnie, choć nieco za gorąco. Ciepło pochodziło z dwóch ciał blisko
siebie. Haruka w całym swoim życiu nie był z żadnym człowiekiem ani tak
blisko, ani przez tak długi czas. Z zamyślenia wyciągnął go pocałunek w
wargi. Na początku oponował, jednak poddał się po krótkim czasie,
rozluźniając mięśnie. Zaczął potulnie oddawać pocałunek. Chwilę później
objął po bokach głowę Makoto, zatracając się w tym błogim stanie.
Tachibana lekko przerwał pocałunek i spojrzał wybrankowi w oczy. Były
szaleńczo piękne. Czysty błękit. Uwielbiał ten odcień. Kochał go.
- Kocham cię, Haru. Dziękuje. Brunet objął delfina i znów wtulił się w
jego gładką szyję. Uśmiechnął się pod nosem i znów złożył lekki
pocałunek na jego szyi. Dla niego nie liczyły się teraz słowa. Liczyło
się to, że Haru z nim jest. Dobrze wiedział, że wszystko nie może dziać
się zbyt szybko. Jutro wracają do domu, będą mieli na wszystko czas. Od
teraz zaczął się jego najpiękniejszy okres w życiu.
- Pójdę po coś do jedzenia. Zostań tu, jeśli możesz - wymruczał do jego
szyi, po czym znów złożył na niej pocałunek. Wstał i udał się do
hotelowej restauracji złożyć zamówienie na pyszną kolacje dla dwojga.
Tym razem Tachibana był szczerze uśmiechnięty. Podobało mu się to.
Uśmiechnął się delikatnie na te słowa, jednak oczy pozostawały
niewzruszone. Co miał mu powiedzieć? Że jeszcze go nie kocha? W zasadzie
widząc poświęcenie tamtego chciałby odwzajemnić uczucie, jednak jak
widać miłość nie była na zawołanie. Dawał mu jednak szansę, może to się
zmieni. Skinął głową, gdy tamten wychodził. Musiał chwilę pomyśleć,
posiedzieć w samotności. Dotknął miejsca, gdzie szatyn chwilę wcześniej
go pocałował i czuł, jak się rumieni na samą myśl.
- Co dalej? Spytał sam siebie, odchylając głowę w tył i opierając ją o
ścianę. Bystre, choć zazwyczaj jakby bezuczuciowe oczy badały nudny
sufit w kolorze szarym. Był ciekaw, co Makoto widzi w nim. Oczywiście,
powiedział to wszystko na głos, jednak Haru chciał go zrozumieć. Sam nie
widział w sobie nic a nic specjalnego. Ot, zwykły, przeciętny uczeń.
Jednak widać było w nim coś, co tamtego zauroczyło, zachwyciło.
Konbanwa kochani. ;w;
Pojawiamy się z ostatnim rozdziałem MakoHaru.
Postanowiłyśmy zakończyć już tą przygodę pływających kochanków.
Rozdział jest troszkę dłuższy, udało nam się.
W następnej notce pojawi się spóźniona mikołajkowa niespodzianka.
pozdrawiamy i dziękujemy!
Dodajcie chociaż jeszcze jeden rozdział... Taki za parę miesięcy, gdy już Haruś się przyzwyczaił; jak się zeszli :3
OdpowiedzUsuńJa ogólnie dopiero dzisiaj to znalazłam przeglądając zdjęcia i teraz jak widzę, że to już koniec to czuję niedosyt.
Końcówka - dziwna, nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Jednak ogólnie historia bardzo mi się podoba.
Czekam na więcej :D :3
- Gumi :3
Boże , boże zakochałam się w tym opowiadaniu boskie *u*
OdpowiedzUsuńProszę zróbcie jeszcze jeden rozdział jak Haru się oswoi ze swoimi myślami i uczuciami do Makoto .
Czytam te rozdział z pewną nostalgią, bo jest to ostatni. Faktycznie, rozdział jest dłuższy, ale nie nudny, nie. Ciągle trzyma w napięciu, choć postać Haru wydaje mi się trochę... nijaka. Aż chce się albo kolejnego rozdziału, albo prologu lub chociaż dwóch zdań więcej, które dałyby nadzieję, albo to zakończyły. Mimo wszystko, czytało się to z przyjemnością i czekam na kolejne opowiadania :)
OdpowiedzUsuńProszę , napisz dalszy ciąg <3
OdpowiedzUsuń