poniedziałek, 9 grudnia 2013

MakoHaru - rozdział trzeci - ostatni.

Przegrali. Haruka w zasadzie nie zdziwił się. Dyskwalifikacja. Jednak, opłacało się. Płynął z Rinem. Stare uczucie odżyło w sercu, jednak w niezbyt przyjemnej postaci bólu. Podczas powrotu do hotelu milczał. Nic nowego, jednak w jego oczach malowała się mieszanina smutku, przerażenia i radości. Dlaczego przerażenia? Jego przyjaciel go kocha. Nie chciał do tego dopuścić za wszelką cenę, jednak najwyraźniej zorientował się nieco zbyt późno. Co jakiś czas zerkał na Tachibanę. Bał się zostać z nim w pokoju, sam na sam. Dobrze, że chociaż spakował się wcześniej. Dobrze, że pływał. To pozwoliło mu oczyścić głowę z dziwnych myśli. 
Tachibana nie wierzył. Nie wierzył w to, co się zdarzyło. Nie dochodziło to do niego. Był taki słaby... To przez niego. To przez jego słabość przegrali. Gdyby tylko miał w sobie więcej werwy, więcej pozytywnych emocji, ale... nie umiał. Był przegrany. Szedł z resztą składu, którzy zaciekle o czymś dyskutowali. Tylko Haru był przygnębiony i nieobecny. Miał tego dość. Zaczął biec przed siebie nie zwracając uwagi na to, że przyjaciele go nawołują. Miał to kompletnie gdzieś. Teraz chciał pobyć sam. Udał się jak najszybciej do pokoju hotelowego. Zdjął ubrania i rzucił się na łóżko w samych bokserkach. Dalej nie dochodziło do niego, że to był najgorszy dzień w życiu. Chciało mu się płakać. Czuł, że jego serce rozpada się na miliony kawałeczków. Jedynym, czego teraz pragnął było to, aby wszedł teraz Haru, przytulił go, pocałował i powiedział, że będzie dobrze. Byłby szczęśliwy. Chociaż odrobinkę. Nawet nie zauważył, kiedy zdążył zasnąć. 
Podniósł wzrok widząc, że Makoto oddala się biegiem. Było mu trudno. Bał się, że kiedy wróci do pokoju hotelowego, coś się stanie. Jednak przed budynkiem jakby nigdy nic pożegnał się z Reiem i Nagisą, którzy odeszli w nieco innym kierunku. Wszedł do środka, jak najwolniej pokonując schody. Cicho otworzył drzwi pokoju, jednak widząc śpiącego kolegę rozluźnił się. W zasadzie było mu go szkoda. Po zamknięciu drzwi niepewnie, wręcz na palcach, podszedł do śpiącego mężczyzny i pochylił się, odgarnął kosmyk spadający mu na twarz. Sam nie wiedział, co tak właściwie do niego czuje. Nienawidził go, jednocześnie bardzo mu współczując i było jeszcze jedno uczucie, którego nie potrafił nazwać. Położył się na łóżku obok w kąpielówkach, nie zadając sobie nawet trudu, żeby iść i coś zjeść, czy się umyć. Nakrył się kocem i wpatrywał w sufit, co jakiś czas zerkając na śpiące lico Makoto Tachibany. 
Makoto przebudził się słysząc skrzypienie łóżka. Przetarł oczy, od razu przeklną się za to, przecież one są tak wrażliwe, tym bardziej po chlorze z basenu. Podniósł się do pozycji siedzącej. Tak na prawdę nie wiedział, co się wokoło niego dzieje. Nie zauważył nawet, że Haru jest obok. To było dziwne, przecież leżał koło niego. Zaśmiał się lekko i odwrócił w stronę drugiego łóżka. Haru wpatrywał się w niego niebieskimi tęczówkami, które tak uwielbiał. Podrapał się po policzku. Poczuł piekący ból. Nie zwracał na to uwagi. Nie wiedział jak rozpocząć rozmowę z nim. Od samego patrzenia na niego miał wielką ochotę się na niego rzucić. Był taki cudowny. Teraz widział każdy zakamarek umięśnionego torsu, który doprowadzał go do szaleństwa. Wstał i usiadł na łóżku obok leżącego bruneta, który ciągle mu się przyglądał. Czekał tylko na pytanie „co chcesz zrobić?”. Nie odpowiedziałby. Sam nie wie, co chce w tej chwili zrobić. Dotknął lekko policzka Haruki. Poczuł jak ciało bruneta drży. Bał się go? 
Drgnął widząc, że zielone oczy są otwarte. Nie mógł oderwać od nich wzroku. Źrenice rozszerzyły się lekko, wodząc wzrokiem za tymczasowym współlokatorem. Czuł strach przed tym, co może teraz zrobić. W końcu w hotelu o tej porze nie było dużo ludzi, nikt by nic nie usłyszał... Jednak musiał przestać miewać złe myśli. Chyba nie posunąłby się "z miłości" do molestowania, prawda? No, przynajmniej Haru miał taką nadzieję. Skulił nogi pod brodą, podnosząc się do siadu, kiedy szatyn naruszył jego strefę osobistą. - Wróć na swoje łóżko. - Oznajmił cicho, niezbyt pewnym głosem. Odtrącił szybkim ruchem jego rękę, dotyk pozostawił po sobie gorący ślad na skórze. Nie wytrzymywał. Jego ręka, jakby z własną wolą, podążyła z plaskiem ku policzkowi Makoto. Po tym odruchu Haruka szybko cofnął się pod ścianę. Patrzył w twarz byłego przyjaciela, będąc przerażonym. 
Tachibana przez dłuższą chwilę był oszołomiony. Upadł na podłogę robiąc wielki huk, ale nie z powodu siły uderzenia, po prostu był zaskoczony. Oczy miał szeroko otwarte a usta lekko rozchylone. Głowę trzymał w dole. Złapał się za policzek. To było jednak mocne uderzenie, skoro z nie wiadomo, jakich powodów jego warga była rozcięta, a krew kapała na podłogę. Przetarł lekko posokę ręką i próbował wstać. Stanął tyłem do swojego wybranka. Odwrócił się do niego i spojrzał mu w oczy, po czym powiedział coś, co najwyraźniej zaskoczyło bruneta. - Ja nie będę bez ciebie żyć, rozumiesz? Nie będę. Po tych słowach zamknął się w łazience i siedział tam dobre kilka minut. 
Był chory. Psychicznie chory, tak dokładniej. Objął kolana ramionami. Mógł teraz uciec. Ale gdzie? Był w obcym mieście, nie znał tu innego miejsca oprócz basenu, a tam iść zwyczajnie nie chciał. Nie chciał iść nigdzie do miasta, zbyt duży natłok ludzi. Nie wiedząc, że Makoto znajduje się w łazience, szybko ubrał buty i pobiegł tam. Nie zwrócił uwagi na jego obecność, bowiem od razu podbiegł do toalety, schylił się i zwymiotował. Jedynie tyle potrafił teraz zrobić. 
- Co zamierzasz, Haru? - zapytał obojętnym głosem Tachibana, siedzący w rogu łazienki. Gdyby miał inny charakter można byłoby powiedzieć, że miał wszystko w dupie, ale jednak tak nie było. - Bo wiesz.. ja nie wiem. Odrzuciłeś mnie. Czuje się okropnie, wiesz? Jest mi wstyd. Nie wiem, dlaczego ale mam ochotę utopić się, skoczyć z mostu lub po prostu wbić sobie nóż prosto w serce. Ah nie, ja nie mam już serca. Ono się rozpadło na miliony kawałeczków. 
- Dlaczego masz taki trudny charakter, Haru? Powiedz mi. Kochasz kogoś? I nie pytam tu o wodę, znam cię nie od dziś, wiem, że to twoja miłość. Bo wiesz.. ja kocham. Ja kocham ciebie. Ale.. ty mnie nie. I to.. jest tak cholernie trudne, wiesz? Boli mnie to Haru. A Ty? Jak ty się z tym wszystkim czujesz? Bo wiesz, jeśli kogoś kochasz to powiedź mi to teraz, nie zwlekaj, nie daj mi się rozbijać jeszcze bardziej. Na ustach Tachibany można było dostrzec nieszczery uśmiech. To było takie żenujące. 
Stał skulony nad toaletą, a nieliczna zawartość jego żołądka z każdym odruchem opuszczała jego ciało. W końcu nie miał, czym wymiotować. I wtedy usłyszał głos Makoto. Jak mógł go wcześniej nie zauważyć? Oparł się jedną ręką o ścianę kabiny, drugą trzymając się za brzuch. Wypluł ślinę, spuścił wodę. Powolnym krokiem skierował się do części głównej łazienki, gdzie siedział Makoto. Stanął w drzwiach słuchając, co tamten ma do powiedzenie. Zrobiło mu się po prostu szkoda. Ze strachem w oczach, niepewnie, podszedł do Tachibany i kucnął około metr od niego. - Nie wiem, co to znaczy kochać. Nie znam tego uczucia. Nie kocham wody, a jest ona moją obsesją, moim słodkim narkotykiem. Boję się Ciebie, Makoto. Nie kocham. Każde słowo wydobywało się z jego gardła z trudem. Chciał uciekać, znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, od tym wielkich, dobrodusznych, zielonych oczu, od potarganych włosów szatyna. Jednak był tu, bo w końcu jeszcze wczoraj uważał go za przyjaciela i nie mógł tak po prostu go opuścić. Czuł dziwną i wielką mieszankę uczuć, coś, czego nie doświadczył nigdy wcześniej. 
Na ustach szatyna znów można było dostrzec nie szczery uśmiech. - Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, Haru. Kochasz kogoś? Odpowiedz, proszę. Tachibana mówił załamanym i pełnym smutku głosem. Nie chciał wzbudzać w nikim litości, po prostu zaczął się rozsypywać, nie umiał sobie z tym poradzić. Spojrzał na Harukę dużymi oczyma i zapytał; - Haru, Haru. Dlaczego nie dasz się pokochać? Nie chcesz być kochanym? Nie chce zaznać tego uczucia? Nie chcesz nikogo kochać? Bo ja chce, żebyś mnie pokochał. Tak silnym uczuciem jak ja Ciebie. Makoto zbliżył się do Haruki i objął jego twarz w dłonie. Ich nosy się stykały, a usta były niebezpiecznie blisko. - Nie odpychaj mnie, Haru. Daj mi szanse, proszę.
 - Nie wiem, jakim uczuciem jest miłość, nie mogę więc ci odpowiedzieć. Odwrócił głowę w bok, żeby nie zatracić się w ten zieleni. Sam dziwił się sobie, dziwił się tą otwartością, którą go teraz obdarzał. Ponownie spojrzał na jego twarz, kiedy coś mówił. W końcu to niegrzecznie nie patrzeć na rozmówcę. - Nie mogę pokochać kogoś, do kogo czuję strach. Mówił swoim cichym, jakby obojętnym głosem. Tak normalnym, że sam sobie się dziwił. Dłonie Makoto na jego skórze paliły, jednak nie mógł się ruszyć, czuł się jak sparaliżowany. Chciał się odsunąć, lecz nie mógł, mięśnie odmówiły posłuszeństwa. To chyba właśnie nazywane jest paniką. 
- Haru... proszę. Makoto przejechał palcem po linii ust wybranka, po czym lekko je musnął. Czekał na reakcję Haru. Był przygotowany na obelgi, uderzenie, w najgorszym przypadku śmierć. Ale ten moment był jego najszczęśliwszym dzisiejszego dnia. Makoto popchnął Haru pozycji lezącej. Patrzył w jego cudowne oczy próbując coś z nich wyczytać. Ale...tam zauważył strach. Poddał się. Wstał i usiadł z powrotem tam gdzie siedział. Nie liczył już na nic. 
Wargi zacisnęły się, gdy tylko poczuł dotyk. Na pocałunek zareagował nijak, w końcu wiedział, że to zrobi. Patrzył na niego tak, jak zawsze. Już bez nienawiści, bez strachu. Delfinowi zrobiło się po prostu szkoda szatyna, w końcu tyle musiał wycierpieć. Szybko odwrócił w myślach role, jednak nie mógł sobie wyobrazić bólu, jaki tamten mógł przechodzić. Po prostu nie mógł. Już chciał mu coś spokojnie powiedzieć, kiedy został przewrócony. Wtedy znowu przejął go strach. Obserwował, jak tamten się oddala, przez dłuższą chwile nie mogąc się ruszyć. W końcu jednak podniósł się. Wyciągnął dłoń w stronę Makoto. - Obiecałeś poczekać. Póki co, tylko naciskasz. Próbuj, teraz otwarcie. Jednak nic ci nie mogę obiecać. Wstał na zdrętwiałych nogach i mechanicznym krokiem podszedł do umywalki. Pochylił się nad nią, przepłukał usta.
 - Haru, ty nic nie rozumiesz. Nie masz o niczym pojęcia. Żyjesz we własnym świecie. Nie patrzysz na mnie. " Obiecałeś poczekać " Prawda, obiecałem. Ale te czekanie mnie po prostu niszczy, rozumiesz? Widać, że jestem niczym dla ciebie. Źle mi z tym. Wyprawiam ci monologi a i tak ciągle słyszę to samo. To mnie niszczy. Już mnie zniszczyło. Dłużej tak nie pociągnę, rozumiesz? Jesteś mi potrzebny. Teraz, zaraz, już. Zawsze, rozumiesz? Tachibana wstał i pewnym krokiem podszedł do chłopaka, który stał przy umywalce. Złapał go za nadgarstki i spojrzał mu głęboko w oczy. - Spójrz na mnie. Co widzisz? Żenującego typka, który próbuje od kilku lat rozkochać cię w sobie. Wszystko idzie na marne. Gdybym nie był takim tchórzem, jakim jestem, nie byłoby mnie tu już. Gdybym nie kochał cię dawno bym sobie odpuścił, mówiąc, że to tylko zauroczenie. Haru, przepraszam. Brunet puścił chłopaka. 
- Zamknij się. Wyznałeś mi to wszystko dzisiaj, a już się załamałeś. Nie potrafisz poczekać na to, aż cię pokocham. Wyznałeś dzisiaj i mówisz o tym, co robiłeś, kiedy nie wiedziałem. Popatrzył na niego z dołu, przeklinając różnicę wzrostu, która ich dzieliła. Gdy został złapany za nadgarstki, nie oponował. Powoli przestawał się go bać, zaczynał rozumieć. W zasadzie, to nawet chciał mu pomóc. Wzbudzał w nim już nie litość, a raczej troskę. Poruszył nadgarstkami chcąc, żeby tamten, choć rozluźnił uścisk, nie patrzył na niego, a na swoje ręce. W końcu jednak, odważył się popatrzeć. Widząc tak bezgraniczny ból w oczach Makoto, uśmiechnął się smutno. - Próbuj, nie poddawaj się. Tylko nie wpędzaj mnie w strach, w panikę. Nie tędy droga - oznajmił, gdy tamten skończył. Podniósł się na palcach, żeby delikatnie musnąć jego wargi swoimi, po czym wyszedł z pomieszczenia. Kiedy tylko znalazł się na korytarzu, zaczął biec. Pędził tak, aż znalazł się w ich pokoju. Wrzucił wszystkie swoje rzeczy do torby i usiadł w kącie pod ścianą nie wierząc w to, co zrobił zaledwie parę minut wcześniej. 
Tachibana stał jak osłupiały słuchając, co mówi do niego Haru. Nie był zdolny powiedzieć czegokolwiek. Miał racje, trochę zbyt dramatyzował, ale gdyby tak nie robił Haru nigdy nie zobaczyłby w nim kogoś więcej niż przyjaciela. Gdy ich wargi się zetknęły poczuł jak ciepło rozchodzi się po jego ciele, mimo, że ten pocałunek był zimny i oschły. - ' Próbuj, nie poddawaj się. Próbuj nie poddawaj się' - szeptał cicho pod nosem. Z transu wyrwał go trzask drzwi od łazienki. - Haru, poczekaj! Makoto ruszył w pościg za ukochanym. Wszedł do pokoju, gdzie się znajdował. Popatrzył na niego i niepewnym krokiem podszedł bliżej chłopaka, aby być z nim twarzą w twarz. Brunet bez chwili namysłu złapał chłopaka za szyję i przyciągnął do siebie, po czym namiętnie pocałował. 
Trząsł się na całym ciele, jakby brzydził się samego siebie. Zdawał sobie sprawę, że właśnie ma huśtawki nastrojów jak nastolatka, jednak nie mógł na to nic poradzić. Oparł się ramieniem o chłodną powierzchnię ściany. Teraz chciał, musiał pomyśleć. Co właściwie czuł do Makoto? Tamten był jego przyjacielem od dzieciństwa. Od jakiegoś czasu zachowywał się dziwnie. Był dla niego oparciem, mógł na niego liczyć. Dzisiaj kilka razy się go przestraszył. Czy mógłby z nim być? Nie wiedział. W zasadzie, to nie zaszkodziłoby dać mu szansę, jednak to działo się dla niego szybko, zbyt szybko. Drgnął jakby przestraszony, gdy drzwi się otworzyły. Opuścił nogi, żeby siedzieć po turecku, obojętnym wzrokiem przypatrywał się Makoto. Miał dziwną chęć przytulić się do niego, żeby rozwiał wszystkie problemy, których sam był źródłem. Pociągnięcie za szybę nieco za mocne, pocałunek zbyt szybki. Na początku zaciskał wargi, jednak rozluźnił je, czując przyjemny zapach Makoto. Lubił go. Pachniał morzem. Relaksował. W końcu morze to woda. Przymknął oczy, niepewnie wyciągając ręce do przodu i kładąc je na barkach Orki. 
Tachibana zdziwił się reakcją bruneta. Myślał, że może znów będzie to samo, ale jednak, gdy Haruka się trochę rozluźnił Makoto pogłębił pocałunek. Czuł straszne szczęście. W tym momencie był szczęśliwy. Nie obchodziło go to, czy Haru robi to z litości czy po prostu na prawdę tego chce. Ugniatał wargi bruneta swoimi. Czuł, że rośnie w nim podniecenie. Oj, niedobrze, niedobrze. Jednakże ta może krótka i mała bliskość z jego ukochanym dała mu więcej szczęścia, niż bycie z nim przez 4 lata. 
Nanase łatwo dał się zdominować zwłaszcza, że nie był zbyt pewny w swoich ruchach. Najgorsze było jego niezdecydowanie do tego, czy chciał go całować. Czy chciał teraz przerwać, czy może pójść nieco dalej? Próbował dać jakoś Makoto do zrozumienia, że robi to za mocno jednak, jakiekolwiek sygnały nie wysyłał, nie działały. Po prostu przerwał pocałunek. Delikatna czerwień pokrywała jego policzki już od dłuższej chwili, lecz dopiero wtedy zdał sobie z tego sprawę. Podniósł dłonie do twarzy, żeby ukryć to przed Makoto. Rozszerzył palce i zaczął wpatrywać się w zielone tęczówki szatyna
Brunet nie zdziwił się, że Haru go od siebie odpycha. Nie będzie łatwo, to nie będzie łatwy związek. Robiło mu się gorąco. Nie wiedział, co ma robić. Patrzył się na delfina i tak naprawdę nie wiedział, co dalej. Gdy zrobi coś, czego nie powinien, Haru nigdy mu nie wybaczy. - Przepraszam, jeśli byłem zbyt ostry. Ale nasza dzisiejsza bliskość jest tak piękna, że nie umiem inaczej. Jesteś zbyt cudowny. Twoja wręcz porcelanowa skóra jest przepiękna. Uwielbiam na ciebie patrzeć, dotykać cię. Jesteś ideałem faceta, Haru. Moim ideałem. Tachibana przybliżył się do chłopaka i lekko wtulił się w jego szyje. Zapach wody obijał mu się o nozdrza. Uwielbiał ten zapach. Czuł się wtedy tak błogo i spokojnie. Zaczął obdarowywać szyje Haruki pełnymi uczucia pocałunkami, by znów połączyć ich usta w pełnym uczucia pocałunku. 
Rumienił się coraz bardziej, słysząc komplementy sypane z ust Makoto. Chciał mu kazać przestać, jednak w efekcie końcowym nie zrobił tego. Miło się tego słuchało. Czyżby popadał w samozachwyt? Powoli opuścił dłonie, a karmin na policzkach mocno odcinał się od jasnej skóry chłopca. Włosy Makoto łaskotały go w skórę szyi. Automatycznie odchylił głowę, kiedy poczuł pocałunki, chwilę później dziwiąc się tym posunięciem. Było mu całkiem przyjemnie, choć nieco za gorąco. Ciepło pochodziło z dwóch ciał blisko siebie. Haruka w całym swoim życiu nie był z żadnym człowiekiem ani tak blisko, ani przez tak długi czas. Z zamyślenia wyciągnął go pocałunek w wargi. Na początku oponował, jednak poddał się po krótkim czasie, rozluźniając mięśnie. Zaczął potulnie oddawać pocałunek. Chwilę później objął po bokach głowę Makoto, zatracając się w tym błogim stanie.  
Tachibana lekko przerwał pocałunek i spojrzał wybrankowi w oczy. Były szaleńczo piękne. Czysty błękit. Uwielbiał ten odcień. Kochał go. - Kocham cię, Haru. Dziękuje. Brunet objął delfina i znów wtulił się w jego gładką szyję. Uśmiechnął się pod nosem i znów złożył lekki pocałunek na jego szyi. Dla niego nie liczyły się teraz słowa. Liczyło się to, że Haru z nim jest. Dobrze wiedział, że wszystko nie może dziać się zbyt szybko. Jutro wracają do domu, będą mieli na wszystko czas. Od teraz zaczął się jego najpiękniejszy okres w życiu. - Pójdę po coś do jedzenia. Zostań tu, jeśli możesz - wymruczał do jego szyi, po czym znów złożył na niej pocałunek. Wstał i udał się do hotelowej restauracji złożyć zamówienie na pyszną kolacje dla dwojga. Tym razem Tachibana był szczerze uśmiechnięty. Podobało mu się to. 
Uśmiechnął się delikatnie na te słowa, jednak oczy pozostawały niewzruszone. Co miał mu powiedzieć? Że jeszcze go nie kocha? W zasadzie widząc poświęcenie tamtego chciałby odwzajemnić uczucie, jednak jak widać miłość nie była na zawołanie. Dawał mu jednak szansę, może to się zmieni. Skinął głową, gdy tamten wychodził. Musiał chwilę pomyśleć, posiedzieć w samotności. Dotknął miejsca, gdzie szatyn chwilę wcześniej go pocałował i czuł, jak się rumieni na samą myśl. - Co dalej? Spytał sam siebie, odchylając głowę w tył i opierając ją o ścianę. Bystre, choć zazwyczaj jakby bezuczuciowe oczy badały nudny sufit w kolorze szarym. Był ciekaw, co Makoto widzi w nim. Oczywiście, powiedział to wszystko na głos, jednak Haru chciał go zrozumieć. Sam nie widział w sobie nic a nic specjalnego. Ot, zwykły, przeciętny uczeń. Jednak widać było w nim coś, co tamtego zauroczyło, zachwyciło.

Konbanwa kochani. ;w;
Pojawiamy się z ostatnim rozdziałem MakoHaru. 
Postanowiłyśmy zakończyć już tą przygodę pływających kochanków. 
Rozdział jest troszkę dłuższy, udało nam się. 
W następnej notce pojawi się spóźniona mikołajkowa  niespodzianka. 
pozdrawiamy i dziękujemy!

4 komentarze:

  1. Dodajcie chociaż jeszcze jeden rozdział... Taki za parę miesięcy, gdy już Haruś się przyzwyczaił; jak się zeszli :3
    Ja ogólnie dopiero dzisiaj to znalazłam przeglądając zdjęcia i teraz jak widzę, że to już koniec to czuję niedosyt.
    Końcówka - dziwna, nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Jednak ogólnie historia bardzo mi się podoba.
    Czekam na więcej :D :3
    - Gumi :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże , boże zakochałam się w tym opowiadaniu boskie *u*
    Proszę zróbcie jeszcze jeden rozdział jak Haru się oswoi ze swoimi myślami i uczuciami do Makoto .

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam te rozdział z pewną nostalgią, bo jest to ostatni. Faktycznie, rozdział jest dłuższy, ale nie nudny, nie. Ciągle trzyma w napięciu, choć postać Haru wydaje mi się trochę... nijaka. Aż chce się albo kolejnego rozdziału, albo prologu lub chociaż dwóch zdań więcej, które dałyby nadzieję, albo to zakończyły. Mimo wszystko, czytało się to z przyjemnością i czekam na kolejne opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę , napisz dalszy ciąg <3

    OdpowiedzUsuń

© Szablon wykonała Chan Lee dla Land of Grafic
© Obrazek pochodzi z zerochan © Tekstury od Yassmine.